wtorek, 21 stycznia 2014

Hyunseung ~ Love After Love


Scenariusz dla Mint Park.
To najdłuższy scenariusz w mojej historii. Mam nadzieję że się spodoba :3
Miłego czytania!





Pogoda nie dopisywała mi tego dnia. Szedłem wolno i patrzyłem na kolejny stawiany przeze mnie krok. Było mi obojętne to, że właśnie deszcz padał na mnie i byłem przez to cały mokry. Naokoło mijali mnie ludzie z parasolami i zastanawiali się, co za głupek moknie na deszczu ze zniszczonymi kwiatami w ręku.
 Skręciłem do baru. Musiałem się czegoś napić. Chociaż wody, czegokolwiek. W środku spotkałem się z dziwnymi spojrzeniami. No nic dziwnego. Woda kapała ze mnie. Wyrzuciłem kwiaty do kosza. Powiesiłem swój płaszcz na wieszaku i usiadłem przy barze. Odgarnąłem grzywkę do tyłu i zacząłem szukać wzrokiem barmana.
- Co dla pana?- spytał młody chłopak dosłownie wyskakując zza baru.
- Wodę… Wódę znaczy się.
- Czyli złamane serduszko? – zaczynał żartować, co przyprawiło mnie o uśmieszek. Aż tak to było widać?
- Troszeczkę – zaśmiałem się i pokiwałem głową.
Barman nalał mi kieliszek wódki i poszedł obsłużyć innych. Ja łyknąłem wszystko za jednym razem i zaczynałem powoli zapoznawać się z tym miejscem. Zrobiło mi się nieco chłodno, w przeciwieństwie uczucia ciepła w gardle. Niemniej byłem cały mokry i to było przyczyną moich dreszczy. Jednak jestem głupi. Zamiast przykleić się do jakiejś miłej pani z parasolką to na dodatek wolnym krokiem człapałem przez ten deszcz.
Co ta miłość robi z człowiekiem.
Spojrzałem na kwiaty, które niedawno wyrzuciłem do kosza. No tak. Jaka miłość?
Jakbym naprawdę ją kochał to właśnie teraz błagałbym na kolanach żebyśmy się pogodzili. Ale nie tym razem.
To ostatnia taka przygoda. Nie zniżę się do jej poziomu.
Znowu poczułem dreszcze. Poprosiłem o jeszcze jeden kieliszek. A może i szklaneczkę… No i coś do popicia. W każdym bądź razie coś, po czym będzie mi ciepło.

 Wkrótce chyba zrobiło mi się za ciepło. Wstałem z krzesła i zaczynałem się rozglądać za kimś do rozmowy. Niestety było już bardzo późno i liczba potencjalnie wolnych osób zmalała. Wszyscy przychodzili z przyjaciółmi.
Zauważyłem źródło ciepła. Ten grzejnik wezwał mnie do siebie a ja przylgnąłem żeby, chociaż trochę się ogrzać. Jak zwykle… Dziwne spojrzenia ludzi. No trudno.
- Ano…
Spojrzałem za siebie. Zobaczyłem ładne damskie nogi ubrane w zakolanówki. Stópki zakrywały czarne lakierki.
Wzrok poleciał wyżej. Nade mną stała ubrana w szkolny mundurek licealistka. Nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z taką dziewczyną w takim miejscu.
- Dlaczego leżysz przy grzejniku?
Trochę się zmieszałem. Bezpośrednia osóbka… Co taka młoda dziewczyna robi o tej porze w takim miejscu? Wśród upitych i mokrych mężczyzn… Ano tak. Sam byłem obecnie w takim stanie.
- Jest mi trochę zimno – wstałem i otrzepałem spodnie – A czemu pytasz?
- Może chcesz koc?
- Przepraszam bardzo, ale… - całkowicie mnie zdziwiła ta sytuacja – Jesteś licealistką tak?
- Tak.
- Więc kto cię tu wpuścił tak późno?
- To nie jest teraz istotne- powiedziała to poprawiając włosy – Pytałam czy chcesz koc? Coś ciepłego do picia?
- W sumie… Koc mógłby być.
- Poczekaj tutaj.
Dziewczyna otworzyła drzwi, które ja uznałem wcześniej za jakiś magazynek. Jednak to, co zobaczyłem w środku przypominało mi bardziej miejsce spotkań towarzyskich. Co to za bar ?!
 Oparłem się o grzejnik. Jak cieplutko.
 Nieznajoma podeszła do mnie z kocem i nawet mnie nim nakryła. Popatrzyłem na nią. Uśmiechnęła się.
- Yaa!- zawołałem za nią, kiedy chciała już iść – Jak masz na imię?
- _________ . A ty Oppa?
- Hyunseung.
- Hyunseung Oppa – powtórzyła uroczym głosem- Podoba mi się.
Złapałem za końce koca i bardziej się nim owinąłem. Jeszcze raz się uśmiechnęła i poszła do tego „magazynu”.
Nie wierzyłem za bardzo w to, co się tu działo. Naprawdę bardzo dziwne miejsce. Podszedłem do barmana i usiadłem na krześle.
- Co to za dziewczyna?
- Poznałeś już ______ ? To jest córka szefa. Nie radziłbym się z nią zadawać. Nawet mi nie pozwala z nią rozmawiać.
- Ale ona dała mi koc i właściwie to…
- Właściwie to, co? Hyung, nie mów, że ona ci się podoba.
- Za kogo ty mnie masz! To przecież licealistka…
- Dobrze, dobrze – zaśmiał się- Nie wnikam.
- Ej, - spojrzałem na niego złowrogo – Nic sobie nie myśl.
- Hyung… Spokojnie. Wody? – jego wzrok był znaczący.
Pokiwałem głową z uśmieszkiem.
Było tu całkiem przyjemnie. To nie zmienia faktu, że chyba za dużo wypiłem. Mniej więcej o tyle za dużo, że wpakowałem się do tego całego „magazynku”.
Były tu czerwone ściany, skórzane czarne fotele oraz sofa i szklany stolik.
- Halo…?
Nikt mi nie odpowiadał. Zdjąłem z siebie koc i położyłem na czarnej sofie. Rozejrzałem się dla pewności.
- Hyunseung Oppa…!
_______ pojawiła się obok mnie tak nagle, że prawie dostałem zawału. Złapała mnie za ramiona i wypchnęła z pomieszczenia, po czym sama wyszła i zamknęła drzwi.
- Nie wolno ci tam wchodzić, Oppa…!
- Nie wiedziałem, wybacz- lekko się zachwiałem.
- Oppa… Jesteś pijany.
- Nie prawda! Ja tylko nie wiem jak stąd wyjść…
- Idź się ubrać a ja zaraz przyjdę.
Tak też było. Ja ubrałem się i czekałem przy barze, po czym ______ przyszła do mnie i wyprowadziła z budynku. Miała na sobie płaszczyk i trzymała w ręku parasolkę.
Deszcz nadal padał a ja przyglądałem się temu jak _______ stara się otworzyć parasolkę.
- Daj to mi – zabrałem jej parasol i sam to otworzyłem. Było trudno, ale chciałem się popisać. Trochę tak jakby ta parasol się zacięła- A ty gdzie idziesz?
- Oppa…- mruknęła i podeszła bliżej mnie- Idę cię odprowadzić do domu, bo jesteś pijany.
- Nie pozwolę na to żeby młoda dziewczyna odprowadziła mnie do domu! Nie jestem pijany!
- Chwiejesz się.
- Nie chwieję!
- Hyunseung Oppa! Po prostu chodź.
Normalnie bym na to nie pozwolił no, ale… Byłem pijany. ______ wzięła ode mnie parasolkę i trzymając ją wysoko szła tam gdzie ja prowadziłem. Mieszkałem ulicę dalej i właściwie nie wiedziałem, dlaczego mokry siedziałem tyle czasu w tym barze.
- Hyunseung Oppa, dlaczego wyrzuciłeś te kwiaty?
- No wiesz… Były już brzydkie.
- A komu chciałeś je dać?
- Nieważne.
- No powiedz.
- _______, nie pytaj, bo ci nie powiem. To przeszłość. Bardziej mnie ciekawi, dlaczego do cholery licealistka odprowadza mnie do domu.
- Nie klnij, Oppa. Odprowadzam cię, bo jak już mówiłam jesteś pijany. Po za tym ochrona by cię wyrzuciła, bo zaraz zamykamy. Jest już 22:00.
- I ty nie boisz się o tej porze chodzić sama?
- Trochę tak. Ale przyzwyczajam się.
- Czyli codziennie odprowadzasz kogoś o tej porze?
- Nie, ty jesteś pierwszy, Oppa.
- A dlaczego nie można ci rozmawiać z barmanem?
- Mój ojciec jest bardzo…- widziałem, że unika kontaktu wzrokowego- Rygorystyczny. Zabrania mi zadawania się z płcią przeciwną.
- Rozumiem… Jak widać nie słuchasz się go.
- No nie bardzo. Lubię pomagać ludziom – uśmiechnęła się szeroko.
- Tak jak mi teraz, prawda? Właściwie to, po co zostajesz tak późno w tym barze?
- Bar jest w piwnicy a my mieszkamy na górze.
- Teraz wszystko rozumiem.
Wreszcie znaleźliśmy się pod moim domem. _______ od razu chciała już wracać, ale postanowiłem, że muszę się jej jakoś odwdzięczyć.
- Może wejdziesz do środka?
Spojrzała na mnie dość zdziwiona. No tak, pijany mężczyzna zaprasza ją do domu. Ale ja nie miałem przecież złych zamiarów. Nie jestem taki.
Po za tym… Jeszcze niedawno rzuciła mnie dziewczyna.
- Jestem pijany… Nie będę w stanie nic ci zrobić – zaśmiałem się.
Dobrze ze mi zaufała. Weszliśmy do mojego mieszkania na 2 piętrze budynku. _____ od razu zdjęła buty i płaszczyk, po czym zaczęła się rozglądać.
Może i byłem pijany, ale wiedziałem, co robić. Herbatę.
- Hyunseung, Oppa – spojrzała na to jak nieudolnie szukam po szafkach torebek z herbatą – Może ja to zrobię.
- Ah… No dobrze – zgodziłem się i usiadłem na barku. Trzymałem się rurki żeby nie polecieć.
Trochę kręciło mi się w głowie. Ale jeszcze jarzyłem fakty. W pewnym momencie zachciało mi się śmiać. Dlaczego?
Nie mam pojęcia.
- Oppa… Co się dzieje?
- Sam chciałbym to wiedzieć – śmiałem się.
________ też zaczęła chichotać. Zrobiła herbatę i usiedliśmy przy stole. Sam nie wiedziałem jak mam się przy niej zachować.
- Do której chodzisz klasy?
- Ostatniej – pomieszała herbatę dosypując cukru.
- Hm… A czy ktoś w ogóle wie, że wszyłaś?
- Aniyo.
- Co?!
- Zwyczajnie, nikt nie wie, że tu jestem. Powiedziałam tylko, że zaraz wracam. Ale zaraz i tak idę.
- Nie chcę nic mówić… Ale czuje się jeszcze trochę za ciebie odpowiedzialny.
- Nie musisz. Nie jesteś w stanie.
- ________ , jest już trochę późno. Może jednak powiem komuś żeby cię odprowadził.
- Nie trzeba.
- Ale…
- Hyunseung Oppa. Nie musisz.
- Jeśli tak uważasz…
Wtedy nie wiedziałem nawet ze rozmowa nam się tak fajnie potoczyła. ______ była naprawdę towarzyska, nawet bardzo mądra jak na swój wiek. Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny.
- Hyunseung Oppa, chcesz mój numer telefonu?
Naprawdę bezpośrednia. Właściwie pierwszy raz nie wiedziałem jak zachować się przy dziewczynie. To było dość… Dziwne uczucie.
Wymieniliśmy się numerami telefonów. Wtedy kazałem jej już iść do domu. Sam przy okazji zrobiłem się bardzo senny no i nadal lekko się chciałem odprowadzając ją do drzwi. Dalej chyba nie dałbym rady. Nawet sama musiała za mnie wpisać swój numer telefonu.
Obym ja to wszystko jutro pamiętał.

***

Dzisiaj poniedziałek. Cholerny poniedziałek. Dlaczego piłem akurat w niedzielę?
Spojrzałem na telefon. Pięć połączeń nieodebranych od mojej byłej. Czyli jednak zależy jej na mnie? Czy znowu na moim samochodzie i pieniądzach?
Nachyliłem się nad zlewem i przemyłem twarz zimną wodą. O tak, jak przyjemnie. Pomijając ten ogromny ból głowy i suchość w gardle.
Wpadłem do kuchni i złapałem za resztki herbaty stojącej w kubkach na stole.
Coś mi świta.
No tak! ________, pamiętam ją. Śliczna licealistka, która wczoraj odprowadziła mnie do domu i w tym miejscu piła ze mną herbatę. Chciałbym ją znowu zobaczyć…
Co ja wygaduję…?! Nie dość, że narażam się na gniew jej ojca to na dodatek ona jest ode mnie młodsza, o co najmniej pięć lat.
 Chciałem do niej zadzwonić, ale przecież ta dziewczyna ma teraz lekcje. Napisałem sms.

„ Wszystko w porządku? ;) „

Chyba, że ona też będzie zszokowana tym, że wczoraj spędziła wieczór z 24-letnim mężczyzną.
Tym czasem ja musiałem odprowadzić się do porządku. Dobrze, że mam wolne w pracy. Inaczej bym chyba nie dał rady. Musiałem wziąć środki przeciwbólowe żeby lepiej się poczuć.

 Około godziny 15:00 dostałem sms o treści:

„Oppa, spotkamy się?.”

Skąd mogłem wiedzieć gdzie mam przyjechać? Musiałem zadzwonić. ______ odebrała. Jej głos nie był zbytnio wesoły. Bardziej zmartwiony.
- Gdzie jesteś?
Dokładnie objaśniła mi, która to szkoła. Znałem to miejsce… Sam tam chodziłem. Szkoła dla najlepszych uczniów. Mogę się tym pochwalić.

 Przyjechałem swoim sportowym samochodem pod samą szkołę. Zaparkowałem przy bramie. Wysiadłem z samochodu i rozglądałem się. Zobaczyłem jak _______ biegnie w moją stronę. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo od razu mnie przytuliła.
- Co się stało?- spytałem widząc, że jednak nie jest wesoła.
- Masz teraz czas?
- No t-tak. Ale coś złego?
- Nie, po prostu zawsze chciałam mieć takiego Oppę…
Nie spodziewałem się tak szczerego wyznania w takim miejscu. Widziałem jak dziewczyny przyglądają się nam i najwidoczniej zazdroszczą _______. Naprawdę posiadanie Oppy było aż tak ważne?
- Ale mam nadzieję że to nie dla uznania wśród koleżanek prawda?- odsunąłem ją od siebie.
- Nie bądź głupi Oppa- szturchnęła mnie lekko i się zaśmiała – Już wczoraj bardzo cię polubiłam. Myślałam, że nie przyjedziesz.
- No wiesz… Nie chcę być wybredny czy coś… Ale przeraża mnie myśl że twój tato może mnie za to zabić albo coś…
- O niczym się nie dowie! Obiecuję. Ty też obiecaj.
- Dobrze. Obiecuję.





***

 Od tamtej pory codziennie się widywaliśmy. Kiedy ______ kończyła lekcje chodziliśmy na obiad i tam wymienialiśmy się nowymi historyjkami z dnia codziennego. Było bardzo przyjemnie mieć Dongsaeng.
 Trudno było mi na początku z nią rozmawiać. Nie miałem do czynienia z licealistką, nie wiedziałem, jakie one teraz są. Ale i tak _______ różniła się od innych. Była mądrzejsza i inteligentniejsza niż moja była dziewczyna w moim wieku.

 Tego dnia tak samo jak wcześniej skończyłem pracę i piechotą przyszedłem pod szkołę ______. Oparłem się o murek i przyglądałem okolicy.
Wtedy zadzwonił dzwonek sygnalizujący zakończenie lekcji. W pewnej chwili przede mną zatrzymał się jakiś samochód. Ukradkiem przyglądałem się dwóm gościom wysiadającym z niego. Byli ubrani w czarne garnitury. Naprawdę wyglądało to dość podejrzanie.
Jeszcze gorzej było, kiedy zauważyłem, że idą w moją stronę.
Zacząłem się rozglądać za możliwością ucieczki, ale zauważyłem, że jeden z nich idąc do mnie wskazuje na broń wystającą zza jego paska do spodni. Cholera.
- Idziesz z nami po grzeczności czy mamy cię obezwładnić?- spytał wyższy.
- Ale o co chodzi? Co takiego zrobiłem?
- Ty już wiesz, co. To jak?
Niemiałem wyboru. Koleś poklepał mnie po ramieniu i zaprowadził do auta. Przyznam, że się bałem. Bo niby, co mogłem takiego zrobić?
Powoli ruszyliśmy spod szkoły. Odwróciłem głowę w tył zobaczyłem ________. Widziałem, że krzyczy… Czyli jednak to o nią chodziło. Mogłem się domyślać, że kierowca samochodu to jej ojciec. Albo po prostu dopiero mnie do niego zawiozą.

 Dobrze myślałem. Wysiedliśmy na całkowitym odludziu. Był stąd widok na całkiem duże jezioro. A ja byłem tam sam trzymany za ramiona przez dwóch gości. Przede mną stał ojciec _______.
- A wiec, dobrze wiesz, o kogo chodzi. Albo się od niej odczepisz albo inaczej pogadamy.
- Przepraszam za to, ale nie mogę się z panem zgodzić… Nie mam złych zamiarów, co do _______. Tylko się przyjaźnimy.
- Nie chcę tego nawet słuchać, już ja wiem swoje. Nie uśmiecha mi się to, że moja córka „przyjaźni się” z kimś takim jak ty.
- Czy panu uśmiecha się żeby ona w ogóle miała przyjaciół?
Dostałem za to po twarzy. Mogłem się spodziewać.
- Nie twój interes! Masz się do niej nie zbliżać. Ma się jej nie stać żadna krzywda.
- Jakbym miał ją skrzywdzić to już dawno bym to zrobił!- krzyknąłem.
- Nie dyskutuj ze mną tylko po prostu się od niej odczep! Macie się nie spotykać. A ona ma się o tym nie dowiedzieć…
- A co jeśli ona już to wie?
Ojciec ______ widocznie był w lekkim szoku. Chyba nie widział jej jak wybiegła ze szkoły i spodziewał się tego.
W skrócie. Zostałem pobity i zostawiony na takim odludziu, że nawet nie wiedziałem gdzie to jest. Jedynie mogłem złapać za telefon i odebrać go, bo akurat zadzwonił ponownie jak ci ludzie odjechali.
- Halo…?
- Hyunseung Oppa! Gdzie jesteś?
- Nie mam pojęcia – powiedziałem spokojnie.
Wcale nie byłem zły, ani specjalnie tym przejęty. Nikt nie odbierze mi mojej Dongsaeng.
- Oppa, przepraszam cię za to!
- To nie twoja wina. To twój ojciec.
- Obiecałam, że on się nie dowie, ale niestety… Nie chcę żeby coś ci się znowu stało.
- Tylko nie mów, że to koniec naszej znajomości… Na to nie pozwolę.
- Ale Hyunseung…
- Uwierz mi. Wszystko będzie dobrze…

***

 Bałem się, że nie będzie tak kolorowo. ________ kłamała ile mogła żeby się ze mną zobaczyć. Ciągle żyłem w strachu, że mi ją zabiorą. Ale jak na razie wszystko było dobrze. No prawie dobrze…
 Nie licząc tego, że jej ojciec zabraniał jej coraz częściej wychodzić. Jej przyjaciółki całkiem nieźle ją kryły.
 No i pewnego dnia wszystko szlag trafił.
Byliśmy w wesołym miasteczku. Kupiłem ______ watę cukrową a sobie coś do picia. Nawet bawiliśmy się zimnymi ogniami. Oglądaliśmy przedstawienie połykacza ognia. Wszystko było idealnie.
- Hyunseung Oppa, chodź tam…
Słodka. Mogłem iść z nią wszędzie. Kupiliśmy bilety. Była to całkiem ciekawa atrakcja. Parę wolnych okrążeń w dużej kuli. Taka jakby wolna kolejka.
Było stąd widać prawie całe miasto. Naprawdę piękny widok. Miliony światełek z budynków wyglądało jak gwiazdy na ziemi.
A obok mnie moja gwiazdka.
- Oppa, dlaczego tak mi się przyglądasz?
- Chciałabyś żebym cię pocałował?
Zauważyłem, że jest nieśmiała. W tym momencie pierwszy raz widziałem ją taką. Ale naprawdę nie wiem, co mi strzeliło z tym pytaniem.
- Znaczy się, żartowałem!- usiadłem prosto i śmiałem się sztucznie – Nie żeby coś, ale nie jes…
Nawet nie dokończyłem. _______ trzymała swoje delikatnie dłonie na moich ramionach i to ona sama mnie pocałowała. Zamknąłem oczy i przechyliłem głowę w bok. Objąłem ją delikatnie w pasie.
Naprawdę nie czułem się tak przy żadnej innej dziewczynie.
Czy to jest prawdziwe uczucie czy tylko mi się wydaje?

 Miałem zamiar odprowadzić ją kawałeczek do domu, ale nie zgodziła się. Nie chciała nas narażać na to. Oficjalnie była u koleżanki w domu i jej mama o tym wiedziała.
Zwątpiłem, kiedy pojawił się samochód jej ojca. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Widziałem strach w oczach _______.
Tych samych dwóch gości trzymało mnie za ramiona i nie pozwoliło uciekać. Ale nadetnie chciałem. Najbardziej bolało mnie to że inny koleś zaciąga ______ do auta.
- Hyunseung! Przepraszam!
- Nie martw się! – szarpałem się jak mogłem- To nie jest koniec!
- Jeśli tak myślisz to się mylisz…- mruknął jeden z gości.
Mogłem już tylko patrzeć jak odjeżdżają samochodem i zabierają ode mnie _______. Wtedy, kiedy zaczęło się w miarę układać i chcieliśmy poprosić jej ojca o zgodę na naszą znajomość wszystko się zepsuło.

***

Minął miesiąc. Niemiałem kontaktu z ______. Kiedy chciałem wejść do baru zostawałem wyrzucony. Za każdym razem.
Nie wiedziałem, co robić a tak mi jej brakowało. Czułem, że to prawdziwa miłość. A co najśmieszniejsze wszystko stało się tak nagle.

 Skończyłem robotę i przyjechałem do domu. Kiedy tylko spojrzałem w stronę moich drzwi ujrzałem to, czego tak mi brakowało.
______ spała oparta o moje drzwi. Obok niej były torby a w nich jak się domyślałem jej rzeczy i ubrania.
- ________ !- potrząsnąłem nią – Co tu robisz?!
- Hyunseung…!- przytuliła się od razu, kiedy tylko wstała- Uciekałam z domu… Do ciebie.
- Ale przecież jeszcze nie możesz, twój ojciec nas zamorduje!
- Nie musisz się nim przejmować.
Wstała i znowu mnie mocno przytuliła. Czułem, że chce się rozpłakać, ale nie mogła… Takie rzeczy się czuje, tak?
- Dzisiaj są moje urodziny. Mam już 18 lat i mogę robić, co chcę. Więc, proszę zamieszkajmy tu razem. Nadal mnie lubisz?
- _______... Ja cię kocham.
Widziałem w jej oczach zaskoczenie. Jej policzki zostały splamione łzami. Jedyne, co mogłem teraz zrobić to pocałować ją.
Wiem, że to się nie trzyma całości. Wiem to. Ale wiem też, że nic niestanie na drodze prawdziwej miłości.
Myślę, że _______ również mnie kocha. Miałem takie wrażenie, że to ona pierwsza się mną zauroczyła. A może nawet wtedy w barze, dlatego mnie zaczepiła… To wszystko było jej zasługą.

***

Mieszkaliśmy razem już rok. Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Poza jedną kwestią. _______ od tamtej pory wcale nie rozmawiała ze swoim ojcem. Była odcięta od niego. Nie wyglądała jakby jej go brakowało. Ale przy okazji brakowało jej częstego kontaktu z mamą. Ona odwiedzała nas rzadko, ponieważ musiała pracować a my nie mogliśmy do niej iść ze względu na ojca _______.

 Pewnego wieczoru zdecydowałem…
- _______, wyjdziesz za mnie?
Niecierpliwie czekałem na to jedno słowo. Miałem 99% pewność, że się zgodzi. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Tak…! – od razu rzuciła mi się na szyję a ja mogłem ją przytulić tak jak chciałem to zrobić.
Nałożyłem jej pierścionek zaręczynowy na palec i uśmiechem pocałowałem ją w usta.

Wiedziałem, że to ta jedyna. Kiedy tylko się poznaliśmy nie miałem pewności czy to się uda. Była ode mnie młodsza. Wiek i jej ojciec to były jedyne przeszkody. Ale obie udało nam się pokonać.
W dniu naszego ślubu wszystko było już idealne. Jej ojciec zjawił się na ślubie i zaprowadził ją do ołtarza. Wszystko zdarzyło się w ostatnim momencie. Zanim złożyliśmy przysięgę zauważyłem jej łzy szczęścia.
O aż do dzisiaj nic nie potrafiło zbić mi z twarzy uśmiechu.
A _______? Kocham ją.
A ona kocha mnie… Mężczyznę, którego postawiła do pionu zaraz po rozstaniu i któremu wręczyła koc, kiedy leżał w barze przytulony do grzejnika.
I jak to wszystko brzmi?
Co najmniej śmiesznie.

Ale ważne jest to, że wszystko skończyło się dobrze, prawda?


~ Sungmi

niedziela, 19 stycznia 2014

N ~ Nieznajomi

 Scenariusz dla Pri_Marshmallow
Miłego czytania :3




Pracowałam w kwiaciarni oddalonej od mojego domu o dwie uliczki. Zawsze rano wychodziłam z domu i mijałam się z moim sąsiadem z naprzeciwka. On do pracy jechał samochodem a ja szłam piechotą. Chodziliśmy w dwie rożne strony jednak wpadaliśmy na siebie na klatce schodowej. Wychodziliśmy i wracaliśmy o tej samej porze.
Trwaliśmy już tak pół roku. Nigdy się nie poznaliśmy ani nie rozmawialiśmy ze sobą. Nawet nie zwykliśmy na siebie patrzeć.
Chciałam go poznać, nie ukrywam tego. Czułam, że dogadalibyśmy się. Wyglądał dość przyjaźnie i na pewno byłoby fajnie czasem spędzić razem czas, jako przyjaciele.

 Dzisiaj tak samo jak codziennie wracałam do domu z pracy. Powoli zaczynało się robić ciemno o tej porze. Weszłam spokojnie po schodach. Nie zauważyłam jeszcze nieznajomego sąsiada. Zazwyczaj szedł zaraz za mną albo stał już przy drzwiach. Niestety dzisiaj go nie było.
 Przyznam, że się martwiłam. Może to i głupie, ale myślałam o tym, co mogło się stać, że dzisiaj go nie ma.
Zajęłam się robieniem kolacji. Mieszkałam sama i sama zarabiałam na siebie. Miałam część oszczędności od rodziców i to mi starczyło. Moje mieszkanie było malutkie. Jeden pokój, kuchnia połączona z salonem, korytarz i łazienka. Całkiem przytulnie się tu urządziłam.
- Chyba czas wyrzucić śmieci…- spojrzałam na wypełniony po brzegi i wyżej kosz na śmieci. Zebrałam je w worek i zaczęłam nakładać buty żeby iść na dół i je wyrzucić.
Otworzyłam drzwi do mojego mieszkania i od razu upuściłam worek. Podbiegłam do drzwi domu mojego sąsiada.
Leżał pod drzwiami i starał się otworzyć je, ale nie miał sił się podnieść. Jego twarz była zakrwawiona, był zwyczajnie pobity. Miał rozdartą koszulkę i spodnie na kolanie.
Byłam przerażona. Od razu znalazłam się obok niego i złapałam za ramiona.
- Co się stało? Pomóc ci?
Był ledwo przytomny. Pomogłam mu wstać i zaciągnęłam do siebie do mieszkania. Zastanawiałam się, kto i dlaczego mu to zrobił. Bardzo mnie to wystraszyło. Padł od razu na krzesło w kuchni i odchylił się na nim maksymalnie wycierając z twarzy krew rękawem. Szybko wzięłam pierwszą lepszą z brzegu chustkę i zaczęłam mu w tym pomagać. Perfekcyjnie zajęłam się jego ranami i przeczyściłam je wodą utlenioną. Przykleiłam plastry na jego rozciętą wargę. Ręce mi się trzęsły. Ciągle patrzył w podłogę. Widząc, że są to różowe okrągłe plastry w kropki zaśmiał się.
- Podoba mi się ten wzorek – powiedział i spojrzał na mnie.
- Cieszę się – odparłam lekko zawstydzona – Chciałabym o coś spytać…
- Jak to się stało?
- T-tak…
- Zwykła sprzeczka ze znajomym.
- Wiesz… Zwykła sprzeczka, ale nieźle cię urządził. Ledwo stałeś na nogach.
- Bardzo mnie po prostu bolała głowa. Dostałem w tył głowy kijem bejsbolowym.
- C-co?!
- Ale nic mi nie jest! – od razu otworzył szerzej oczy – Tak właściwie ja też mam pytanie.
- Tak?
- Dlaczego mi pomagasz?
Trochę nie wiedziałam jak to ująć w słowa. Dlaczego mu pomagałam? Może, dlatego że pomaga się ludziom, którzy leżą zakrwawieni pod drzwiami.
- Trochę mnie przeraziło to.
- Rozumiem… Nazywam się Hakyeon. A ty?
- ________ . Miło mi.
- Mi również. Dziwię się, że jeszcze się nie znamy… Zawsze widzę cię rano i popołudniu, ale nigdy nie miałem odwagi się odezwać.
Zaśmiałaś się. Skończyłaś doprowadzanie jego twarzy do normalnego stanu. Hakyeon przyjrzał się w lustrze, które było w korytarzu.
- Bardzo ładnie ci to wyszło… No a ja bardzo ci dziękuje. Sam bym sobie nie poradził – powiedział bardzo spokojnie i położył mi ręce na ramionach- Jestem wdzięczny. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Nie no, to było bezinteresownie – zaśmiałam się niezręcznie – Wdzięczność starczy.
- Jeszcze kiedyś się rozliczymy – uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu – Jeszcze raz bardzo dziękuję i do zobaczenia.
Wyszedł z mojego mieszkania i pomachał do mnie. Kiedy tylko zamknęłam za nim drzwi przylgnęłam do nich i zsunęłam się na podłogę. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze będziemy ze sobą rozmawiać. Hakyeon był wdzięczny za to, co dla niego zrobiłam. Myślę, że to dobry początek naszej znajomości.

***

 Wreszcie koniec mojej pracy. Sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu, pozamykałam wszystkie okna. Kiedy zbierałam swoje rzeczy usłyszałam, że wszedł jeszcze jeden klient. Weszłam za ladę i wtedy zobaczyłam Hakyeona. Uśmiechał się lekko i przyglądał mi.
- Chciałbym kupić kwiaty. Może mi coś doradzisz?- spytał rozglądając się dookoła.
- A jakiś konkretny rodzaj?- podeszłam do niego.
- Może jakiś bukiet? Dla dziewczyny…
Starałam się utrzymać uśmiech na twarzy. Nie ukrywałam, że wiadomość, iż on ma dziewczynę bardzo mnie zaskoczyła. Chciałam żeby coś między nami „zaiskrzyło”. Wskazałam na kwiaty z wystawy.
- Myślisz, że się jej spodobają?
- Są bardzo ładne.
- Podobają ci się?- uśmiechnął się szeroko.
- T-tak.
- To chciałbym takie.
Wzięłam kwiaty i zaczęłam je ładnie ozdabiać. Co prawda to prawda… Mogłam już go wyprosić, bo było po czasie, ale podobał mi się. Niestety tak jak mogłam się spodziewać… Miał już kogoś.
Kiedy tylko skończyłam robić bukiecik Hakyeon był pełen podziwu. Zapłacił za kwiaty i był bardzo zadowolony.
- Idziesz już do domu?- spytał.
- Tak, już skończyłam robotę- lekko się uśmiechnęłam.
- To idziemy razem.
Czyli jego dziewczyna przyjedzie do niego? Jeszcze lepiej. Wcale nie chciałam jej poznać a mogliśmy na nią trafić przy wejściu.
Weszliśmy po schodach i nadeszła pora pożegnania.
- To… Dobranoc – powiedziałam i skierowałam się do swoich drzwi.
- _______ - powiedział spokojnym głosem i podszedł do mnie, kiedy się odwróciłam. Wręczył mi kwiaty- To w podziękowaniu za ostatnią pomoc. Dziękuję.
Prawie zaniemówiłam. Kolana lekko mi się ugięły. Wzięłam kwiaty a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Tylko pamiętaj żeby je wstawić do wody bo zwiędną – zaśmiał się- Tak po za tym mogę prosić o twój numer telefonu?
- Oczywiście – wyjęłam telefon.
Wymieniliśmy się numerami. Wszystko było takie piękne. Nie pomyślałabym, że te kwiaty będą dla mnie. Naprawdę.
- Więc, do zobaczenia jutro ______ !
***

Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko było doszczętnie zniszczone. Szyby powybijane, kwiaty rozrzucone przed całą kwiaciarnią. A raczej przed jej szczątkami.
Z całego mojego dwuletniego dorobku i prowadzenia tego miejsca nie zostało mi prawie nic. Policja właśnie rozglądała się i pytała przechodniów oraz szukała kamer. Moje kamerki ze środka były zniszczone. Tak jak wszystko.
Na całe szczęście nigdy nie zostawiałam pieniędzy w kasie. Tylko to było dobrą wiadomością. Zresztą… Kasa była nietknięta.
Zadzwoniłam do Hakyeona. Musiałam się dobrze go wypytać o to czy zamknęłam kwiaciarnię. Kiedy tylko to zrobiłam powiedział, że zaraz przyjedzie i pomimo moich protestów zrobił to.

- Ja naprawdę przepraszam – zaczął od razu i złapał mnie za ręce. Byłam lekko zdziwiona jego zachowaniem.
- Ale za co?
- Bo to moja wina. To przeze mnie oni tutaj przyszli.
- Ale kto? Dlaczego?
- Wczoraj miałem wrażenie ze ktoś mnie śledzi. I że znowu mnie pobiją. A to wszystko, dlatego że mam dług. Ale nie myślałem, że odegrają się na mnie twoim kosztem… Musieli obserwować mnie i widzieć nas razem i dlatego zniszczyli to miejsce!
To, co mówił Hakyeon było dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Nie wiedziałam, dlaczego aż tak mnie przeprasza. Ale był bardzo przejęty…

 Policja ustaliła zdarzenia, ja wynajęłam firmę, która sprzątnęła ten cały bajzel. Hakyeon pomagał mi. Ciągle widziałam, że być podenerwowany i nieco przybity zarazem. Nie chciałam żeby tak było nawet, jeśli to przez niego te osoby zrujnowały mój biznes.
Kiedy tylko to się skończyło pojechaliśmy do mnie do domu. Zastanawiałam się, dlaczego Hakyeon nie jest w pracy. Powiedział, że wziął sobie wolne.
- Powiedz mi jak to jest, że to przez ciebie – zaczęłam rozmowę robią herbatę.
- Bo ci co to zrobili wtedy mnie pobili… Chyba widzieli że wracaliśmy razem wczoraj i postanowili zacząć uderzać na moich przyjaciół. Ale nie martw się. Ja to wszystko naprawię.
- Nie musisz nic robić… Nie wiadomo czy to oni…
- To byli oni!- wstał z krzesła i podszedł do mnie łapiąc za ramiona- Tak naprawdę nie zaczepiałem cię, bo nie chciałem żeby coś ci się stało!
Przytulił mnie do siebie. W życiu bym się tego nie spodziewała. Czułam jak jego serduszko mocno bije i jaki jest zdenerwowany.
- ______ …- odsunął głowę w tył i spojrzał mi w oczy – Wybaczysz mi to? Nie możemy ze sobą rozmawiać… To źle się dla ciebie skończy.
- Ale ja wcale nie chce przestać z tobą rozmawiać – głos zaczynał mi się łamać.
- Tak będzie lepiej dla ciebie… Wyprowadzę się stąd niedługo. Wszystko ci wynagrodzę, zapłacę za to.
Pocałował mnie lekko w czoło i odsunął się. Udał się do wyjścia. Nie mogłam się ruszyć. Jedyne, co dało moim uczuciom wolną drogę to dźwięk zamykanych drzwi. Łzy poleciały mi z oczu i nie mogłam ich powstrzymać.
Hakyeon zostawił mnie z mętlikiem w głowie. Wcale nie chciałam zerwać nim kontaktu…

***

Od tamtej pory minęło już pół roku. Nie mogłam się pogodzić z tym, że rozstaliśmy się w taki sposób. Było mi ciężko, chociaż nie spędziliśmy ze sobą dużo czasu. Zaledwie tydzień rozmów codziennie. Jednak bardzo szybko można się przywiązać do człowieka…
Skończyłam działalność. Zostawiłam wszystko w tamtym miejscu. Tak dla pewności, żeby nic nie przypominało mi o nim.
Lepiej jest zapomnieć prawda?
Ale się nie da. Było trudno, w szczególności, że nie miałam pewności tego, co on do mnie czuł.
BYŁO.
 Zmieniłam pracę. Obecnie pracowałam, jako sprzedawczyni. Byłam bardzo zadowolona z nowej pracy. Chyba bardziej się opłacała niż moja poprzednia działalność. Tutaj przynajmniej nie na mnie będzie leżała odpowiedzialność za zniszczenia sklepu.

 Właśnie weszłam do domu. Byłam bardzo zdziwiona faktem, że drzwi były otwarte. Pomyślałam, że nieźle mi się upiekło, że nikt mnie nie okradł. Weszłam do kuchni.
Upuściłam zakupowy na podłogę i otworzyłam szeroko usta.
Tego w życiu bym się nie spodziewała.
- _______ - uśmiechnął się i niepewnie podszedł do mnie- Cieszę się ze cię widzę… Przepraszam, że mnie nie było…
- Hakyeon…
Przytulił mnie do siebie i pogładził po włosach.
- Nie mogłem przestać o tobie myśleć. Kiedy tylko załatwiłem wszystkie sprawy chciałem wrócić. Przyjmiesz mnie jeszcze?
- Jeszcze pytasz – zaśmiałam się i zaczęłam powstrzymywać łzy szczęścia.
Zauważył to od razu i sam zaczął się śmiać, po czym wytarł rękawem łzę z mojego policzka. Powoli zbliżył się żeby złączyć nasze usta w ciepłym pocałunku.
Naprawdę myślałam że mnie zostawił… Tym czasem miałam dowód na to że miłość przychodzi szybko i nie łatwo się jej pozbyć.
Wiadome było jedno…

Będziemy żyć długo i szczęśliwie. 


~ Sungmi

niedziela, 12 stycznia 2014

Chanyeol ~ Kawaii!


Scenariusz dla Park Do-bi :3

Miłego czytania!





Promienie słońca padały na twoją twarz. Pogoda dzisiaj była taka piękna. A ty siedziałaś na ławce i czytałaś książkę. Ostatnio byłaś w bibliotece i postanowiłaś że będzie dobrze jak coś wypożyczysz. Wyszłaś więc na długiej przerwie przed szkołę i znalazłaś dobre do tego miejsce.
Naprzeciwko ciebie chłopcy grali w piłkę, na około boiska dziewczyny z grupy ćwiczących biegały po bieżni a ty czytałaś. W ciszy i spokoju.
- Uważaj !
Podniosłaś od razu głowę i… Dalej nie pamiętałaś jak to się stało ale piłka uderzyła cię prosto w twarz. I to na tyle boleśnie że kiedy tylko przyłożyłaś do bolącego cię nosa dłoń, poleciała z niego krew. Książka spadła gdzieś na ziemię obok ciebie.
- Przepraszam!
Usłyszałaś nad sobą całkowicie przejęty głosik. Podniosłaś wzrok na nieznajomego ci chłopaka. Jego wielkie oczy przyglądały ci się ze strachem i przejęciem. Widziałaś jak lekko trzęsą mu się dłonie.
- Wszystko w…- zanim jednak dokończył zdanie zrobił przerażającą minę i zakrył usta rękoma – Mój boże krew ! Chodźmy do pielęgniarki!
Byłaś całkowicie zszokowana jego zachowaniem. Za nieznajomym pojawili się jego koledzy. Zaglądali zza jego pleców. Jeden z nich skrzywił się lekko. Chłopak złapał cię pod rękę i zaczął prowadzić za sobą.
- Głowa w dół!- powiedział kiedy tylko chciałaś mu wyjaśnić że nic się nie stało a on akurat na ciebie spojrzał- Musisz trzymać głowę w dół!
Ręką przytrzymywał twoją głowę tak żebyś nie mogła jej podnieść. Wszystko to było bardzo dziwne. Nie wiedziałaś że aż tak się tobą zainteresuje, myślałaś że tylko przeprosi. Ale w końcu nieźle cię załatwił.
Nieznajomy chłopak siedział na krześle i swoimi wielkimi oczętami przyglądał się na to co pielęgniarka z tobą robi. Właśnie bandażowała ci nos żeby krew już więcej nie leciała. Jak się okazało leciała ona również z powodu dużego zdrapania.
- Naprawdę przepraszam!- zerwał się chłopak- Co mam zrobić?!- wpadł w lekką panikę.
- Chanyeol spokojnie…- powiedziała pielęgniarka śmiejąc się- Dziewczyna na pewno ci wybaczy. Prawda?
Pokiwałaś głową na tak. Wiec tak się nazywał. Chanyeol. I wtedy przypomniałaś sobie jak stał w blasku słońca i patrzył na ciebie. Tak samo jak patrzy się teraz. Chyba naprawdę się przejął.
Musiałaś przyznać że trochę serduszko zabiło ci szybciej kiedy tak się prowadził do pielęgniarki. Był naprawdę słodki i uroczy.
Wreszcie wyszliście od pielęgniarki. Chanyeol szedł obok ciebie i zaglądał co chwila w twoją stronę. Był wysoki i musiał się do ciebie schylać lekko.
- Już cię nie boli? –spytał.
- Niiee, w porządku. Dziękuje za pomoc.
- Nie dziękuj! To ja przepraszam. No i po za tym to… Jakoś muszę ci to wynagrodzić – zaśmiał się- Wiem! Kupię ci soczek!
- Soczek?
- Nie lubisz soczków? – jego mina z radosnej zmieniła się na minę zbitego psiaka.
- Nie o to chodzi !- od razu zaczęłaś się tłumaczyć- Naprawdę nic się nie stało!
- Ale ja chcę kupić ci soczek! No chodź!
Zaśmiałaś się jeszcze bardziej zdziwiona. Złapał cię za nadgarstek i przechleliście się przez grupkę uczniów na korytarzu po czym poszliście pod automat z napojami. Chanyeol zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu drobnych.
- Nie musisz mi nic kupować- przekonywałaś go ciągle.
- Ciiii…- przyłożył ci palec do ust – To są moje przeprosiny.
Nie mogłaś nawet złapać powietrza do płuc. Chanyeol wrócił do szukania monet a ty stałaś jak zryta. Kolana ci zmiękły. Był naprawdę bardzo przystojny… Nie chciałaś się nim zauroczyć bo wiedziałaś że to zapewne jednorazowa przygoda ale było już za późno… Wiedziałaś że to ten moment kiedy zaczynasz czerwienić się kiedy na ciebie spojrzy…
- Proszę – Chanyeol z wielkim uśmiechem na twarzyczce podał ci soczek w kartoniku o smaku pomarańczowym. Ale zanim go wzięłaś otworzył słomkę i wbił ją w opakowanie- Do dna!
- Dziękuję – wzięłaś od niego prezent i napiłaś się trochę patrząc na niego.
Chanyeol wydał z siebie cichy pisk i znowu zakrył usta rękoma.
- Kawaii!
Prawie oplułaś się sokiem. Pierwszy raz ktoś zareagował tak na ciebie i powiedział że to „kawaii”. Chanyeol to był naprawdę szalony chłopak.
Wtedy zadzwonił dzwonek i nadszedł czas rozstania. Trochę zrobiło ci się przykro.
- Do zobaczenia! I przepraszam jeszcze raz!- pomachał do ciebie i pobiegł w głąb korytarza.
Wiedziałaś że tak będzie. On od razu ci się spodobał a ty musiałaś teraz o nim zapomnieć bo zapewne więcej razy ze sobą nie porozmawiacie.

***

Uśmiechnęłaś się na jego widok. Stałaś za drzewem i przyglądałaś się chłopakom jak grają w piłkę. Chanyeol naprawdę szalał. Biegał we wszystkie strony i strzelał bramki. Mimowolnie zaśmiałaś się widząc jego radość.
Głupio było ci się na niego patrzeć z ukrycia. Ale wczorajszego dnia ciągle o nim myślałaś. Czułaś się jak jego fanka która musi się ukrywać. Nie spodziewałaś się ze tak szybko zawładnie twoim serduszkiem. Miałaś nadzieję że ci przejdzie ale na ten czas nie mogłaś się powstrzymać…
Chanyeol strzelił kolejną bramkę i został pochwalony przez swoich kumpli. Odwrócił się w stronę drzewa za którym stałaś. Szybko się schowałaś. Serce biło ci jak szalone.

„Oby mnie nie zobaczył, oby mnie nie zobaczył…”

Wyjrzałaś znowu zza drzewa i wtedy stało się to czego nie chciałaś ale z drugiej strony cię ucieszyło. Chanyeol lekko się zdziwił ale za chwilę uśmiechnął szeroko.
- Co tu robisz? –spytał i okrążył drzewo żeby znaleźć odpowiedź jednak nic mu nie przyszło do głowy.
- Szukam czegoś…! – szybko znalazłaś jakąś wymówkę.
- Chyba nawet wiem czego ! Poczekaj tutaj!
Lekko się zdziwiłaś. Przecież to była tylko wymówka i tak naprawdę nie sądziłaś że możesz coś tu zgubić.
Chanyeol biegł w twoją stronę z książką w ręku. Ah tak książka! Całkiem o niej zapomniałaś ale nie spodziewałaś się że akurat Chanyeol ci ją przyniesie.
- Proszę- powiedział i wręczył ci książkę – Wczoraj po tym zdarzeniu zostawiłaś ją tutaj a kiedy potem tu przyszedłem zabrałem ją.
- Oh… Dziękuję ci!- ucieszyłaś się i zaraz schowałaś książkę do torby.
- Tak w ogóle… - Chanyeol podrapał się w głowę i niezręcznie uśmiechnął - Jak masz na imię?
- ________ . A ty Chanyeol, tak ?
- T-tak! Skąd wiesz?
- Wczoraj pielęgniarka cię tak nazwała.
- Fakt…
Zapadła niezręczna cisza. Ty wiedziałaś że twoje policzki i uszy są całkowicie czerwone. Naprawdę zakochałaś się w Chanyeolu tak szybko?!
- Jak tam nosek? –spytał patrząc na ciebie a konkretniej na bandaż na twoim nosie.
- W porządku- powiedziałaś- Trochę boli.
- Przepraszam za to jeszcze raz – zaśmiał się- Nie chciałem. To było przypadkiem.
- Nie szkodzi, naprawdę. Ale to miło twojej strony.
- Cieszę cię. ________ , może pójdziemy na spacer?
- Z chęcią.
Nie mogłaś w to uwierzyć. Chanyeol złożył ci taką propozycję. Chyba jednak nie będziesz mogła się uwolnić od tego uczucia do niego… Chyba że on poczuje to samo.
***
Kolejny dzień zaczynał się tak samo spokojnie. Jedyne co się zmieniło to fakt że ciągle nie mogłaś zapomnieć o Chanyeolu. Wczoraj całą przerwę spacerowaliście przed szkołą i poznawaliście się. Przyznał że lubi grac na instrumentach a piłka nożna to tylko coś w czym jest dobry i robi to bo koledzy chcą z nim grać.
Siedziałaś w bibliotece i pisałaś pracę domową. Jednak nie mogłaś się skupić i patrzyłaś przez okno na boisko.
Ciągle myślałaś o tym co może robić teraz i właściwie co się z nim dzieje. Jeszcze go dzisiaj nie widziałaś.
- _______ !- ktoś zakrył ci oczy a po chwili usiadł obok ciebie na krześle – Co tam?
Uśmiechnęłaś się szeroko i pokazałaś mu swój zeszyt. Pokiwał głową znacząco.
- Uczysz się… To ci nie będę przeszkadzał – powiedział i wstał ale złapałaś go instynktownie za rękaw bluzy.
- N-nie przeszkadzasz – zaśmiałaś się niezręcznie.
Puściłaś go i odwróciłaś wzrok. Chanyeol usiadł obok. Zamknęłaś zeszyt i odwróciłaś się z jego stronę. Od razu zaczęliście się śmiać.
- Chyba nie można śmiać się w bibliotece – powiedział zamyślony – Chodźmy stąd.
- Masz rację.
Wyszliście z biblioteki i postanowiliście iść na boisko. Chciałaś popatrzeć jak Chanyeol gra w kosza. Akurat wtedy chłopaki wybrali taką grę.
Przyszliście pod trybuny. Chanyeol zdjął bluzę i zanim usiadłaś podłożył ci ją żebyś nie pobrudziła sobie spódniczki. Był naprawdę dobrze wychowany. Podziękowałaś mu za to.
To był prawdziwy szok dla ciebie. Taki mały gest a sprawił że ciągle się uśmiechałaś.
- __________ !- krzyknął do ciebie i ci pomachał – Trzymaj za mnie kciuki!
Wystawiłaś w jego stronę dwa uniesione kciuki i zaśmiałaś się. Naprawdę uroczy chłopak…
Po dzwonku od razu podbiegł do ciebie a ty oddałaś mu bluzę.
- I jak było? –spytał nabierając powietrza do płuc.
- Naprawdę dobrze grasz- przyznałaś.
- Dzięki! Może pójdziemy dzisiaj po szkole gdzieś, co?
Całkowicie jego propozycja zbiła cię z tropu. Czułaś ciepło na twarzy i na dodatek zapomniałaś jak się mówi. A on powiedział to z taką łatwością. Pokiwałaś jedynie głową z uśmiechem.
- To miło – powiedział czułym głosem- Do potem!
Chanyeol dołączył do swoich kolegów a ty poszłaś do klasy na lekcję.

***

Od razu po lekcjach wyszłaś ze szkoły i zostałaś zaatakowana przez Chanyeola. Znowu zakrył ci oczy ale tym razem się nie odzywał. Wiedziałaś ze to on. Miał takie cieplutkie dłonie… Miałaś okazję je dotknąć.
- Chanyeol – odwróciłaś się do niego.
- _______ ! To gdzie najpierw idziemy? Na lody ?- spytał uradowany.
- Z chęcią.
Poszliście wolnym krokiem. Chanyeol postanowił zabrać cię do najlepszego miejsca ze słodyczami. On sam bardzo lubił słodycze.
Stanęliście w kolejce po lody. Była ona jednak długa na dodatek całkowicie grzało na was słońce. Lekko zakręciło ci się w głowie.
- W porządku ______? – zmartwił się Chanyeol.
- T-tak ale trochę gorąco mi w głowę- przyznałaś.
- Stań sobie w cieniu a ja kupię nam lody. Jaki smak lubisz? –spytał.
- Waniliowy – uśmiechnęłaś się – Dziękuje.
Poszłaś stanąć sobie przy murku gdzie był cień a nad głową miałaś gałęzie drzewa. Bardzo przyjemne miejsce. Lodziarnia obok parku to naprawdę dobry pomysł.
- Trzymaj – powiedział uśmiechnięty Chanyeol po czym podał ci rożka do ręki.
Niestety kiedy tylko chciałaś go uratować przed spadnięciem na ziemię było jeszcze gorzej i rożek od razu wypadł wam z rąk.
Spojrzałaś na Chanyeola z przybitą miną. W tym momencie nie spodziewałaś się że Chanyeol „niechcący” upuścił i swój rożek.
Twoje oczy stały się większe. A on zaczął się śmiać. Zrobił to dlatego że ty też nie miałaś już co jeść a on nie miał już więcej pieniążków. To było naprawdę miłe. Zaczęłaś się śmiać z nim.
- Nie musiałeś…! – szturchnęłaś go lekko w ramię.
- Ale chciałem! _______, co teraz robimy? Może pójdziemy do parku?
Tak też zrobiliście. Poszliście usiąść na ławeczce w cieniu. Chanyeol miał w plecaku jeszcze picie i dał ci je kiedy powiedziałaś że chce ci się pić. Troszczył się o ciebie, widziałaś to. Czułaś że on też może odwzajemniać twoje uczucia. Inaczej nigdy byście tu teraz nie siedzieli. I tak bardzo cię ten fakt ucieszył.
 Kiedy słońce zaczynało się chować za horyzontem postanowiliście już iść do domów. Chanyeol odprowadził cię i jeszcze dla pewności spytał czy wszystko twoim noskiem (jak sam powiedział) w porządku. Widać było jak bardzo się tym przejął, wtedy i dzisiaj.
- Wiesz co… Jesteś dla mnie taki miły- zaczęłaś trochę zawstydzona ale postanowiłaś się przemóc – Bardzo cię za to lubię.
- ________ … Chciałem żebyś zauważyła moje dobre intencje… I nie chciałem uszkodzić ci noska…
- Nic się nie stało, przecież ci mówiłam – zaśmiałaś się i podeszłaś do niego bliżej po czym złapałaś za ramiona i schylając go do siebie pocałowałaś w policzek.
Kiedy tylko puściłaś go zauważyłaś że się czerwieni. Na dodatek dotknął miejsca w które go pocałowałaś.
Pomachałaś mu i poszłaś do domu. Nie sądziłaś że odważysz się na to. Chanyeol jeszcze parę sekund stał pod twoim domem jak zaczarowany. Bardzo cię to ucieszyło że tak się zachowuje. To znaczyło że jednak nie jesteś mu obojętna…
Serduszko biało ci jak szalone przez ten nakład emocji. W końcu zrobiłaś ten pierwszy krok. I się opłacało.

***

Chanyeol z samego rana powitał cię pod twoim domem. Nie sądziłaś że tu przyjdzie.
- Dzisiaj idziemy do szkoły razem, yeobo! – powiedział z uśmiechem.
Już na wstępie musiał doprowadzić cię do podwyższonej temperatury ciała. Odgarnęłaś włosy za ucho i uśmiechnęłaś się przyjaźnie. Chanyeol złapał cię za rękę i zaczął nią machać idąc wesoło do szkoły.

 Od tamtej pory tworzyliście bardzo udaną parę. Chanyeol nawet powiedział że twój nosek „do wesela się zagoi”. Czułaś że będzie wam dobrze. Od początku polubiliście się. Nie sądziłaś ze takie chodzące szczęście jak Chanyeol dotknie akurat ciebie.


~ Sungmi

Dziękuję za komentarze pod poprzednim moim scenariuszem! Staram się pisać je coraz dłuższe :3