sobota, 12 kwietnia 2014

Kris ~ "Kris, Hwaiting!"




Scenariusz dla Jezusa Zbawiciela (zdechłam XD)


Na początku przepraszam za moją strasznie długą nieobecność. "Trochę" brakowało mi weny. Postaram się to wszystko szybko nadrobić! HWAITING! 
Miłego czytania! 


Leniwie przeciągnęłaś się na łóżku. Trochę zaspałaś, nie wiedziałaś dlaczego budzik wcale cię nie obudził, tak jak zwykle. Okazało się że jest wyłączony.
Poszłaś do kuchni ledwo przytomna. To co zobaczyłaś przeszło twoje oczekiwania.
Na całej podłodze była rozsypana mąka, na blacie leżało rozbite jajko, na desce do krojenia było ok. 6 noży –każdy wysmarowany dżemem.
Twoje nerwy sięgały zenitu.
- Kris!!
Cisza. Zdziwiłaś się że go tu nie ma. Wyruszyłaś ku poszukiwaniu swojego chłopaka. Najpierw zwiedziłaś całe piętro.
- Kris!!! Yifan!
Ktoś musiał ci wyjaśnić co stało się w kuchni. A to bez wątpienia tą osobą musiał być Kris.
Zbiegłaś na dół po schodach. Wchodząc do salonu uderzyłaś się w mały palec u stopy i przez to chwile siadłaś na fotelu.
- Zabije go kiedyś- mruknęłaś pod nosem trzymając się za palec u nogi.
Jeszcze bardziej wkurzona wyszłaś na werandę. Zdziwiłaś się. Była ona przyozdobiona kwiatami, konkretniej różowymi forsycjami. Było ich tak dużo że prawie nie dochodziło tu światło. No i coś w tym momencie przestało ci się zgadzać…
Wtedy zza forsycji wybiegł Kris i postawił nogę na pierwszym schodku. Jednak niefortunnie potknął się. Na całe szczęście utrzymał równowagę i uklęknął na jednym kolanie na ostatnim schodku.
Wyciągnął w twoją stronę ręce z bukietem białych konwalii.
Mimo złości uśmiechnęłaś się. Kris miał coś mówił i kiedy podniósł na ciebie wzrok zaciął się. Jego mina w tamtym momencie była nie do opisania.
- Jagi…?
- Słucham?- zmarszczyłaś brwi.
- Czesałaś się dzisiaj?
- Niee…
- Widać.
Kris wstał i podszedł do ciebie po czym się nachylił w przód przyglądając twojej twarzy.
- Może najpierw się uczesz?
Oburzyłaś się, ale mimo to nieco cie rozśmieszył. Mówił to z niepewnym śmieszkiem i bardzo… „delikatnie”.
Nic nie mówiąc już więcej wziął cię na ręce i pomimo twoich protestów zaniósł do łazienki.
- Musisz przynajmniej się uczesać!- krzyknął- Przyniosę ci ubranie!
Westchnęłaś. Do czego doszło żeby twój chłopak kazał ci się „ogarnąć”. No ale nie spodziewałaś się że przygotuje jakaś niespodziankę.
Kris postawił pod drzwiami łazienki torebkę upominkową. Szybko stamtąd zniknął.
Zdziwiłaś się jeszcze bardziej nowa sukienka i butami. Na dodatek wszystko wyglądało na to że on to dokładnie przemyślał. Chyba za dobrze cię znał…
Teraz już nawet nie mogłaś się na niego złościć, tak się starał.
Ubrana i (przede wszystkim) uczesana wyszłaś na werandę. Kris zrobił powtórkę we wręczeniu ci kwiatów.
-O co tak właściwie chodzi?- uśmiechałaś się niepewnie.
-Nie podoba ci się?- zdziwił się.
-N-nie o to chodzi! Po prostu pierwszy raz tak… Jest.
-Właśnie, kiedyś trzeba zacząć. _______, nie pytaj tyle.
- Oświadczasz mi się?
Kris zrobił się cały czerwony na twarzy i strzelił mi palcem w czoło.
-Pabo!- denerwował się.
Złapał mnie za rękę i zbiegliśmy ze schodów. Zaraz za górą forsycji stał stolik na którym było własnoręcznie wykonane przez niego śniadanie. To było widać, gdyś te same fruwające składniki znajdowały się obecnie w całej kuchni.
- Jejku, Kris…- rozczuliłaś się.
- To nadal nie są oświadczyny…!- krzyknął od razu i szybko posadził ciebie na krześle- Smacznego śniadania.
Usiadł naprzeciwko i oparł się łokciem o stolik. Długo ci się przyglądał. Ty za to podziwiałaś wszystko na około, szczególnie werandę. Już wiedziałaś kto będzie musiał zbierać te wszystkie forsycje kiedy już zwiędną… Nie kto inny jak ty.
- Możesz w końcu zacząć jeść, Pabo?- powiedział unosząc jedną stronę ust i lekko przymykając jedno oko.
Wzięłaś ciastko (???) i ugryzłaś niepewnie. Aż cię zdziwiło to że było jadalne.
- I jak?- spytał podekscytowany.
- Fajne.
- Fajne?- zaśmiał się lekko zdenerwowany.
- Fajne.
Widziałaś jego minę i nie mogłaś się powstrzymać od chichotu. Kris musiał być bardzo komplementowany żeby coś z tego wyszło… Szczególnie kiedy się starał.
- Mmm… Bardzo smaczne- uśmiechnęłaś się jedząc kolejne ciastko.
- Ha! – zerwał się z krzesła po czym znowu usiadł- Kris hwaiting, Kris, Kris…
Był taki zabawny. Kompletnie nie wiedziałaś co planuje. Najpierw rozmawialiście o jego koncepcji.
- Zrezygnowałem z nagrań i zostałem w domu żeby w końcu zająć się nami. Jak ci się podoba?
- Jesteś cudowny.
Kris zaśmiał się zawstydzony i poprawił włosy. Wyglądał tak pięknie że kolejny raz się na niego zapatrzyłaś.
Kiedy skończyło się wam jedzenie, Kris złapał cię za rękę i kazał wstać. Wtedy uklęknął przed tobą na kolanie.
- To nadal nie są oświadczyny…- zaznaczył na początku.
Zaśmiałaś się.
- Więc co to?- twoje policzki zrobiły się całe czerwone.
Kris zaczął wiązać sznurówkę w swoim bucie. Ty musiałaś znowu usiąść na krześle ze śmiechu.
- Wybacz – sam zaczął się śmiać i zrobił się cały czerwony- Nie chciałbym się zabić.
Oznajmił że na cały dzień jedziecie na miasto. Zwiedzaliście wszystko co się da, poszliście na film do kina, nawet do zwyczajnej kawiarenki na gorącą czekoladę, gdzie Kris nie zwracał uwagi na fanki.
- Ignoruj je. Dzisiaj liczymy się tylko my…
Spacerowaliście po molo, a kiedy słońce zaczęło zachodzić usiedliście na plaży i wpatrywaliście w zachód słońca.
-Nigdy nie przyglądałam się temu jak słońce zachodzi…- powiedziałaś - Dużo straciłam.
- Nigdy? Musimy to powtórzyć jeszcze raz i kolejny. Cudownie jest prawda?
- Z tobą wszędzie jest cudownie.
Kris objął cię ramieniem i z uśmiechem pocałował w czoło. Uznał że szkoda jeszcze iść stąd więc leżeliście na piasku i nawet kiedy zrobiło się ciemno nie chcieliście się stąd ruszać. Gwiazdy były równie piękne.
- Spadająca gwiazdka! – krzyknęłaś.
-Wiesz że to nie koniecznie jest spadająca gwiazda…
-Cicho!
Przerwałaś jego filozofie i zamknęłaś oczy. Pomyślałaś o tym żeby zawsze już było tak jak dzisiaj. Żeby zawsze Kris był z tobą.
Jeszcze chwilę posiedzieliście na piasku i postanowiliście wracać do domu.
Zanim doszliście do samochodu Kris znowu padł na jedno kolano.
- Zawiąż sobie te buty raz a dobrze, okej?- zaśmiałaś się i założyłaś ręce na biodra.
Kris podniósł głowę do góry po czym wyciągnął ręce w twoją stronę.
Serce zaczęło ci bić mocnej a on patrzył na ciebie z takim przejęciem.
Lekki podmuch wiatru rozwiał twoje włosy.
- Teraz to są oświadczyny- uśmiechnął się lekko.
Wziął twoją dłoń i włożył na ci na palec pierścionek. Ty nie mogłaś oderwać od niego wzroku.
- Pabo, wyjdź za mnie- ucałował twoją dłoń.
Wpadłaś mu w ramiona mimo że nadal klęczał na piasku.
- Będę twoją gwiazdką, Pabo.
- Yifan…
- Tak?
- Kocham cię.
Kris pocałował cię delikatnie. Zauważył że masz lekko załzawione oczy. Wytarł twoje policzki z łez i mocno cię przytulił. Zaniósł cię do samochodu i po drodze obiecał…
- Pamiętaj że twoja gwiazdka nigdy nie spadnie, Pabo.

~Sungmi

sobota, 15 lutego 2014

Zelo ~ Fall in love




Scenariusz dla Iza Zeluś :3

***

Jeszcze tylko ostatnie pociągnięcie pędzelkiem i będę gotowa. Cholera! Jak zawsze muszę coś zepsuć… Nienawidzę malować eyelinerem!
Zmyłam cały makijaż z lewego oka i od nowa malowałam na nim wszystko. Byłam tego wieczoru cierpliwa. W końcu dzisiaj jest moje pierwsze spotkanie z nim. Tak długo się starałam żeby jakoś się do niego odezwać. Tak długo robiłam wszystko żeby zwrócił na mnie uwagę. W końcu udało mi się umówić z nim na randkę.
Zastanawiało mnie dlaczego akurat tak późno i w jakimś nocnym barze, klubie czy co to tam było. Nie znam się na tego typu imprezach, bo jakoś nigdy nie wychodziłam z przyjaciółmi akurat tam.
Wreszcie pomalowałam oczy. Teraz tylko ubranie i włosy. Nałożyłam na siebie zwyczajną przylegającą do ciała sukienkę z paroma koronkowymi wstawkami. Była dość elegancka i kiedy przyjrzałam się w lustrze dodała mi parę lat albo przynajmniej pełnoletniości. A obecnie miałam 17 lat. Może to trochę dziwne że wybieram się w takie miejsca jak nocne kluby ale chciałam się spotkać z nim.
Nałożyłam moje nowe buty i oznajmiłam rodzicom że wychodzę. Oczywiście nie widziałam na ich twarzy zadowolenia ale pozwolili mi wyjść.
Wsiadłam do samochodu i przywitałam się uśmiechem z nim.
- To co, jedziemy? – spytał ucieszony.
- Pewnie. A gdzie ten klub?
- Niedaleko, zobaczysz.

***

Weszliśmy do klubu. Było tu dość… Dziwnie. Nie podobała mi się panująca tu sztywna atmosfera. Jednak nie chciałam narzekać.
Usiedliśmy przy stoliku. Długo nikt do nas nie podchodził. W końcu zrobiła to jakaś młoda kelnerka. Zauważyłam jak on na nią patrzył… Tak jakby mu się podobał tylko jej wygląd. Ale szybko pozbyłam się tych myśli i chciałam cieszyć jego obecnością tutaj. Co to za czasy kiedy dziewczyna sama musi się starać o chłopaka…
-  Więc co mi powiesz?- spytał opierając się o stolik łokciami.
Czułam jak nogą przejechał po mojej nodze. Przeszedł mnie lekki dreszczyk.
- Chyba nie jestem w stanie nic powiedzieć – powiedziałam nieco zawstydzona.
- Onieśmielam cię?
- Nieco.
- Widzę – zaśmiał się. Litości, czemu on jest taki ładny.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia. Kiedy podawała je tej najpiękniejszej istocie na ziemi ja odwróciłam wzrok w stronę baru. Ku mojemu zdziwieniu spotkałam się prosto z wzrokiem barmana. Wyglądał on dość młodo. Uśmiechnął się lekko ale za chwilę odwrócił głowę i przygryzł dolna wargę. Gdzieś już wcześniej go widziałam. Ciekawe…
Zaczęliśmy jeść nasze przekąski. Przyglądałam mu się co chwila. Nie mogłam uwierzyć że jestem tutaj z takim chłopakiem. Jak to się stało że mnie zauważył?
Nie mogłam przestać się uśmiechać i czułam że mam gorące policzki.
Kiedy zjedliśmy coś on przysiadł się na moją stronę i objął ramieniem.
- Ślicznie dzisiaj wyglądasz- powiedział.
- Dziękuje- powiedziałam odwracając wzrok na chwilę.
Prawda była taka że nie bardzo wiedziałam o czym z nim rozmawiać.
Poczułam jego dłoń na moim udzie. Parę sekund potem zaczął się zbliżać do mnie. Najpierw pocałował mnie delikatnie w usta…
Czy on chce żebym dostała zawału?!
Coś jednak mi się nie spodobało. On ewidentnie wsunął rękę dalej. Złapałam go za nadgarstek.
- Oppa, co robisz?- spytałam.
- Może byśmy przenieśli się do mnie?- uśmiechnął się lekko i zabrał kosmyk moich włosów z twarzy.
Nie chciałam tego tak zaczynać. Myślałam że on jest inny tym czasem już na pierwszej randce dopierał się do mnie. To zdecydowanie nie było w moim guście. O nie.
- Nie chcę jechać do ciebie.
- Dlaczego?
- Bo nie podoba mi się to…
- Chyba po coś się umówiliśmy nie? Ja też chce coś z tego mieć.
- Przepraszam, czy to ma oznaczać że nie jesteś tu tylko po TO? – odsunęłam się od niego.
- Nie, nie to miałem na myśli – znowu chciał się przysunąć i złapał mnie za rękę. Jednak ja się wyrwałam z jego objęć.
Mój ideał legł w gruzach. Nie mogłam uwierzyć że taki miły chłopak nagle tak się zmienia. To w ogóle możliwe?!
- Ale właśnie to powiedziałeś- oznajmiłam.
- Miałem na myśli że bardzo mi się podobasz i nie chcę tylko siedzieć tutaj i rozmawiać – powiedział pośpiesznie- Poszlibyśmy do mnie na film czy coś.
- Nie chcę. Nie dzisiaj.
Wstał i pociągnął mnie za rękę.
- W takim razie nigdy więcej. Albo jedziesz teraz ze mną, albo wcale się już nie zobaczymy.
Postawił mnie przed takim wyborem? Za kogo on się uważa. Pomijając fakt jak bardzo musiałam się w sobie zebrać żeby mu odmówić, przez to że miałam do niego słabość to i tak był zbyt bezpośredni.
Pociągnął mnie za rękę ale ja zapierałam się nogami.
- Puść mnie, nigdzie nie idę!
- Jesteś jakaś głupia!- krzyknął  i szarpnął mnie za ramiona- Nie myślałaś chyba że będziemy parą przez dobre parę lat i że będziemy się kochać?! To dopiero pierwsza randka!
- No właśnie, pierwsza randka a nie spotkanie towarzyskie!
- I tak pewnie lecisz tylko na moją kasę! Niby dlaczego się tak do mnie pchałaś!? A teraz nie chcesz! Nie to nie, zostań sobie tu sama! I zapłać za siebie.
- Mówiłeś żebym nie brała pieniędzy, więc za co zapłacę? Tak czy inaczej jak możesz powiedzieć że chodzi mi o pieniądze?!
- Przepraszam- w naszą rozmowę wtrącił się barman – Można nieco ciszej bo inni goście się denerwują.
- Nie wtrącaj się! – warknął popychając lekko młodego barmana- Nie twój interes, nie nie możemy…!
- Uspokój się…!- zabrałam ręce niegdyś mojego ideału z chłopaka. Za to zostałam lekko popchnięta.
Zaczął się awanturować. Barman wezwał ochronę i za chwilę wyprowadzili go na zewnątrz.
- Noona- barman podszedł do mnie kiedy usiadłam przy stoliku.
Zdziwiłam się. Noona? A po za tym powinnam mu podziękować.
- Wybacz, nie podziękowałam ci – westchnęłam i uśmiechnęłam się a kiedy on usiadł na krzesełku spojrzałam na niego- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co tylko… Noona, nie powinnaś tak się zachowywać…
- Ale…
- Bo wiesz, jeśli byłoby za co go lubić to byś nie musiała mu odmawiać. A jeśli naprawdę by ci się podobał to byś wierzyła że cię nie zostawi… No a miałaś wątpliwości i zostawił cię.
- No wiesz… Nie wiem czemu mi to mówisz ale chyba masz rację. Jednak nie chciałam z nim wychodzić.
- Myślę że dobrze się stało, nie przejmuj się- pogłaskał mnie lekko po ramieniu.
- Często musisz pocieszać tutaj takie ofiary losu jak ja?- zaśmiałam się.
- Noona, nie mów tak o sobie. Nie często zdarzają się kobiety które odmawiają wyjścia z lokalu ze swoim chłopakiem.
- Tak właściwie… Nazywam się _______ - podałam mu dłoń.
- Junhong. Ale możesz mówić mi Zelo, tak jak wszyscy – uścisnął ją lekko po czym wstał- Wiesz Noona musz…
- Myślę że nie jestem „Nooną”.
- A ile masz lat?- zdziwił się lekko.
- Dopiero 17 – zaśmiałam się.
- Przepraszam!- zgiął się lekko po czym wyprostował i podrapał lekko w głowę- Myślałem że jesteś starsza, wyglądasz tak dojrzale. W takim razie jestem twoim Oppa.
- Wypadałoby się najpierw lepiej poznać…
- A masz czas potem?
Byłam lekko zdziwiona. Zelo od razu proponował mi spotkanie? Był miły i nawet mi teraz pomagał. Właściwie zachował się o wiele lepiej niż ON. Niż Minhwa.
- Raczej tak ale mam problem… Nie mam za co zapłacić za obiad.
- Wiesz że to nie jest taki duży problem…?

***

Zelo porozmawiał o tym z szefem i szef był na tyle dobrym człowiekiem że pozwolił mi to odpracować tego wieczoru. Musiałam jedynie pomagać nosić zamówienia i odziać się w jeden z fartuszków. Tutejsza kelnerka, Aiko dała mi jeden swój uniform i z uśmiechem oznajmiła że mogę zaczynać pracę.
Jak się okazało po godzinie 23:00 był tu niezły ruch. A ja nie ukrywając dobrze się bawiłam jako kelnerka. Nawet mi się podobało. Zelo często posyłał mi uśmiechy. A kiedy miałam chwilę wolnego pokazywał mi sztuczki ze szklankami i napojami.
Pomimo tego zajścia niedawno bardzo miło spędziłam ten czas. Wszystko dzięki Aiko i Zelo. A głównie dzięki niemu… Był bardzo przyjacielski. Czułam że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie.
O 24:00 przyszli inni pracownicy na zmianę. Wtedy mogliśmy wyjść z Zelo. Jednak było już bardzo późno. Zelo uznał że jeśli to nie problem to zabierze mnie na nocny spacer po mieście. Powiedziałam mamie że wrócę późno i jeszcze nikt nie zdzwonił więc zrozumiałam że to jest pozwolenie na naprawdę późny powrót.
- Daleko mieszkasz?- spytał Zelo.
- Trochę tak. Przeraża mnie myśl wracania potem.
- Nie martw się, odprowadzę cię. Może lepiej chodźmy już w tym kierunku.
- Naprawdę? Jesteś świetny!
- Nie no, to nic takiego – zaczerwienił się nieco i podrapał w głowę- Tylko martwię się o ciebie, „Noona”.
Zaśmiałam się. On też. Powiedział że ta pomyłka z jego strony jest zabawna i przyznał że naprawdę wyglądam poważnie w takim stroju i makijażu. Dopiero w przebraniu kelnerki zobaczył we mnie licealistkę.

***

W mieście było dużo całodobowych sklepów a że było lato to Zelo zaproponował żebyśmy kupili sobie lody. Nie miałam pieniędzy ale on koniecznie chciał za mnie zapłacić.
Kupiliśmy sobie po drodze sopelki i jeszcze na jakiś czas przysiedliśmy na murku niedaleko sklepu.
- Możesz mi opowiedzieć coś o sobie- oznajmiłam.
- Hm. No więc po za tym że pracuję na nocną zmianę to jeszcze zaczynam pracować jako trainee. Potrafię tańczyć.
- Tak? A możesz coś zaprezentować?
- No nie wiem… Trochę się wstydzę- zaczerwienił się.
- No weź- szturchnęłam go lekko w ramię.
Zgodził się a ja się bardzo ucieszyłam. Kiedy tylko coś zatańczył byłam pod wrażeniem jego umiejętności. Po za tym wyglądał tak pięknie.
Naprawdę dzisiaj poprawił mi humor.

***

- No więc… Nie chciałbym być nachalny czy coś ale moglibyśmy się częściej spotykać – powiedział Zelo kiedy staliśmy u mnie pod domem.
- Bardzo się cieszę że to mówisz.
- Ale nie jestem pewien jednej rzeczy…
- Jakiej?
- Czy nie jestem jedynie pocieszeniem? Tamten chłopak cię zostawił wtedy i… No nie wiem.
- Zelo, nie myśl tak, wiem że to może tak wyglądać ale tak nie jest - przytuliłam go – Znam cię krócej ale wiem że jesteś o wiele lepszą osobą niż tamten prostak. Dziękuje za dzisiejszy wieczór… Noc właściwie.
- Jesteś bardzo ładną i miłą Nooną- oznajmił kładąc dłonie na moich ramionach- _______. Cieszę się że się poznaliśmy.
Zelo nachylił się nade mną i pocałował w czoło delikatnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. To było takie… bajeczne.
Tak, bajeczne uczucie.

***

Jeszcze w niedzielę spotkałam się z Zelo po raz drugi. Spędziliśmy cały dzień razem. Aż żałowałam że następnego dnia było już do szkoły.
Kiedy tylko oderwałam się od wszystkich na długiej przerwie wyszłam na zewnątrz i usiadłam na trawie opierając się o drzewo. Zelo mówił że zadzwonił do mnie na długiej przerwie.
Wreszcie ekran mojego telefonu się zaświecił.
- Yoboseyo?
- Co tam Noona?- zaśmiał się.
- Cieszę się że dzwonisz- powiedziałam uśmiechając się.
- Obiecałem. A gdzie teraz jesteś?
- Siedzę sobie na dworze. A ty?
- Też wyszedłem na boisko. Słyszysz ?- dało się słyszeć dźwięk odbijanej piłki po czym śmieszek Zelo.
- Grasz w kosza?
- Tak rzucam piłką sobie. Masz dzisiaj dla mnie czas?
- Myślę że znajdzie się chwila.
- Tylko chwila? Jak możesz.
- Wiesz ze żartuje…!
- Chyba mam dla ciebie niespodziankę…
- Tak…? Jaką?- po drugiej stronie usłyszałam długą ciszę – Yoboseyo?
Poczułam na moim ramieniu czyjąś rękę przez co aż podskoczyłam i odwróciłam się szybko. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Zelo.
- Co tu robisz?!- zdziwiłam się.
- Nie wiedziałem że chodzimy do tej samej szkoły- przykucnął obok mnie i zaczął bawić się piłką w rękach.
- Naprawdę chodzisz tu do szkoły? Jejku, to jest takie… Nieprawdopodobne.
- Masz rację. Bajkowe?
- Tak!
Zelo nachylił się nade mną i oparł jedną ręką o drzewo po czym delikatnie pocałował mnie w policzek. Było to tak niespodziewanie że nawet nie mogłam zareagować. Kiedy się odsunął widziałam radość w jego pięknych oczach.

- Jesteś bajeczna… Noona.

~ Sungmi

poniedziałek, 10 lutego 2014

Zamówienia ~ Sungmi





Skończyłam ostatnią kolejkę więc otwieram nową. Trochę dłużej zajmie mi zrealizowanie zamówień ale to ze względu że znowu zaczęła się szkoła :<

Dalej działamy na tych zasadach:
Przyjmę pierwsze 5 zamówień.
Jedna osoba może zamówić 1 scenariusz.

Możecie opcjonalnie napisać jaki chcecie scenariusz, czy smutny czy wesoły, happy end czy też nie.

PROŚBA:
Nie zamawiajcie ciągle tych samych biasów bo to się robi monotonne, wprowadźmy nieco więcej zróżnicowania! :3

No i jeszcze w między czasie miałam wenę więc czasem mogą pojawić się scenariusze po za zamówieniami.

Tak więc można zamawiać :3
PAMIĘTAJCIE O PIERWSZYCH 5 ZAMÓWIENIACH 

!LISTA ZAMKNIĘTA!

Zamówienia:
~ Zelo
~ Kris
Junhyung
Gigwang
Kevin
~ B:eta *
~ Sungjae *


*W związku z tym że jest ponad 5 zamówień i nie powinnam w sumie ich przyjmować ale... Na blogu nie było jeszcze scenariusza z B:etą, a scenariusz z Sungjae był bardzo dawno przyjmę je jeszcze :3
Jednak scenariusz z L.Joe nie zostanie przyjęty ponieważ było ich już dwa na blogu i to całkiem niedawno :3 Wpiszę go w następną kolejkę :)
~ Sungmi

niedziela, 9 lutego 2014

Youngjae ~ Don't leave me...


Scenariusz dla Blacky.
Miłego czytania!:3



***

- Mam nadzieję że to wszystko się nam opłaci. Chcę żebyśmy kiedyś wybudowali wspólny dom i kupili samochód…- powiedział Youngjae trzymając mnie za rękę.
- To miłe że o wszystkim myślisz. Jesteś wspaniały.
Pocałowałam go delikatnie w policzek. Właśnie szliśmy do banku żeby wpłacić tam nasze pieniądze i zabezpieczyć się na przyszłość. Byliśmy już parą od ponad dwóch lat i ostatnio Youngjaewyznał mi że chciałby spędzić ze mną resztę swojego życia. Na razie nie planujemy ślubu, jednak wiem, że będziemy ze sobą na zawsze. Na dobre i na złe, jak to mówią.
Weszliśmy do banku i usiedliśmy na krzesełkach przy drzwiach, w kolejce.
- Gdzie chciałabyś mieszkać?- spytał Youngjae.
- W jakimś spokojnym miejscu, ale blisko centrum… A ty?
- Też o tym myślałem. Trochę znudziło mi się to mieszkanie w bloku… Gdzieś trzeba pomieścić małe Yoo…
Zaśmiałam się kiedy Youngjaepogłaskał mnie po brzuchu. Był taki zabawny, idealny, czuły. Dawniej żył chwilą, i nie obchodziło go to co się stanie. Jednak teraz było inaczej, ponieważ chciał wiedzieć czy się na wszystko zgodzę. Bardzo liczył się z moim zdaniem planując nasze życie.
W końcu przyszła nasza kolej. Youngjaeposzedł do okienka a ja jeszcze powiesiłam płaszczyk na wieszaku. 
Pisk kobiety. 
- _________!
Odwróciłam się w prawo i zobaczyłam jak Youngjaebiegnie w moją stronę jednak za chwile padł na ziemię i kazał mi się schylić. Zanim zdążyłam coś zrobić poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu i zakrywa moje usta dłonią.
- Wszyscy na ziemię! – krzyknął mężczyzna który mnie trzymał.
Do okienek podbiegło dwóch innych mężczyzn i z pistoletami w rękach żądali od kasjerek pieniędzy. Włączył się alarm. Nie wiedziałam co robić. Spojrzałam w stronę Youngjae.
- Oddawaj pieniądze bo ona zginie!- krzyknął jeden z facetów.
Zrobiło mi się słabo i gorąco jednak moje serce biło jak szalone, z poczucia strachu i z bólu jaki zadawał mi ten mężczyzna ściskając mnie za szyję i zakrywając usta brudną, czarną rękawiczką.
Nie szarpałam się. To byłoby bez sensu.
Kasjerka nie chciała oddawać pieniędzy. Zaczęła krzyczeć i przez to padł drugi strzał. Zaraz po tym inny ludzie schowani po kątach zakryli sobie oczy i zaczęli panikować.
- Pośpiesz się bo zaraz będzie tu policja! – krzyknął napastnik za moimi plecami.
Popatrzyłam na Youngjae jeszcze raz. Leżał on dosłownie na środku i ciągle patrzył na mnie. Ciężko mu było oddychać. Z daleka widziałam jego zaszklone oczy.
Napastnik przyłożył mi lufę pistoletu do skroni.
- Wszyscy pakować kasę bo ona zginie!
Odblokował magazynek.
Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Zamknęłam oczy do których napłynęły mi łzy. 
Youngjaezerwał się z podłogi. Co ten głupek do cholery robi?!
Zanim zrobił pierwszy krok…
Zanim jego krew nie znalazła się na mojej twarzy i na ubraniach.
Zanim on nie zrobił tej głupoty…
Nie płakałam.
- Youngjae!!!
Wyrwałam się z uścisku mężczyzny. Poczułam wielki ból w mojej nodze. Padłam na podłogę tuż przed nim. Nawet nie liczyłam już strzałów.
Nawet nie liczyłam już czasu.
Do cholery, chcę jeszcze zobaczyć jego twarz!
- Youngjae!- ledwo dotknęłam jego palców swoja dłonią. Podniósł powoli głowę. Uśmiechnął się.
Jego uśmiech był splamiony czerwienią.
- Chciałem cię uratować… Przepraszam…
- Nie…! Youngjae!- zalewałam się łzami.
Nie widziałam już jego twarzy. Jedynie usłyszałam głos z megafonu – „Prosimy opuścić budynek z rękoma za głową!”.
Dźwięk karetki na sygnale.
Ten pusty dźwięk…

***

- Niestety ofiara zmarła na miejscu zdarzenia…
Słowa policjanta dotarły mocno głęboko mnie. Podsłuchałam tylko kawałek rozmowy, gdyż nie byłam w stanie nic więcej usłyszeć. Byłam półprzytomna i ledwo mogłam oddychać. Nie wiedziałam co ze mną będzie…
A Youngjae? To już koniec?
Czy nigdy go już nie zobaczę?
Znowu płakałam. Całą drogę do szpitala płakałam. Ból mojej postrzelonej nogi był niczym w porównaniu do straty Youngjae… Niczym.
Zamknęłam oczy, gdyż mój organizm nie dał rady.

*** 

Otworzyłam powoli powieki. Głowa strasznie mnie bolała. Chyba od tego zapachu. I tej kroplówki… Kroplówki?
Uświadomiłam sobie gdzie jestem. Nie mogłam uwierzyć że aż tutaj dotarłam. Kroplówka? Przecież postrzelono mnie tylko z nogę. Więc dlaczego tak źle się czułam?
- Doktorze, pacjent się obudził- powiedziała pielęgniarka.
Do środka wszedł lekarz i spojrzał na mnie. Poświecił mi małą lampeczką po oczach.
- Ze względu na fatalne miejsce w którym była kula musieliśmy wykonać nieco poważniejszą operację. Ale dzisiaj jest już w porządku. Była pani w całkowitej 24 godzinnej narkozie z powodu osłabienia organizmu. To prawdopodobnie przez stres i strach.
Słuchałam całego wykładu doktora. Zauważyłam że moja noga jest owinięta grubym bandażem. Ból był nieco mniej intensywny ale nadal go czułam.
- Bardzo boli?
- T-tak trochę… Nawet bardzo – przyznałam.
- Zaraz podamy pani środki przeciwbólowe.
- Dziękuje.
Lekarz zawołał pielęgniarkę i opuścił pomieszczenie. Byłam strasznie spokojna. Nawet nie mogłam ruszyć głową. Chyba nie docierało do mnie to co się stało.
Przecież ja go straciłam…
Czułam się winna że dałam się złapać na zakładnika.
Nie musiał tego robić. Nie musiał mnie ratować, przecież to było tak ryzykowne.
Tak bardzo… mnie kochał?
Pielęgniarka dała mi mocne środki przeciwbólowe i powiedziała żebym poszła już spać. Nie chciałam, ale byłam taka senna…

***

Chciałam umrzeć. Jak mogę żyć bez Youngjae?
Dlaczego to musiało się tak potoczyć?
A teraz jedyne czego chciałam to spotkać się z nim. Kocham go, na litość boską. Więc dlaczego akurat nam musiało się to zdarzyć?

Miałam straszny sen który od razu zerwał mnie z łóżka. Otworzyłam szeroko oczy i rozejrzałam się dookoła sali. Coś jednak zatrzymało mój wzrok w jednym punkcie. 
- Yeobo… Spójrz na mnie…
Podniosłam wzrok do góry. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzałam na zegarek. Położyłam się spać godzinę temu… To nadal był sen?
- Youngjae…?
- Nie poznajesz mnie?- zaśmiał się, a jego głos lekko się łamał. Usiadł na brzegu mojego łóżka i złapał mnie za rękę delikatnie- Tęskniłem.
- Myślałam że…
- Co myślałaś?
- Oni powiedzieli że nie żyjesz… Policja…- zaczęłam płakać.
Youngjae pogłaskał mnie po włosach. Jego łzy kapały na pościel. Czułam jakby zatrzymał się czas. Jakby nic się nie wydarzyło. Tak bardzo chciałam żeby on był dalej ze mną, i nic się nie zmieniło.
Spojrzałam na niego znowu. Miał ramię owinięte w bandaż, i kawałek klatki piersiowej.
- Co tak naprawdę ci się stało? -spytałam.
- Postrzelono mnie w ramię ale kula nieco mnie uszkodziła. Nic poważnego. Słyszałem o tobie od lekarza. Będzie dobrze prawda?
Pokiwałam głową i nie ściskałam go już tak bardzo jak przed chwilą. 
- _______, jak mogłaś myśleć że ja nie żyję? – uszczypnął mnie w policzek.
- Bo oni tak mówili… I w ogóle…!- nie mogłam już dalej mówić. Wtuliłam się w niego a on objął mnie mocno rękoma.
- Yeobo…
Youngjaepocałował mnie delikatnie w czoło a potem w policzek. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i powoli przestawałam płakać.
- Wiesz co?
- Co?
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, kocham…! Zawsze cię kochałam i będę kochać.
- Też cię kocham - Youngjae spojrzał mi prosto w oczy i przymknął lekko powieki- Dlatego żeby z tobą być, umierałem już wiele razy… 

~Sungmi

czwartek, 30 stycznia 2014

Sungkyu ~ Sooner or Later


Scenariusz dla Min Jung.

Długo myślałam nad tym jak połączyć w tym scenariuszu jeszcze Woohyuna (na życzenie Min Jung :3)... Nie wiem czy wyszło dobrze ale mam nadzieję, że tak czy inaczej scenariusz się wam spodoba ^^

Miłego czytania!



***

- ________ ! Wstawaj…
Przyjemny głos szeptał mi do ucha, że dzisiaj jest piękny dzień i trzeba wstać. Przez to wszystko myślałam, że już weekend a tym czasem głosik mnie oszukał.
- Jest czwartek, ale słoneczny! – zawołał radośnie Woohyun.
Zaśmiałam się po chwili i rzuciłam w niego poduszką. Jego wesoła twarzyczka budziła mnie każdego ranka i zachęcała do podniesienia chociażby jednej nogi z łóżka.
Byliśmy przyrodnim rodzeństwem, mieliśmy wspólną mamę, z którą mieszkaliśmy. I tak już od dziecka. Woohyun był rok starszy ode mnie. Razem chodziliśmy do wspólnego liceum.
- _______! Chodź, bo śniadanie wystygnie!
I już wiedziałam, że mama ma dzisiaj na rano do pracy.
- Chwilkę! – krzyknęłam z łazienki i zapięłam ostatnie guziczki koszuli od mundurka.
Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni. Spojrzałam na stół. Woohyun ledwo powstrzymał swój śmieszek.
- Co wystygnie? Kanapki?! – oburzyłam się.
- Wybacz, ale musiałem wprowadzić trochę dramatyzmu, bo mamy mało czasu – zaśmiał się uroczo – Nawet, jeśli nie wystygną to i tak musisz się pośpieszyć.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Potem spokojnie wyszliśmy z domu i szliśmy do szkoły. Dzisiaj rzeczywiście była śliczna pogoda. Słoneczko mocno świeciło, ale przy tym wiał chłodnawy wiaterek.
Idąc zauważyliśmy ślicznego bezpańskiego kotka. Był czarnobiały i na łapkach miał tzw. skarpetki koloru czarnego. Czubek ogona również był czarny tak jak i uszy.
- Jaki słodki!- zachwyciłam się i od razu zaczęłam go głaskać.
Jednak zauważyłam, że on woli łasić się do nogi Woohyuna. Namu zachichotał, kiedy poczuł, że ogon kotka trochę go łaskocze.
- Jak będzie tu, kiedy będziemy wracać to weźmiemy go sobie?- spytałam się robiąc swoją uroczą minkę. Wiedziałam, że wtedy to już na pewno mi nie odmówi.
- Dobrze już weźmiemy go…
Przytuliłam Woohyuna przez chwilę i znowu mogliśmy iść do szkoły. Kot został w tym miejscu i wydawało się, że macha nam ogonem na pożegnanie.
***




- Woohyun-ah! – krzyknęłam i podbiegłam do kota- Czekał na nas!
- Kot na nas czekał…- mruknął pod nosem i zaśmiał się- Bez przesady _____!
- Właśnie, że czekał, czekał na twoją nogę. Lubisz nogi Woohyuna Oppy, prawda?- pogłaskałam kotka po pleckach – Dobra kicia… Jakby cię tu nazwać.
- A to kocur czy kotka?
- Kotka chyba… Nie wiem!
- Nie będę macał kota!- oburzył się Woohyun- Ty zobacz!
- Yah… - byłam zmuszona dowiedzieć się tego sama. Po krótkim rozeznaniu uśmiechnęłam się – Kocur. To świetnie się składa. Ale chyba innej orientacji…
- Dlaczego niby? – Namu przykucnął obok mnie.
- Bo lubi twoje nogi, nie moje.
- No widzisz, ja mam lepsze nogi- pogłaskał kotka- Dobry masz gust, śliczny kotek… No dobra zgarniamy tego kota. Trzeba go nakarmić.
Wzięłam kotka na ręce. Wiedzieliśmy, że jest bezpański, bo ile lat tędy chodzimy nie było tu żadnego kota. A jak już były to u kogoś na podwórkach i były one jeszcze młodziutkie. Ten był nieco starszym kotem, więc na pewno nikt go tutaj nie wziął.
Całą drogę do domu kot siedział spokojnie i przyglądał się nowej okolicy. Woohyun co chwila głaskał go.
Weszliśmy do domu. Mamy jeszcze nie było, ale nawet nie pytaliśmy się jej o zdanie. Nie mieliśmy zwierząt, więc i tak pewnie by mało ją to obchodziło. Cudem było, kiedy ona w ogóle była w domu…
Była to kobieta, która dążyła do zdobycia pieniędzy i karierę przekładała ponad rodzinę. Moje dzieciństwo wyglądało tak, że to Woohyun częściej się mną zajmował niż ona. Kiedy nie mogłam spać to brat czytał mi książki, kiedy była burza to do niego pierwsze przychodziłam. Kiedy ktoś mi dokuczał nie bał się załatwić tego siłą w moim imieniu. I żeby nie wiem co się stało… Zawsze był po mojej stronie.
Zostałam z kotkiem przed domem a Woohyun poszedł po coś do jedzenia. Przyniósł mu trochę kurczaka z wczorajszego obiadu.
- To jak go nazwiemy? – spytał siadając obok mnie na schodach i przyglądając się jak kocur wcina jedzonko.
- Nie mam pojęcia.
- Namu.
- Chciałbyś, może jeszcze Woohyun od razu.
- Całkiem ładnie, podoba mi się- zaśmiał się.
- Eh…
- Nazwijmy go Honey. Tak uroczo.
- To chyba, dlatego że to jedyne słowo, jakie znasz po angielsku.
- Nieprawda! Znam jeszcze STAR!
- No, ale tak go nie nazwiemy!
- No to wymyśl coś…
Chciałam użyć tego, co miałam pomiędzy jednym a drugim uchem, ale nie miałam wcale pomysłu na to imię dla kocura. Westchnęłam głęboko i spojrzałam na brata.
- Może być już Namu.
- Yay! – przytulił mnie na chwilę – Wychowam go na swoje podobieństwo.
Mimowolnie zaczęłam się śmiać. Woohyun naprawdę czasami udawał głupka a czasami po prostu nim był.  Jednak nikt nie był w stanie go zastąpić.
- Namu! Namu!- Woohyun wołał kota do siebie i wskazywał na swoją nogę- Do nogi!
Parsknęłam śmiechem. Przecież żaden normalny kot nie podejdzie do kogoś, kiedy woła się go… jak… psa… Dobra. Ten kot był nienormalny. Podszedł do Woohyuna jak zaczarowany od razu ocierając się o jego nogi. Jednak się myliłam… Woohyun musiał mieć to coś, że koty go po prostu lubiły.
Wziął go na ręce jak dziecko i zaczął się kołysać z nim na boki.
- Słodki kiciuś! – głaskał kota po brzuszku – Yi yi yi, yi yi yi!
Tak. Tak mogłam określić jego aegyo. Typowe zjawisko w jego towarzystwie. Brakowało tylko jego przyjaciela Howona, który uderzyłby go teraz w twarzyczkę.
Woohyun zaniósł kota do swojego pokoju a ja poszłam za nim. Od razu znaleźliśmy mu miejsce na parapecie. Spodobało mu się gdyż mógł stamtąd widzieć cały podwórek.
***
Wieczorem w domu zjawiła się nasza mama. Zdziwiliśmy się gdyż czasami nawet na noc nie wracała, tym bardziej, że był środek tygodnia. Woohyun zbiegł na dół.
- Umma, wzięliśmy kotka, możemy się nim zająć? – spytał uradowany.
- Kotka - mama lekko się zdziwiła, ale po chwili machnęła na to ręką- Tak, tak… Możecie. A gdzie on jest?
- U mnie w pokoju, śpi, chcesz zobaczyć?
- Nie mam teraz czasu, chcę odpocząć. Potem synu – pogłaskała go po głowie i udała się w kierunku swojej sypialni.
Patrzyłam na wszystko stojąc na schodach. Woohyun wydawał się nieco przybity. Nie dziwie się. Nasza mam strasznie była nami „zainteresowana”…
Około godziny 22:00 nasza mama zawołała nas do salonu. Wyglądała już nieco lepiej, niż kiedy przyszła zmęczona z pracy. Usiedliśmy wszyscy w salonie.
- Słuchajcie… - zaczęła- Ostatnio moja firma upada. Znalazłam człowieka, który chce nam pomóc w zamian za małą przysługę. Wiem, że to będzie dla was szok, szczególnie dla ciebie ______…
- No, ale chyba nie wyprowadzamy się czy nie zmieniamy szkoły, co nie?- Woohyun zaśmiał się nerwowo.
- Nie, ale jest inny problem. Ten człowiek ma syna, na którego przepisał swoją firmę. Jedyną możliwością, aby moja firma się utrzymała jest współudział. A to jest możliwe tylko w wypadku małżeństwa. Więc kiedy ______ będzie miała 18 lat… Będzie musiała poślubić syna tego mężczyzny.
Słuchałam tej całej bajeczki z niedowierzaniem. Matka, moja własna matka w ramach pieprzonego interesu chciała zniszczyć mi życie przez ślub zaraz po osiągnięciu pełnoletniości? I ona śmiała się nazywać moją mamą… Straciłam wszelkie nadzieje na to, że kiedyś się nami zainteresuje. Nie mogłam po prostu w to uwierzyć…
Woohyun patrzył z niedowierzaniem. Zerwał się z kanapy.
- I że co, że niby ______ ma wyjść za jakiegoś młodego mężczyznę, czy tam starego, którego wcale nie zna?! Którego nie kocha?!
- Woohyun usiądź i nie krzycz! – kobieta, którą uważałam wcześniej za swoją matkę sama w tej chwili podniosła wzrok- Może to i brzmi nielogicznie i nieludzko, ale takie są realia dzisiejszego świata biznesu! Chcesz żebym się utrzymała w tym świecie to pozwól mi tym kierować! To tylko ślub, nic więcej. Nikt nie zmusza was do późniejszego wspólnego życia.
- Ja wcale nie mam zamiaru nikogo poślubić! Nie zmusisz mnie do tego!- zdenerwowałam się i stanęłam obok Woohyuna – Nie chcę tego robić!
- Nie masz wyboru, papiery są już sporządzone. Twój i jego podpis jest sfałszowany, więc oboje nie macie wyboru. Koniec tematu!
- Ale Umma…!
- Koniec!
Matka zostawiła nas samych w salonie idąc do swojego pokoju. Kiedy Woohyun chciał iść za nią ona wróciła się jeszcze na chwilę i wskazała na mnie palcem.
- Jutro zamiast iść do szkoły zabieram cię na spotkanie z tym chłopakiem. Wiec przygotuj się.
- Umma!- Woohyun zdenerwował się jak nigdy i zacisnął pięści.
- Ty nie masz nic do gadania.
- Tak ci się tylko wydaje!
Jedyne, co po tym usłyszałam to trzaśniecie drzwiami. Woohyun wypuścił powietrze z ust i szybko do mnie podszedł. Położył dłonie na moich policzkach.
- Nie dopuścimy do tego, nie martw się… - powiedział i lekko się uśmiechnął żeby mnie pocieszyć.
Woohyun był jedyną w tym momencie osobą, na którą mogłam liczyć. Ale ciekawa byłam, co na to powiedział ten chłopak…
***
Matka z samego rana kazała iść Woohyunowi do szkoły i pomimo jego protestów zawiozła go tam samochodem i dopilnowała żeby nie uciekł uprzedzając przed tym nauczycieli. Kiedy tylko wróciła od razu wzięła ze sobą mnie i z tego, co widziałam jechaliśmy do jej firmy.
W domu kazała mi się ubrać w sukienkę i nawet poświęciła czas żeby pokręcić mi włosy. Z makijażem czekała do samego końca żebym nie zepsuł ago przez swoje łzy. Nie mogłam znieść tego, że ja z mamą byłyśmy w łazience, ona układała mi włosy, a ja płakałam, bo Woohyun tłukł pięściami w drzwi żebyśmy otworzyły i że nie dopuści do żadnego spotkania. Jeszcze wczoraj przed snem powiedział mi, że jeśli tylko stanie mi się krzywda to sam to wszystko załatwi i nie będzie się bał konsekwencji.
Zaparkowałyśmy samochód na firmowym parkingu i poszłyśmy do budynku. Windą pojechaliśmy na 6 piętro, czyli ostatnie. Tam mieściło się całe biuro mojej matki. Był tu jej ogromny gabinet oraz pomieszczenie dla sekretarki.
Weszliśmy do jej biura. W środku czekała na mnie „niespodzianka”. Jak się okazało chłopak i jego ojciec już tu byli.
- Witam moje mile panie- powiedział mężczyzna z uśmiechem– No nareszcie!
- Przepraszamy za spóźnienie, ale mieliśmy małe kłopoty – tłumaczyła się moja matka.
„Małe kłopoty”… Od razu poczułam, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Ciągle miałam w głowie krzyk Woohyuna. Tak bardzo nie chciałam tego robić…
- Witaj, nazywam się Kim Sungkyu…
Dopiero zdałam sobie sprawę, że chłopak stoi przede mną z uśmiechem i wyciągniętą ręką w moją stronę. Nie mogłam zaprzeczyć… Był przystojny. Nawet, jeśli charakter też miał w porządku i tak byliśmy tu z przymusu. Tylko on widocznie chciał to załagodzić.
- _________ - podałam mu dłoń, którą ucałował. Szybko nachylił się w moją stronę i jego usta znalazły się obok mojego ucha.
- Potraktuj to, jako interes…- szepnął, po czym odsunął się i znowu uśmiechnął.
Była zaskoczona jego postawą. Nie przejmował się chyba tym aż tak jak ja. Ale to było dla mnie ważne. Chciałam kiedyś się związać z kimś, kogo będę kochała i kogo sama wybiorę. A tak? Musiałam powiedzieć swojemu przyszłemu narzeczonemu, że nie mogę wziąć z nim ślubu? To bolało.
- Może żeby nasze dzieci się lepiej poznały zamówiłem dla nich stolik w restauracji. Będzie miło i przyjemnie, prawda? – uśmiechał się ojciec Sungkyu.
- Zapewne tak – przytaknęła matka- Więc może teraz Sungkyu, zabierzesz ______ ze sobą.
- Masz mój samochód – ojciec rzucił do chłopaka kluczyki i zażartował – Tylko nie porysuj.
- Dziękujemy – Sungkyu skinął głową i obejmując mnie jedną ręką wyprowadził z gabinetu.
Wcale nie chciała nigdzie z nim jechać. Bałam się jak nigdy. Nie zdziwiłabym się gdyby się okazało, że matka mnie sprzedała albo, co gorsza „wynajęła”. Dlaczego ja tu w ogóle jestem?
- Ale ja nie chce nigdzie jechać… - powiedziałam i starałam się zatrzymać, odwracałam głowę za siebie szukając pomocy.
- Będzie w porządku, zobaczysz – Sungkyu zapewniał mnie i mocniej mnie objął używając coraz większej siły żeby mnie wyprowadzić.
- Naprawdę nie chce…! – uwolniłam się z jego objęć i zatrzymałam na środku przejścia.
Sungkyu spojrzał na mnie lekko zaskoczony. Za chwile jego twarz nabrała łagodniejszego wyrazu.
- _________ - westchnął podszedł bliżej do mnie- Wiem, że nie chcesz… Ale musisz. Ja też nie chce cię zmuszać… Niestety taką mamy rolę. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale ja obiecuje ci… Nigdy się ze mnie nie zakochasz ani ja w tobie, dobrze? A kiedy będzie trzeba oddam ci wszystko, i weźmiemy rozwód. Nie chcę mieć niczego na sumieniu…
Byłam całkowicie zszokowana. Ten wyglądem przypominający chomika chłopak właśnie powiedział mi tak ważną rzecz. Był gotów wyrzec się tej firmy byleby nie być dla mnie ciężarem. Zrobiło mi się trochę głupio.
- Może i ja trochę dramatyzuje… Wybacz. I dziękuje za te słowa- uśmiechnęłam się lekko.
- Mam nadzieję, że jedynie nie będziemy się kłócić – zaśmiał się – Jeszcze nie jesteśmy nawet małżeństwem.
Weszliśmy do windy. Czułam się w jego towarzystwie lekko zdenerwowana. Mimo wszystko nie byłam przekonana, co do tego żeby jechać gdzieś z nim samochodem. Poznaliśmy się ledwie niecałe 10 minut temu. Moją matkę wcale to nie obchodziło, że wysyła córkę z nieznanym jej chłopakiem? Aż tak ufała tym ludziom?
Razem z Sungkyu wsiedliśmy do samochodu. Czułam, że coraz bardziej chcę stąd uciekać. Jednak on uśmiechnął się przyjaźnie i to mnie nieco uspokoiło. Odpalił silnik auta i ruszyliśmy do tej miłej i przyjemnej restauracji.
***



Usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku. Kelner podał nam menu i mogliśmy zamawiać. Jednak nie ładnie mi było coś zamawiać, kiedy nie miałam ze sobą pieniędzy. Odłożyłam menu.
- Co? – zdziwił się Sungkyu- Nie lubisz nic stąd?
- Nie, po prostu nie mam ze sobą pieniędzy.
- Nie rozśmieszaj mnie ______. Na randce chłopak płaci za dziewczynę.
Sungkyu wcisnął mi menu do rąk i uśmiechnął się.
- No zamawiaj sobie co chcesz- powiedział.
Mimowolnie zaśmiałam się cicho. Był miłym człowiekiem i pogodnym. Chociaż przyznam, że nadal miałam, co do niego wątpliwości.
Kiedy kelner przyjął zamówienia zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam, od czego mam zacząć, po co ja tu w ogóle przyjechałam.
- Więc jakby zaczynając od początku… - Sungkyu oparł się łokciami o stolik – Ile masz lat? – zaśmiał się.
- Siedemnaście. A ty?
- Dwadzieścia. To w sumie różnica wieku nie jest uderzająca…
- Niby tak. Ale jestem ciekawa… Jak zareagowałeś na tą dziwną… Wiadomość?
- Zdenerwowało mnie to, że przekładają interesy nad rodzinę. Ale to nie był dla mnie wielki szok… Ja żyję w rodzinie, w której nawet mój ojciec i moja matka nie kochali się, tylko ich rodzice im kazali się pobrać. Z jednej strony chcę zatrzymać firmę, ale nie mam zamiaru jej utrzymywać. Sprzedałbym to gdybym już mógł.
- Czy nie lepiej będzie, jeśli po ślubie sprzedamy to wszystko?
- Musiałabyś przejąć firmę od swojej matki. Bo po ślubie to będzie jedna wielka korporacja.
- Czyli to niemożliwe.
- Mógłbym wyrzec się majątku, ale to oznacza, że nie zostanie mi nic. Ja nie pracuję, gdyż ojciec wszystko mi zapewnia. Dlatego nawet nie mam żadnych oszczędności. Ale nie masz się co martwić. Wszystko się jeszcze dobrze ustali.
Obiad z Sungkyu przebiegł mi bardzo przyjemnie, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, jak to bywa. Sungkyu naprawdę był wart uwagi, szkoda tylko musieliśmy się poznać w taki sposób.
Kiedy tylko wróciłam do domu Woohyun czekał na nas w salonie.
Podszedł do mnie i trzymał telefon tuż przed moją twarzą.
- To się odbiera!
Jedyne, co zrobiłam by uniknąć jego krzyków to przytulenie się do niego. Słyszałam jak westchnął cicho i cała złość z niego zeszła.
- Nic ci się nie stało?- spytał.
- Synu, przestań. Twoja siostra jest w dobrych rękach- skarciła go matka.
- Jeśli nie w twoich to w to akurat nie wątpię…
- Uważaj na słowa!
- Przestańcie!- krzyknęłam na nich i wzięłam brata za rękę ciągnąc za sobą- Chodźmy na górę.
Zamknęliśmy się u niego w pokoju i usiedliśmy na łóżku. Nabrałam powietrza w płuca żeby wszystko mu wyjaśnić. Zanim jednak to zrobiłam przeszkodził nam kot Namu, który zaczął łasić się do jego nóg i ogonem przejechał po jego twarzy, kiedy wskoczył na łóżko.
- Dobrze… Poznałam tego chłopaka.
- Nic ci nie zrobił?
- Nie! Przestań! On jest normalny i mówił, że jeśli zajdzie potrzeba to da mi rozwód. Ma dopiero 20 lat. Nazywa się Sungkyu.
- Chcesz mi powiedzieć, że nagle ci się spodobało?
- Nie to miałam na myśli głupku! Nie chcę brać ślubu… Ale Sungkyu zapewniał że się wszystko ułoży. Jakby coś da mi ten rozwód. Tylko nie mów ummie.
Woohyun pokiwał znacząco głową. Miał minę jakby się obraził. Jedynie w ciszy pogłaskał Namu.
- Mogę na ciebie liczyć prawda? – oparłam głowę na jego ramieniu.
- Na mnie? _______ … - prychnął śmiechem – Zawsze.
Pogłaskał mnie po włosach i pocałował w czoło. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie…
***
Od mojego spotkania z Sungkyu minął tydzień. Matka postanowiła zaprosić go w końcu na kolację do nas do domu. Nadal ślepo wierzyła, że to w czymś pomoże. Woohyun i tak już go nienawidził.
- Nazywam się Kim Sungkyu – podał dłoń Woohyunowi.
- Nam Woohyun…- z niechęcią ją uścisnął i przyjrzał się Sungkyu od stół do głowy. Wyglądał na zdegustowanego.
Wszyscy usiedliśmy przy stole w kuchni. Matka starała się dwie godziny temu zrobić coś do jedzenia ale jej nie wyszło wiec zamówiła coś drogiego. Chciało mi się śmiać kiedy Sungkyu pochwalił jej kuchnię a ona nie zaprzeczyła.
- Wszyscy wiedzą, że to nie ty robiłaś- wtrącił Woohyun z wrednym uśmieszkiem- To ten kucharz za rogiem – zwrócił się do Sungkyu.
-Nie żartuj sobie synku – matka była lekko podenerwowana i pogłaskała Woohyuna po ramieniu, ale on się tylko zaśmiał.
- Nawet kot by nie zjadł twojego żarcia.
Ich relacje od niedawna strasznie się pogorszyły. Wcześniej było jeszcze stabilnie, rozmawiali bez przeszkód. A teraz brat chciał ją we wszystkim upokorzyć.
Sungkyu spojrzała Woohyuna przez chwilę i podniósł jedną brew do góry. Zauważyłam, że tak jakby miał co do Woohyuna pewne plany.
Zaraz po kolacji doznałam prawdziwego szoku. Woohyun i Sungkyu grali u niego na komputerze w gry. Niczym dzieci. Woohyuna jeszcze zrozumiem, ale Sungkyu?!
Może niech oni wezmą ślub?
***
Mijały kolejne tygodnie aż w końcu całe dwa miesiące. Przez ten czas Sungkyu stał się przyjacielem rodziny. Zaczął przyjaźnić się z Woohyunem i dobrze się dogadywali. Ja z kolei… Ja po prostu dopiero zaczynałam poznawać Sungkyu.
Pewnego razu znowu nas odwiedził. Powiedział, że musi porozmawiać ze mną na dworze. Wyszliśmy za dom na werandę.
- Słuchaj, _______ - zaczął niepewnie – Mam problem…
- Tak…?
- Dotyczy się on dziewczyny. Oświadczyłem się trzy miesiące temu mojej dziewczynie. Ukrywałem to przed wami, bo nie chciałem psuć planów… Ale ona teraz jest na mnie za to zła. Przez to wszystko wyjechała i bawi się ze mną w jakąś gierkę.
- Dziewczyna? Jaką grę?
- Wysyła mi swoje zdjęcia z różnych miejsc Seulu. Dała mi dzień licząc od jutra na znalezienie jej, inaczej wyjedzie. A ja naprawdę ją kocham…
- Sungkyu Oppa… Nie martw się, znajdziesz ją.
- Nie mam pojęcia gdzie to jest – wskazał na ekran swojego telefonu. Było tam zdjęcie z koreańskim napisem na ścianie, typowym ulicznym malowidłem- Pomożesz mi?
- Postaram się – uśmiechnęłam się przyjaźnie.

 Dzisiaj była niedziela. Sungkyu przyjechało mnie rano i razem poszliśmy szukać jego dziewczyny. Czułam się winna temu, że jego miłość dała mu taki warunek przez to, że on będzie brał ślub ze mną. A na początku tylko ja miałam z tym takie problemy.
Wsiedliśmy w metro. Miałam wrażenie ze gdzieś widziałam już ten mur z malowidłami.
- Jak myślisz, znajdę ją? Wybaczy mi? –spytał Sungkyu.
- Na pewno. Mogę ją przeprosić, jeśli chcesz. Dogadamy się.
- Jesteś super, dzięki! – Sungkyu przytulił mnie na chwilę.
W pewnej chwili Sungkyu zerwał się na nieznanym mi peronie i musieliśmy wysiadać. Jednak zrobił dobrze, bo znalazł to miejsce. Staliśmy przed wielkim malowidłem.
Zrobił zdjęcie i zaraz wysłał je swojej dziewczynie. Dostał kolejnego mms’a z kolejnym zdjęciem. Był to napis na kawiarni dość znanej w tym regionie.
- Wiem gdzie to jest!- krzyknął Sungkyu i złapał mnie za rękę- Chodź szybko!
Cały czas chodziliśmy i szukaliśmy przeróżnych miejsc. Sungkyu z każdym zdjęciem był coraz bardziej szczęśliwy i weselszy a ja zaczynałam być… Zazdrosna. Przez cały ten czas naszej znajomości zauważyłam, że bardzo się do niego przywiązałam. I nagle cały czar prysł. Złamałam nasza obietnice, powoli zakochując się w nim.
Na dworze zaczęło się powoli ściemniać. Byliśmy zmęczeni poszukiwaniami wiec zatrzymaliśmy się pomiędzy straganami z żywnością. Usiedliśmy na krzesełkach i kupiliśmy sobie szaszłyki.
- ________, naprawdę myślisz ze starczy nam czasu? –spytał mnie z lekkim uśmiechem.
- T-tak- spuściłam lekko głowę- Mamy czas do północy…
- Naprawdę jestem ci wdzięczny. Myślałem, że nikt mi nie pomoże.
- Możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję.
Poczułam ciepło na sercu mieszane z zazdrością. To dziwne uczucie… Naprawdę nie chciałam się tak czuć. A tym bardziej ukrywać tego wszystkiego… Ale musiałam. Tak dużo rzeczy MUSIAŁAM, prawie nic nie MOGŁAM.
- Jak twoja dziewczyna ma na imię?
- Ah, nie mówiłem ci? Jaemi.
Sungkyu dostał kolejną wiadomość. Zostawiliśmy sprzedawcę ze sporym napiwkiem i pobiegliśmy w to miejsce. Ciągnął mnie za sobą rozglądając się na boki. Nawet nic nie powiedział.
Wyglądał na bardzo przejętego. Chciałam się dowiedzieć, co to za miejsce, ale z drugiej strony… Lepiej nie.
Puścił moją rękę i pobiegł dalej przepychając pomiędzy ludźmi. Zostałam sama na środku przejścia. Wyjęłam telefon. Prawie się rozpłakałam.
- Woohyunnie… Co mam zrobić…?- zaczęłam szlochać, kiedy mój brat odebrał.
- _______, co się stało? Gdzie jesteś?- zaczął rzucać we mnie pytaniami swoim zatroskanym głosem.
- Wszystko jest w porządku, nic mi się nie stało… Ale co mam zrobić?
- O co ci chodzi, powiedz!
- Bo Sungkyu… Bo on…
- _______, spokojnie. Nie płacz.
- Bo ja go bardzo polubiłam…
- Nie mów że ty… Nie mów tego.
- Poczułam to dopiero teraz. Co mam robić?
- _______... Nie wierzę ze to mówisz. Chciałbym żeby to nie była prawda.
- Dlaczego, Woohyunnie?
- Dlatego że… Ja zawsze wszystko dla ciebie robiłem. Zawsze byłem przy tobie, i bardzo cię kocham. Ale już nie jako siostrę… Nie chcę żebyś mnie zostawiła.
- Ale przecież jesteśmy rodzeństwem, zawsze będziemy razem…!
- Właśnie… Rodzeństwem. To stoi na przeszkodzie? Powiedz że on ci się nie podoba… Powiedz to. Ja cię nie oddam!
- Woohyun Oppa! Nie możesz tak mówić, jesteś moim bratem! A ja nigdy cię nie zostawię, rozumiesz?
- _______... Chciałbym żeby tak było. Pytałaś, co masz zrobić?
- T-tak- powoli przestawałam płakać.
- … Powiedz mu to.
Woohyun rozłączył się. Poczułam ucisk w środku, że Woohyun tak bardzo nie chciał żebym wyszła za mąż za Sungkyu a ja na dodatek na początku wprowadziłam go w to przekonanie… A teraz sama chciałam spróbować czegoś więcej z Sungkyu. Dopiero wtedy, kiedy on powiedział, że już kogoś ma.
- Nie znalazłem jej…- powiedział nieco rozczarowany Sungkyu, kiedy podszedł do mnie.
- Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć…- odwróciłam się do niego i przetarłam twarz rękawem bluzy.
- Jaemi!- Sungkyu dosłownie minął mnie. Obejrzałam się za siebie.
Podbiegł do jakiejś dziewczyny. Była ładna… Młoda i na pewno miła.
Dlaczego ja mogłam się tak zapomnieć przy nim?
- Jaemi… Znalazłem cię- powiedział szczęśliwym głosem. Jego oczy wypełniły się łzami szczęścia.
- Sungkyu… Myślałam, że nie zauważysz – powiedziała dziewczyna lekko speszona – Cieszę się.
- Daj mi szansę. Wiesz, że cię kocham.
- Wiem to… - dziewczyna wzięła go za rękę i położyła mu na nią pierścionek – Ale ja ciebie już nie… Nawet cię nie kochałam. Mianhae.
Sungkyu nie mógł odetchnąć. Ze szczęścia jego łzy zamieniły się w ból i rozpacz. Dziewczyna wolnym krokiem odeszła, ale zdążył ją jeszcze przytulić. Jednak zabrała jego ręce i odwróciła się do niego uderzając go prosto w twarz otwartą dłonią.
- Nie kocham cię!- krzyknęła- Naucz się żyć beze mnie!
Sungkyu wyciągnął rękę do przodu zanim dziewczyna całkowicie nie zniknęła pomiędzy tłumem ludzi. Odwrócił się do tyłu i szukał mnie wzrokiem… Ale ja już dawno stamtąd poszłam.
Szłam na przystanek i próbowałam powstrzymać się od tego uczucia do Sungkyu. Pierwsza złamałam zasadę „nie zakocham się w tobie”, jaką sobie złożyliśmy.
Dzwonił do mnie jak jechałam autobusem, jednak ja nie odbierałam.
Weszłam do domu po cichu. Matki znowu nie było. Woohyun zbiegł na dół. Zatrzymał się na chwilę zanim do mnie podszedł. Jednak szybko mnie do siebie przytulił.
- Jestem twoim bratem… Ale nie chcę się tobą dzielić. Nie z Sungkyu. Może i się lubimy… Ale nie na tyle żebym oddał cię w jego ręce.
- Zaczynasz być jak matka… Decydujesz za mnie?
- Przepraszam- Woohyun pocałował mnie czule w czoło i mocniej przytulił- Może i tak mówię, ale wiesz ze nie musisz się mnie słuchać…
- Dziękuje za twoją troskę.
- Dziękuję za to, że jesteś, _______.
***
Po prawie nieprzespanej nocy czułam się fatalnie. Jak dobrze, że była niedziela. Matka wróciła do domu w nocy . Weszła do mojego pokoju żeby mnie zbudzić.
- Masz gościa – powiedziała – Czeka na ciebie w kuchni.
Niezbyt pewna tego, kto to może być, ubrałam się i zeszłam na dół. Niepewnie weszłam do kuchni.
- Sungkyu…
- Muszę ci coś wyjaśnić.
- Nie…
- Usiądź, proszę.
Usiadłam naprzeciwko niego.  Położył przede mną różę. Wzięłam ją do ręki i uśmiechnęłam się.
- Dla mnie, tak?
- To w ramach przeprosin za wczoraj… Przerwałem ci. Niepotrzebnie.
- No tak… Dziękuję.
- Nie musisz. Chcę żebyś wiedziała, że byłem trochę głupi. Złamałem naszą obietnicę… Wybacz. Ale nic nie musisz z tym robić… Zrozumiałem to wczoraj. Zniknęłaś mi z oczu. Wszystko przysłoniła się mi fałszywa i nieszczera miłość Jaemi – Sungkyu złapał mnie za dłoń- Wybacz mi to. Naprawdę cię lubię… Inaczej nie przyjechałbym tutaj, inaczej nie spędzałbym z tobą czasu. Nie wiem czy to widziałaś…
- Też ją złamałam. Przepraszam.
Sungkyu spojrzał na mnie i jego oczy momentalnie się zwiększyły. Za chwilę zaśmiał się lekko speszony. Wstał, a ja zaraz po nim. Podszedł do mnie.
Czułam jak serce bije mi jak szalone. Nie wiedziałam, że on… Czuje to samo do mnie.
- Dajmy sobie szansę – powiedział.
- Też tak uważam.
Uśmiechnęłam się a on mnie przytulił. Za chwilę poczułam smak jego słodkich ust. Moje serce zostało natychmiastowo wyleczone.
Może byliśmy sobie pisani?


~ Sungmi