czwartek, 23 stycznia 2014

Myungsoo ~ If I told you that I love you, Would you love me back?


Scenariusz dla Han RaeKyung <3

Pisałam go z perspektywy Myungsoo ponieważ zawsze dobrze mi się wczuć w jego rolę. Jejciu, tak się starałam żeby napisać dobry scenariusz z Myungsoo więc mam nadzieję że przypadnie ci do gustu! :3 

Miłego czytania !







Już dawno temu oddałem się w ręce muzyki. Kiedy tylko przyszedłem do pierwszej klasy liceum poczułem, że tu nie pasuję. Zaczynałem opuszczać każdą możliwą lekcję i w tym czasie błądziłem po mieście.
Spisane na papierze nuty zawładnęły moją duszą. Dobrowolnie się temu oddałem. Nie byłem ograniczony jednak tylko do muzyki… Pociągała mnie również fotografia. Miałem nieco kiczowaty aparat, który już raz wylądował w wodzie, ale o dziwo działał. A wszystko stało się tamtego dnia…

- _________ ! Nie kręć się, chce ci zrobić zdjęcie!- wydzierałem się na przyjaciółkę.
Ona specjalnie żeby mnie wkurzyć machała rękoma na boki i beztrosko się przy tym śmiała. Byliśmy jeszcze dziećmi, dopiero pierwsza klasa. Nawet nie wiedziałem jak mam ją uspokoić. Zawsze, kiedy przychodziła pora do zdjęcia to ________ stawała się nieznośna.
- ________ - burknąłem cicho i odwróciłem głowę w drugą stronę – Nie żartuj sobie…
- Myungsoo Oppa – podeszła do mnie i przytuliła delikatnie – Wiesz, że zawsze się z tobą drażnię.
- Ale teraz naprawdę chciałbym zrobić ci zdjęcie – specjalnie używałem mojego aegyo.
- Dobrze już dobrze. Ale zrób nam zdjęcie razem.
- Dobry pomysł.
_______ stała za mną z brodą opartą o moje ramię. Zrobiłem nam zdjęcie.
Byliśmy w takim pięknym miejscu. Staliśmy na mostku tuż nad oczkiem wodnym w pobliskim parku. Przed chwilą zerwaliśmy się z lekcji. ______ nigdy nie popierała moich ucieczek, ale dzisiaj były moje urodziny, więc postanowiła zrobić wyjątek i spędzić ten dzień ze mną. Tylko i wyłącznie ze mną.
Kiedy tylko zrobiłem zdjęcie odezwała się moja nieudolność. Aparat wyślizgnął mi się z ręki i wpadł prosto do wody. Prawie się wtedy rozpłakałem, ale zanim ja sięgnąłem po niego ręką ______ była już po kolana w wodzie i wyjęła go podając mi.
- Na następne urodziny kupię ci nowy aparat – uśmiechnęła się przyjaźnie.

Przyjaźniliśmy się od dziecka. Zawsze razem. Bawiliśmy się w piaskownicy tylko we dwoje przeganiając inne dzieci. Sąsiadki wołały za nami „papużki nierozłączki” lub „diabelskie rodzeństwo”. Tego drugiego używały akurat wtedy, kiedy ich dzieci skarżyły się na nas z płaczem, że wyganialiśmy ich od siebie.
_______ na samym początku naszej znajomości była tzw. chłopczycą. Wszyscy koledzy z okolicy zazdrościli mi, że wybrała akurat mnie na swojego najlepszego przyjaciela. Nie zawsze jednak było tak kolorowo. Często się kłóciliśmy, ale za godzinę któreś z nas przychodziło i po prostu znowu zaczynaliśmy rozmowę.
Jednak, jedna kłótnia bardzo zapadła mi w pamięci…

- Nie chcę się z tobą teraz przyjaźnić!- krzyknęła _______. Wytarła łzy z policzków brudną ręką i pobiegła w stronę domu.
Stałem cały ubrudzony ziemią a deszcz kropił na mnie coraz bardziej. Przed chwilą oboje zachowaliśmy się bardzo nieprzyjemnie. Poszło o… dziewczynę, a mieliśmy wtedy dopiero po 10 lat.
W szkole była uroczystość związana z pierwszym dniem wiosny. Graliśmy przedstawienie. Ja byłem rycerzem, który ratuje zwyczajną dziewczynkę przed smokiem.
Oczywiste było, że dziewczynkę miała zagrać _______. Jednak nie tym razem. Przed samym występem _______ całkowicie fatalnie się poczuła. Prawie zemdlała. Jej rolę miała odegrać Taehyun. Dziewczyna, której ______ nienawidziła. Zawsze się kłóciły. A najgorsze w tym było to że miałem ją na koniec lekko pocałować w policzek…
Przedstawienie rozpoczęło się. Trema lekko mnie zżerała od środka ale wszystko po za tym było w porządku. Kiedy nadszedł moment pocałunku w policzek Taehyun specjalnie przekręciła głowę prosto do mnie i nawet nie zauważyłem, kiedy trafiłem na jej usta. Odsunąłem się szybko psując prawie cały magiczny efekt występu. Dla niepoznaki uśmiechnąłem się do publiczności a ona zrobiła to samo.
- Jak mogłeś ją pocałować?! - _______ krzyczała na mnie, kiedy staliśmy przed jej domem a deszcz kropił na nas powoli.
- Nie wiedziałem, że odwróci głowę!
- Nienawidzę jej!
- Ale to tylko występ!
- Nie obchodzi mnie to! Nie chce was znać!
Chyba naprawdę Taehyun działała jej na nerwy. Przez nią mogłem popsuć całą moją relację z ______. Wiedziałem, że łatwo się denerwuje. To było przykre.
- Myungsoo!- rzuciła we mnie kawałkiem błota.
- Nie denerwuj się na mnie!- chciałem ją uspokoić i złapałem za ręce. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem że płacze przeze mnie- _______! To przez Taehyun!
-Mogłeś wcale jej nie całować…
- Dlaczego się o to złościsz? Jesteś zazdrosna?
- Po prostu bardzo jej nie lubię… Nie chcę się z tobą teraz przyjaźnić!

Po tym zdarzeniu miałem mętlik w głowie. ______ nie chciała ze mną rozmawiać i ignorowała mnie. Nie wychodziłem na dwór i nie bawiłem się z nikim, bo nikt mnie nie lubił… Po za nią. Wiedziałem, że w głębi duszy mnie lubi. Tylko, dlaczego była aż taka zła o ten występ?
Zrozumiałem wszystko trzy dni później.

Pogoda za oknem była idealna żeby wyjść i pospacerować albo pojeździć na rowerze. Cokolwiek. Wyjrzałem przez okno w poszukiwaniu kolegów. Nikt jednak się nie bawił. Patrzyłem jeszcze dłużej i wtedy zobaczyłem _______. Nie była sama. Szła trzymając za rękę mojego kolegę.
Czasami tu przychodził i grał z nami w piłkę. Nie zawsze, ponieważ jak wspominałem nie lubiliśmy zbyt dużo innych osób.
Woohyun, bo tak miał na imię, był dość udanym dzieckiem. Dobrze grał w piłkę nożną i przy okazji potrafił śpiewać. Już w tym wieku, kiedy dzieci zbierały się wieczorami na ławeczkach on potrafił nucić piosenki z reklam swoim pięknym głosem i dziewczyny mu wtedy ulegały. Taki młody podrywacz. Był rok starszy od nas.
Jedyne, co widziałem to jak Woohyun zrywa z ogrodu naszej sąsiadki czerwonego kwiatka i wręcza go _______. Bardzo mnie to dotknęło. Nie wiedziałem, że oni aż tak dobrze się znają.
Wyszedłem wieczorem na dwór. Usiadłem na krawężniku i mazałem kredą po ulicy. Nie miałem pojęcia, co mogę zrobić żeby ______ dalej chciała się ze mną przyjaźnić.
Kiedy miałem już iść do domu zauważyłem, że z podwórka ______ wychodzi Woohyun. Nie czekałem długo tylko od razu poszedłem tam.
Mogę powiedzieć tylko jedno…
Skończyło się fatalnie.
- Dlaczego nie przestaniecie się bić?!

Wtedy pierwszy raz zacząłem bójkę. Woohyun po prostu mi oddał i to, że był rok starczy niewiele mu pomogło, bo i tak oberwał. Ale ja również nie byłem bez skazy…
________ prawie się rozpłakała tamtego wieczoru. Zwyczajnie nie mogłem znieść tego, że zostawiła naszą przyjaźń i zaczęła zadawać się z Woohyunem. Nadal nie mogłem w to uwierzyć, ale zrobiła to specjalnie żeby mnie zdenerwować.

- Jak mogłeś zacząć się z nim bić?
- Byłem zły o to, że ze mną nie chcesz rozmawiać.
- Ale to nie powód żeby…
Syknąłem z bólu. Miałem lekko rozwaloną brew a ______ właśnie przemywała mi ranę wodą utlenioną. Zaraz przykleiła na to plaster.
- Wiem, wiem. Przesadziłem – westchnąłem głęboko- Ale przepraszam.
- Ja też przepraszam. To było celowo. Dalej przyjaciele?
- Na zawsze…

Wszystko skończyło się dobrze. Ja i ________ zaczynaliśmy coraz bardziej się rozumieć. Jeśli ktoś powiedział, że przyjaźń pomiędzy dziewczyną a chłopakiem nie istnieje to się mylił.
Kiedy tylko przyszliśmy do pierwszej liceum sądziliśmy, że to najlepszy dla nas czas. Trafiliśmy do tej samej klasy i dzięki temu siedzieliśmy razem w ławce. Zawsze razem.

- Myungsoo muszę ci coś powiedzieć – zaczęła podekscytowana _______.
- A co takiego? – zaśmiałem się.
Siedzieliśmy u mnie przed domem na chodniku. Tak jak zwykle wieczorami.
- Tak wyszło, że ja i Woohyun… Oficjalnie zostaliśmy parą…
Uśmiechnąłem się. Sztucznie. Bardzo.
Nie chciałem żeby do tego doszło. To oznaczało, że ______ będzie musiała poświęcać czas również jemu. Nie chciałem tego, to było zbyt dobijające.
Zawsze poświęcała czas tylko mi…

Od tamtej pory całkowicie oddałem się muzyce. ______ i ja spędzaliśmy coraz mniej czasu i nawet nie zauważaliśmy tego. Tak po prostu wyszło.
Ja zatracałem się w fotografii i nutach a ona w miłości. Tylko mnie ten fakt po jakimś czasie zaczynał dręczyć…
Dzisiaj siedziałem w klasie obok niej. Już dawno nie było mnie w szkole. Cały ostatni tydzień postanowiłem, że nie będę chodził do szkoły, ponieważ nie ma tam dla mnie miejsca. Ale dzisiaj były moje urodziny… Wiem, że to głupie, ale liczyłem na coś…
- ________ - zacząłem, kiedy tylko zadzwonił dzwonek – Możesz gdzieś ze mną wyjść dzisiaj?
- Dzisiaj spotykam się z Namu… Mianhae.
Nie mogłem tego znieść. Ciągle tylko o nim rozmawiała. Wiem, że była szczęśliwa, ale ja nie byłem. Egoistyczne podejście prawda?
Złapałem jej rzeczy i zacząłem pakować. Zanim jeszcze zadzwonił dzwonek na lekcje zerwaliśmy się z lekcji za moją inicjatywą i jej protestami.
Musiała za mną iść, bo zabrałem jej torbę i wcale nie chciałem oddać.
Chciałem jej wszystko wygarnąć.
To już dawno nie była przyjaźń.
Stanęliśmy na rogu murku szkoły. _____ patrzyła na mnie lekko zdziwiona ale i podenerwowana.
- Czego nie oddasz mi torby?!
- Nie złożysz mi życzeń?! Nie pamiętasz nawet o tym, że mam dzisiaj urodziny!
Byłem taki zdenerwowany, że rzuciłem naszymi rzeczami o ziemię. ______ patrzyła na mnie wielkimi oczyma. Widziałem jej zmieszanie. Widziałem, że jej policzki zaczynają się czerwienić ze wstydu.
- Przepraszam.
- Gdzieś mam twoje „przepraszam”. Nie chcę słuchać wyjaśnień… Chcę to zakończyć tu i teraz.
- Jak to zakończyć? „To” ?
- Tą pseudo-przyjaźń. Nie mogę znieść tego, że nie jest jak dawniej. Nie chcę cierpieć z twojego powodu.
- Myungsoo, ale…!
- Nie tłumacz się! – poczułem, że mógłbym się teraz rozpłakać. Nie chciałem jednak ukazywać przed nią swoich słabości – Zostańmy tylko znajomymi.
- Dlaczego nie chcesz się już przyjaźnić? – jej głos łamał się a do oczu napłynęły jej łzy.
- Nie istnieje coś takiego jak przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną. Teraz to wiem…

 Dalszą rozmowę przerwał nam nauczyciel. Akurat przyjechał do szkoły i zauważył, że uciekliśmy w lekcji. Jednak tym razem nie uszło nam to na sucho…
Kiedy tylko moi rodzice dowiedzieli się, że po raz kolejny uciekłem z lekcji postanowili zmienić mi szkołę. Wszystko nagle obróciło się do góry nogami przed mój kaprys.
Mogłem to tak nazwać. W końcu wszystko byłoby dobrze gdybym spokojnie porozmawiał z ______ po szkole. Ale nie. Ja musiałem wyrazić większość swoich emocji od razu.
Jakby tego było mało… Rodzice kazali zamieszkać mi w internacie. To był istny koszmar. Sprawiałem wiele problemów już od początku. Odciągnięto mnie od tego, co kocham i przy okazji od niej… od _____.
Jak miałem jej powiedzieć, że po prostu ją kocham? Nie mogłem przecież tego zrobić. Ona była z Woohyunem i bardzo dobrze im razem było. A co ja mogłem zrobić? Tylko patrzeć na to wszystko z boku. Źle było być przyjacielem. Nigdy nie pomyślałbym, że odpłynę pierwszy. Dopiero teraz do mnie doszło, że poczułem do _____ coś więcej, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Wtedy jak ujrzałem, że ona i Woohyun trzymają się za ręce. Też tak chciałem, ale nie miałem odwagi.
Wcześniej nie było z tym problemu. Przytulała mnie i ja ją. Trzymała za rączkę, ale bez żadnego większego uczucia po za przyjaźnią.
A ja musiałem to zepsuć swoimi uczuciami.

***

Tak bardzo nie chciałem iść do szkoły. Chciałem iść do domu i wreszcie zobaczyć okolicę. Wytrzymałem w internacie już rok a teraz zaczął się nowy rok szkolny. Więcej nie zniosę.
Wiadome było, że co tydzień mogłem wracać do domu na weekendy. Ale nie tak chciałem żyć. Chciałem być wolny.
Bardzo zmartwiło mnie to, że kiedy ostatniego tygodnia wróciłem do domu nie wszystko było takie samo…
________ wyprowadziła się. Mama powiedziała mi, że kazała mnie pozdrowić. Zmieniła również szkołę.
Żałowałem tego wszystkiego.
Postanowiłem. Ostatni dzień w tej budzie. Piątek. Będę błagać rodzinę żeby przeniosła mnie do starej szkoły. Nie chcę być ciągle sam w tamtym nadal obcym mi miejscu.

 Wstałem w piątek rano i już wiedziałem, że to będzie chory dzień. Za oknem pogoda momentalnie się pogorszyła. Nie chciało mi się kompletnie nic robić.
Leniwie ubrałem się i poszedłem na lekcje. Spóźniłem się ale nie bardzo mnie to interesowało. Wszedłem do klasy.
Przeżyłem totalny szok.
Serce zabiło mi szybciej.
- Myungsoo, siadaj szybko do ławki!- krzyknął nauczyciel śmiechem, żartem.
Jednak Janie mogłem nawet zrobić kroku przed siebie. Nabrałem powietrza w płuca.
- To wasza nowa koleżanka, ___ _______ - zapowiedział nauczyciel.
Mogłem dać sobie rękę uciąć, że to sen.
I straciłbym rękę.
_________ patrzyła na mnie zszokowana równie tak samo jak ja. Pierwsza otrząsnęła się i skinęła głową przed klasą.
- Proszę przyjmijcie mnie ciepło- powiedziała.
- Dobrze, więc usiądź sobie gdzie chcesz –powiedział nauczyciel- Zaczynamy lekcje. Myungsoo siadaj!
Potrząsnąłem głową i szybko poszedłem do swojej ławki, a _______ zaraz za mną. Odwróciłem głowę i złapałem ją za rękę. Usiadła ze mną w ławce.
***

- Chciałbym ci wszystko wyjaśnić…- powiedziałem, kiedy spokojnie usiedliśmy na ławce przed szkołą.
-To ja chciałam zacząć. Nie wiedziałam, że na ciebie jeszcze trafie… Szybko zrozumiałam, że pogrywałam tobą. Za to cię przepraszam. Ułożyłam wszystko w głowie podczas lekcji…
Zaśmiałem się tylko. Zdziwiła się lekko widząc moją radość. Szybko się do niej przytuliłem i wyściskałem.
- Myungsoo… No nic – westchnęła- Mówię dalej. A wiec postanowiłam, że chcę to naprawić, ale wtedy musiałam się wyprowadzić i nie zobaczyłam cię już więcej aż to dzisiaj. Tak czy inaczej… Źle mi bez takiego przyjaciela.
Poczułem to ukłucie w sercu. Jeśli ona chce się ze mną tylko przyjaźnić…
Niech będzie. Mam ją przy sobie. I nie mam zamiaru jej nikomu oddać. Nie tym razem.
- Idziemy jutro na miasto?
- Wiesz, co… Dość szybko ci przeszła ta obraza…- zaśmiała się i pogłaskała mnie po włosach.
- Po prostu tak się cieszę, że tu jesteś. Tęskniłem. Kiedy się wyprowadziłaś poczułem pustkę. No i to nie jest tak, że nie chcę się z tobą przyjaźnić… Wtedy mówiłem to, dlatego że byłem zdenerwowany. Nie sądziłem, że nasze stosunki tak się pogorszą przez to wszystko…
- Woohyuna?
Usiadłem prosto i poprawiłem włosy. Chyba to nie było aż tak oczywiste prawda…?
- Trochę tak. Byłem zazdrosny, bo jako dobry przyjaciel wcale nie chciałem dzielić się twoim czasem z kimś innym. Po prostu się nie przyzwyczaiłem, ale teraz jest inaczej!
- Już z nim nie jestem – uśmiechnęła się przyjaźnie i przymknęła chwilowo powieki- Na razie mój czas poświęcam tobie.

***

- Na następne urodziny kupię ci nowy aparat – uśmiechnęła się przyjaźnie.

Właśnie wtedy przypomniały mi się jej słowa sprzed roku. Siedzieliśmy w klasie na przerwie a ________ trzymała wyciągnięty w moją stronę nowy aparat fotograficzny. Nie mogłem tego tak po prostu przyjąć.
Co prawda, był on idealny. Taki, jaki chciałem, taki, o jakim jej mówiłem.
- Nie mam nic dla ciebie…- powiedziałem zrezygnowany.
- To jest prezent na twoje urodziny. Wiem, że spóźniony, ale obiecałam. Wtedy, kiedy stary aparat wpadł ci do wody.
- Wiesz, że on jeszcze działa?- zaśmiałem się.
- Chcę żebyś zrobił mi zdjęcie.
Nie wiedziałem, że _______ mnie o to poprosi. Nigdy nie była skłonna do zdjęć, chyba, że byliśmy na nich oboje. Tym razem sama mi to zaproponowała.
Poczułem wielkie ciepło na sercu.
Zrobiłem jej zdjęcie. Była taka śliczna. Nowy aparat naprawdę dobrze to ujął.
- Wyjdziemy gdzieś dzisiaj wieczorem? –spytałem z uśmiechem.
- Czemu nie – spytała- A gdzie?
- Przyjeść się, coś zjeść. Zobaczy się.
- Z chęcią.

 ________ była taka cudowna. Im dłużej z nią przebywałem tym bardziej się zakochiwałem. Chciałbym jej wszystko powiedzieć. Ale najgorsze, co ona mi powiedziała to to, że „źle jej bez takiego przyjaciela”. Właściwie, powinienem wtedy jej powiedzieć o tym, że nie chcę być jej przyjacielem.
Tyle znosiłem żeby być przy niej znowu.
Byłem głupi, ale nie to było ważne.

 Tego wieczoru wyszliśmy razem. ______ mieszkała trochę dalej od centrum, więc najpierw postanowiłem po nią pojechać autobusem a potem wrócilibyśmy kolejnym na miasto. Zaplanowałem to idealnie.
Now Or Never.
Wszystkie miejsca były zajęte. Musieliśmy stać. Byłem taki ucieszony, kiedy zamiast barierki _____ trzymała się mojej koszuli. Po za tym czułem słodki zapach. Były to jej malinowe perfumy.
Wysiedliśmy w centrum i postanowiłem, że pójdziemy do restauracji, którą niedawno obejrzałem na internecie. Weszliśmy do środka. Byłem bardzo podekscytowany.
- Dlaczego ciągle się uśmiechasz?- spytała zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Bo jestem tu z tobą spędzamy miło czas- zaśmiałem się – Przecież nie będę płakał.
- Też racja.
Wcześniej zamówiłem kwiaty i zostawiłem je tutaj. Był to bukiecik czerwonych róż. Mam nadzieję, że się jej spodobają.
Dlaczego było to aż bukiet? Chciałem po prostu pobić prezencik w postaci kwiatka z ogrodu sąsiadki Woohyun za starych czasów. Wiem, że to strasznie dziecinne, ale nie mogłem tego nie zrobić.
Kiedy _______ składała zamówienie ja powiedziałam, że zaraz wracam i poszedłem po kwiaty. Kelnerka podała mi je z uśmiechem.
Widziałem zaskoczenie na twarzy _______ pomieszane z zawstydzeniem. Wręczyłem jej róże.
- Podobają ci się?- spytałem nachylając się nad _______.
- T-tak… - powiedziała lekko wzruszona tym całym zdarzeniem- Ale nie sądziłam że przyjaciele….
- Przyjaciele tak nie robią. Wiem.
Po tych słowach musiałem zostawić ją z masą myśli. Tak liczyłem na to, że dzisiaj pozbędę się tego uczucia bycia TYLKO przyjacielem i że może akurat dzisiaj zostaniemy parą.
- Myungsoo słuchaj…- zmartwiła się trochę i odłożyła bukiet kwiatków na stół.
- Tak?
-PRZYJECIELE. My jesteśmy TYLKO PRZYJACIÓŁMI.
Dotarło to do najdalszych zakamarków mojego serca. Nie mogłem normalnie oddychać. Złość mieszała mi się z rozpaczą.
Przez to wszystko przestałem odróżniać jedno od drugiego.
Zerwałem się z krzesła i złapałem za bukiet tych cholernych róż. Z zamachem rzuciłem nimi prosto w _______. Wszyscy się nam przyglądali.
Każdy zastanawiał się, co ta biedna dziewczyna zrobiła.
Dużo.
Złamała mi serce, po raz kolejny.
Kiedy płatki róż opadły zdążyłem zauważyć jej łzy. Ale nie miałem na to siły już patrzeć.
Opuściłem ten lokal.
Sam pozwoliłem łzom spłynąć po moich policzkach.




***

 ________ od tamtej pory nie pojawiła się w szkole. Byłem przybity tą sytuacją. Kolejny raz brakowało nam odwagi czy stało się coś innego?
Nie mogłem sobie dać spokoju z tą myślą.
Przyjechałem do jej domu żeby jeszcze raz wszystko wyjaśnić i przede wszystkim – przeprosić ją.
- _________ leży chora w szpitalu – powiedział mi jej ojciec- Jeśli chcesz coś zrobić… Pośpiesz się. Dam ci adres. Mam nadzieję, że dasz sobie radę.

 Biegłem do szpitala ile sił w nogach. Wpadłem do recepcji tak, że od razu przyciągnąłem całą uwagę.
Szybko dostałem informację o _______. Zjawiłem się pod salą i bałem wejść do środka.
Ręce trzęsły mi się jakbym pierwszy raz miał się z nią spotkać.
A może to był ostatni raz?
Dlaczego nic nie powiedziała mi o chorobie?
W końcu otworzyłem drzwi. ________ leżała na łóżku i patrzyła się w telefon przesuwając palcem po ekranie. Kiedy mnie zobaczyła usiadła prosto. Widziałem wielkie zaskoczenie na jej twarzy.
Zamknąłem cicho drzwi i podszedłem bliżej.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Myungsoo…
Usiadłem na brzegu łóżka ______ i pogłaskałem ją po włosach.
- Co ci jest? – spytałem. Czułem że głos zaczyna mi się łamać.
- Nie wiem jak to określić. Ciężko wyleczalna choroba… Wiem, że mogę to wyleczyć… Ale…
- Ale co?
- Nie wiem ile zostało mi czasu.
Musiałem ją mocno przytulić. Pocałowałem ją w głowę i głaskałem jej piękne włosy. Pomimo tego szpitalnego zapachu czułem jej słodkie perfumy.
________ zaczęła głośno płakać.
- Przepraszam cię.
- To ja przepraszam – powiedziała pośpiesznie i wycierała łzy rękoma- Nie chciałam cię zranić. Naprawdę.
- Więc dlaczego tak się zachowujesz?
- Jakbyś się czuł jakbyś wiedział, że jest fatalnie? Nie chciałabym cię zranić jeszcze bardziej. Wolałabym żebyś o mnie zapomniał…
- Nawet tak nie mów.
- Myungsoo…! Ja nie chcę z tobą być, bo wiem, że to nie potrwa długo! Nie mogę być dla ciebie kimś więcej. Chcę żebyś znalazł sobie zdrową i miłą dziewczynę, która nie zostawi cię tak szybko jak ja mogłabym to zrobić…
Nie mogłem tego słuchać. Jeśli ______ myśli, że mógłbym być z kimś innym niż ona to myli się. Nie chcę innej dziewczyny. Nie chcę nikogo po za nią!
- Kocham cię.
_______ przytuliła się do mnie i zaczęła płakać.
- Bardzo cię kocham- powtórzyłem – Nie obchodzi mnie czy jesteś chora czy zdrowa. Kocham cię i już.
- Myungsoo Oppa… Nie powtarzaj tego tyle razy…
- Kocham cię. Kochasz mnie?
Pokiwała głową ściskając w rękach moją koszulkę i nadal szlochając.
Dłużej nie powstrzymałem łez.
- Byliśmy razem od dziecka. Od kołyski. Tyle przeszliśmy. Rozstaliśmy się i znowu jesteśmy razem. Błagam cię ________ -ledwo wypowiadałem słowa – Nie każ mi o tobie zapominać. Chcę uczestniczyć w twoim życiu, nie patrząc, jakie ono będzie. Ja cię kocham i nie zostawię cię. Nigdy.
- Też cię kocham, Myungsoo …! – mocniej się do mnie przytuliła.
- Na zawsze razem.
Odsunęła się ode mnie. Uśmiechnąłem się do niej i pokiwałem znacząco głową. Powoli złożyłem pocałunek na jej ustach…
Kiedy widziałem że jest zmęczona kazałem iść jej spać. Głaskałem ją po głowie przy czym cicho śpiewałem jej piosenki żeby szybciej zasnęła.
Przyjemnie było zobaczyć uśmiech na jej twarzy nawet w takiej chwili.

Codziennie przychodziłem do szpitala. Robiliśmy sobie śmiesznie zdjęcia, śpiewałem dla niej piosenki i pisaliśmy razem teksty. Chciałem za wszelką cenę odciągnąć ______ od myśli o swojej chorobie... I udało się.

***

Z biegiem czasu ______ czuła się coraz lepiej. Do dzisiaj wierzę, że nasza miłość sprawiła, że jej choroba odeszła w niepamięć.
Czasem było ciężko…
Czasem nie mogliśmy powstrzymać się od uśmiechu.
Było różnie.
W naszym życiu ja i ________ przeszliśmy wiele. Jednak razem pokonaliśmy każdą trudność.


Na zawsze razem.



~Sungmi

wtorek, 21 stycznia 2014

Zamówienia ~ Sungmi




A więc skończyłam całą moją listę (YAY!) więc ogłaszam że można u mnie już zamawiać. Jednak pod określonymi zasadami:

1. Przyjmę pierwsze 5 zamówień.
2. Jedna osoba może zamówić JEDEN scenariusz.

To chyba tyle :3 Tak więc jeśli ktoś chce zamówienie to proszę pod tym postem ^o^


Lista zamknięta!

Pierwsze 5 zamówień to :
-Myungsoo
- Xiumin
- Lay
- Youngjae
- Sungkyu


~Sungmi

Hyunseung ~ Love After Love


Scenariusz dla Mint Park.
To najdłuższy scenariusz w mojej historii. Mam nadzieję że się spodoba :3
Miłego czytania!





Pogoda nie dopisywała mi tego dnia. Szedłem wolno i patrzyłem na kolejny stawiany przeze mnie krok. Było mi obojętne to, że właśnie deszcz padał na mnie i byłem przez to cały mokry. Naokoło mijali mnie ludzie z parasolami i zastanawiali się, co za głupek moknie na deszczu ze zniszczonymi kwiatami w ręku.
 Skręciłem do baru. Musiałem się czegoś napić. Chociaż wody, czegokolwiek. W środku spotkałem się z dziwnymi spojrzeniami. No nic dziwnego. Woda kapała ze mnie. Wyrzuciłem kwiaty do kosza. Powiesiłem swój płaszcz na wieszaku i usiadłem przy barze. Odgarnąłem grzywkę do tyłu i zacząłem szukać wzrokiem barmana.
- Co dla pana?- spytał młody chłopak dosłownie wyskakując zza baru.
- Wodę… Wódę znaczy się.
- Czyli złamane serduszko? – zaczynał żartować, co przyprawiło mnie o uśmieszek. Aż tak to było widać?
- Troszeczkę – zaśmiałem się i pokiwałem głową.
Barman nalał mi kieliszek wódki i poszedł obsłużyć innych. Ja łyknąłem wszystko za jednym razem i zaczynałem powoli zapoznawać się z tym miejscem. Zrobiło mi się nieco chłodno, w przeciwieństwie uczucia ciepła w gardle. Niemniej byłem cały mokry i to było przyczyną moich dreszczy. Jednak jestem głupi. Zamiast przykleić się do jakiejś miłej pani z parasolką to na dodatek wolnym krokiem człapałem przez ten deszcz.
Co ta miłość robi z człowiekiem.
Spojrzałem na kwiaty, które niedawno wyrzuciłem do kosza. No tak. Jaka miłość?
Jakbym naprawdę ją kochał to właśnie teraz błagałbym na kolanach żebyśmy się pogodzili. Ale nie tym razem.
To ostatnia taka przygoda. Nie zniżę się do jej poziomu.
Znowu poczułem dreszcze. Poprosiłem o jeszcze jeden kieliszek. A może i szklaneczkę… No i coś do popicia. W każdym bądź razie coś, po czym będzie mi ciepło.

 Wkrótce chyba zrobiło mi się za ciepło. Wstałem z krzesła i zaczynałem się rozglądać za kimś do rozmowy. Niestety było już bardzo późno i liczba potencjalnie wolnych osób zmalała. Wszyscy przychodzili z przyjaciółmi.
Zauważyłem źródło ciepła. Ten grzejnik wezwał mnie do siebie a ja przylgnąłem żeby, chociaż trochę się ogrzać. Jak zwykle… Dziwne spojrzenia ludzi. No trudno.
- Ano…
Spojrzałem za siebie. Zobaczyłem ładne damskie nogi ubrane w zakolanówki. Stópki zakrywały czarne lakierki.
Wzrok poleciał wyżej. Nade mną stała ubrana w szkolny mundurek licealistka. Nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z taką dziewczyną w takim miejscu.
- Dlaczego leżysz przy grzejniku?
Trochę się zmieszałem. Bezpośrednia osóbka… Co taka młoda dziewczyna robi o tej porze w takim miejscu? Wśród upitych i mokrych mężczyzn… Ano tak. Sam byłem obecnie w takim stanie.
- Jest mi trochę zimno – wstałem i otrzepałem spodnie – A czemu pytasz?
- Może chcesz koc?
- Przepraszam bardzo, ale… - całkowicie mnie zdziwiła ta sytuacja – Jesteś licealistką tak?
- Tak.
- Więc kto cię tu wpuścił tak późno?
- To nie jest teraz istotne- powiedziała to poprawiając włosy – Pytałam czy chcesz koc? Coś ciepłego do picia?
- W sumie… Koc mógłby być.
- Poczekaj tutaj.
Dziewczyna otworzyła drzwi, które ja uznałem wcześniej za jakiś magazynek. Jednak to, co zobaczyłem w środku przypominało mi bardziej miejsce spotkań towarzyskich. Co to za bar ?!
 Oparłem się o grzejnik. Jak cieplutko.
 Nieznajoma podeszła do mnie z kocem i nawet mnie nim nakryła. Popatrzyłem na nią. Uśmiechnęła się.
- Yaa!- zawołałem za nią, kiedy chciała już iść – Jak masz na imię?
- _________ . A ty Oppa?
- Hyunseung.
- Hyunseung Oppa – powtórzyła uroczym głosem- Podoba mi się.
Złapałem za końce koca i bardziej się nim owinąłem. Jeszcze raz się uśmiechnęła i poszła do tego „magazynu”.
Nie wierzyłem za bardzo w to, co się tu działo. Naprawdę bardzo dziwne miejsce. Podszedłem do barmana i usiadłem na krześle.
- Co to za dziewczyna?
- Poznałeś już ______ ? To jest córka szefa. Nie radziłbym się z nią zadawać. Nawet mi nie pozwala z nią rozmawiać.
- Ale ona dała mi koc i właściwie to…
- Właściwie to, co? Hyung, nie mów, że ona ci się podoba.
- Za kogo ty mnie masz! To przecież licealistka…
- Dobrze, dobrze – zaśmiał się- Nie wnikam.
- Ej, - spojrzałem na niego złowrogo – Nic sobie nie myśl.
- Hyung… Spokojnie. Wody? – jego wzrok był znaczący.
Pokiwałem głową z uśmieszkiem.
Było tu całkiem przyjemnie. To nie zmienia faktu, że chyba za dużo wypiłem. Mniej więcej o tyle za dużo, że wpakowałem się do tego całego „magazynku”.
Były tu czerwone ściany, skórzane czarne fotele oraz sofa i szklany stolik.
- Halo…?
Nikt mi nie odpowiadał. Zdjąłem z siebie koc i położyłem na czarnej sofie. Rozejrzałem się dla pewności.
- Hyunseung Oppa…!
_______ pojawiła się obok mnie tak nagle, że prawie dostałem zawału. Złapała mnie za ramiona i wypchnęła z pomieszczenia, po czym sama wyszła i zamknęła drzwi.
- Nie wolno ci tam wchodzić, Oppa…!
- Nie wiedziałem, wybacz- lekko się zachwiałem.
- Oppa… Jesteś pijany.
- Nie prawda! Ja tylko nie wiem jak stąd wyjść…
- Idź się ubrać a ja zaraz przyjdę.
Tak też było. Ja ubrałem się i czekałem przy barze, po czym ______ przyszła do mnie i wyprowadziła z budynku. Miała na sobie płaszczyk i trzymała w ręku parasolkę.
Deszcz nadal padał a ja przyglądałem się temu jak _______ stara się otworzyć parasolkę.
- Daj to mi – zabrałem jej parasol i sam to otworzyłem. Było trudno, ale chciałem się popisać. Trochę tak jakby ta parasol się zacięła- A ty gdzie idziesz?
- Oppa…- mruknęła i podeszła bliżej mnie- Idę cię odprowadzić do domu, bo jesteś pijany.
- Nie pozwolę na to żeby młoda dziewczyna odprowadziła mnie do domu! Nie jestem pijany!
- Chwiejesz się.
- Nie chwieję!
- Hyunseung Oppa! Po prostu chodź.
Normalnie bym na to nie pozwolił no, ale… Byłem pijany. ______ wzięła ode mnie parasolkę i trzymając ją wysoko szła tam gdzie ja prowadziłem. Mieszkałem ulicę dalej i właściwie nie wiedziałem, dlaczego mokry siedziałem tyle czasu w tym barze.
- Hyunseung Oppa, dlaczego wyrzuciłeś te kwiaty?
- No wiesz… Były już brzydkie.
- A komu chciałeś je dać?
- Nieważne.
- No powiedz.
- _______, nie pytaj, bo ci nie powiem. To przeszłość. Bardziej mnie ciekawi, dlaczego do cholery licealistka odprowadza mnie do domu.
- Nie klnij, Oppa. Odprowadzam cię, bo jak już mówiłam jesteś pijany. Po za tym ochrona by cię wyrzuciła, bo zaraz zamykamy. Jest już 22:00.
- I ty nie boisz się o tej porze chodzić sama?
- Trochę tak. Ale przyzwyczajam się.
- Czyli codziennie odprowadzasz kogoś o tej porze?
- Nie, ty jesteś pierwszy, Oppa.
- A dlaczego nie można ci rozmawiać z barmanem?
- Mój ojciec jest bardzo…- widziałem, że unika kontaktu wzrokowego- Rygorystyczny. Zabrania mi zadawania się z płcią przeciwną.
- Rozumiem… Jak widać nie słuchasz się go.
- No nie bardzo. Lubię pomagać ludziom – uśmiechnęła się szeroko.
- Tak jak mi teraz, prawda? Właściwie to, po co zostajesz tak późno w tym barze?
- Bar jest w piwnicy a my mieszkamy na górze.
- Teraz wszystko rozumiem.
Wreszcie znaleźliśmy się pod moim domem. _______ od razu chciała już wracać, ale postanowiłem, że muszę się jej jakoś odwdzięczyć.
- Może wejdziesz do środka?
Spojrzała na mnie dość zdziwiona. No tak, pijany mężczyzna zaprasza ją do domu. Ale ja nie miałem przecież złych zamiarów. Nie jestem taki.
Po za tym… Jeszcze niedawno rzuciła mnie dziewczyna.
- Jestem pijany… Nie będę w stanie nic ci zrobić – zaśmiałem się.
Dobrze ze mi zaufała. Weszliśmy do mojego mieszkania na 2 piętrze budynku. _____ od razu zdjęła buty i płaszczyk, po czym zaczęła się rozglądać.
Może i byłem pijany, ale wiedziałem, co robić. Herbatę.
- Hyunseung, Oppa – spojrzała na to jak nieudolnie szukam po szafkach torebek z herbatą – Może ja to zrobię.
- Ah… No dobrze – zgodziłem się i usiadłem na barku. Trzymałem się rurki żeby nie polecieć.
Trochę kręciło mi się w głowie. Ale jeszcze jarzyłem fakty. W pewnym momencie zachciało mi się śmiać. Dlaczego?
Nie mam pojęcia.
- Oppa… Co się dzieje?
- Sam chciałbym to wiedzieć – śmiałem się.
________ też zaczęła chichotać. Zrobiła herbatę i usiedliśmy przy stole. Sam nie wiedziałem jak mam się przy niej zachować.
- Do której chodzisz klasy?
- Ostatniej – pomieszała herbatę dosypując cukru.
- Hm… A czy ktoś w ogóle wie, że wszyłaś?
- Aniyo.
- Co?!
- Zwyczajnie, nikt nie wie, że tu jestem. Powiedziałam tylko, że zaraz wracam. Ale zaraz i tak idę.
- Nie chcę nic mówić… Ale czuje się jeszcze trochę za ciebie odpowiedzialny.
- Nie musisz. Nie jesteś w stanie.
- ________ , jest już trochę późno. Może jednak powiem komuś żeby cię odprowadził.
- Nie trzeba.
- Ale…
- Hyunseung Oppa. Nie musisz.
- Jeśli tak uważasz…
Wtedy nie wiedziałem nawet ze rozmowa nam się tak fajnie potoczyła. ______ była naprawdę towarzyska, nawet bardzo mądra jak na swój wiek. Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny.
- Hyunseung Oppa, chcesz mój numer telefonu?
Naprawdę bezpośrednia. Właściwie pierwszy raz nie wiedziałem jak zachować się przy dziewczynie. To było dość… Dziwne uczucie.
Wymieniliśmy się numerami telefonów. Wtedy kazałem jej już iść do domu. Sam przy okazji zrobiłem się bardzo senny no i nadal lekko się chciałem odprowadzając ją do drzwi. Dalej chyba nie dałbym rady. Nawet sama musiała za mnie wpisać swój numer telefonu.
Obym ja to wszystko jutro pamiętał.

***

Dzisiaj poniedziałek. Cholerny poniedziałek. Dlaczego piłem akurat w niedzielę?
Spojrzałem na telefon. Pięć połączeń nieodebranych od mojej byłej. Czyli jednak zależy jej na mnie? Czy znowu na moim samochodzie i pieniądzach?
Nachyliłem się nad zlewem i przemyłem twarz zimną wodą. O tak, jak przyjemnie. Pomijając ten ogromny ból głowy i suchość w gardle.
Wpadłem do kuchni i złapałem za resztki herbaty stojącej w kubkach na stole.
Coś mi świta.
No tak! ________, pamiętam ją. Śliczna licealistka, która wczoraj odprowadziła mnie do domu i w tym miejscu piła ze mną herbatę. Chciałbym ją znowu zobaczyć…
Co ja wygaduję…?! Nie dość, że narażam się na gniew jej ojca to na dodatek ona jest ode mnie młodsza, o co najmniej pięć lat.
 Chciałem do niej zadzwonić, ale przecież ta dziewczyna ma teraz lekcje. Napisałem sms.

„ Wszystko w porządku? ;) „

Chyba, że ona też będzie zszokowana tym, że wczoraj spędziła wieczór z 24-letnim mężczyzną.
Tym czasem ja musiałem odprowadzić się do porządku. Dobrze, że mam wolne w pracy. Inaczej bym chyba nie dał rady. Musiałem wziąć środki przeciwbólowe żeby lepiej się poczuć.

 Około godziny 15:00 dostałem sms o treści:

„Oppa, spotkamy się?.”

Skąd mogłem wiedzieć gdzie mam przyjechać? Musiałem zadzwonić. ______ odebrała. Jej głos nie był zbytnio wesoły. Bardziej zmartwiony.
- Gdzie jesteś?
Dokładnie objaśniła mi, która to szkoła. Znałem to miejsce… Sam tam chodziłem. Szkoła dla najlepszych uczniów. Mogę się tym pochwalić.

 Przyjechałem swoim sportowym samochodem pod samą szkołę. Zaparkowałem przy bramie. Wysiadłem z samochodu i rozglądałem się. Zobaczyłem jak _______ biegnie w moją stronę. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo od razu mnie przytuliła.
- Co się stało?- spytałem widząc, że jednak nie jest wesoła.
- Masz teraz czas?
- No t-tak. Ale coś złego?
- Nie, po prostu zawsze chciałam mieć takiego Oppę…
Nie spodziewałem się tak szczerego wyznania w takim miejscu. Widziałem jak dziewczyny przyglądają się nam i najwidoczniej zazdroszczą _______. Naprawdę posiadanie Oppy było aż tak ważne?
- Ale mam nadzieję że to nie dla uznania wśród koleżanek prawda?- odsunąłem ją od siebie.
- Nie bądź głupi Oppa- szturchnęła mnie lekko i się zaśmiała – Już wczoraj bardzo cię polubiłam. Myślałam, że nie przyjedziesz.
- No wiesz… Nie chcę być wybredny czy coś… Ale przeraża mnie myśl że twój tato może mnie za to zabić albo coś…
- O niczym się nie dowie! Obiecuję. Ty też obiecaj.
- Dobrze. Obiecuję.





***

 Od tamtej pory codziennie się widywaliśmy. Kiedy ______ kończyła lekcje chodziliśmy na obiad i tam wymienialiśmy się nowymi historyjkami z dnia codziennego. Było bardzo przyjemnie mieć Dongsaeng.
 Trudno było mi na początku z nią rozmawiać. Nie miałem do czynienia z licealistką, nie wiedziałem, jakie one teraz są. Ale i tak _______ różniła się od innych. Była mądrzejsza i inteligentniejsza niż moja była dziewczyna w moim wieku.

 Tego dnia tak samo jak wcześniej skończyłem pracę i piechotą przyszedłem pod szkołę ______. Oparłem się o murek i przyglądałem okolicy.
Wtedy zadzwonił dzwonek sygnalizujący zakończenie lekcji. W pewnej chwili przede mną zatrzymał się jakiś samochód. Ukradkiem przyglądałem się dwóm gościom wysiadającym z niego. Byli ubrani w czarne garnitury. Naprawdę wyglądało to dość podejrzanie.
Jeszcze gorzej było, kiedy zauważyłem, że idą w moją stronę.
Zacząłem się rozglądać za możliwością ucieczki, ale zauważyłem, że jeden z nich idąc do mnie wskazuje na broń wystającą zza jego paska do spodni. Cholera.
- Idziesz z nami po grzeczności czy mamy cię obezwładnić?- spytał wyższy.
- Ale o co chodzi? Co takiego zrobiłem?
- Ty już wiesz, co. To jak?
Niemiałem wyboru. Koleś poklepał mnie po ramieniu i zaprowadził do auta. Przyznam, że się bałem. Bo niby, co mogłem takiego zrobić?
Powoli ruszyliśmy spod szkoły. Odwróciłem głowę w tył zobaczyłem ________. Widziałem, że krzyczy… Czyli jednak to o nią chodziło. Mogłem się domyślać, że kierowca samochodu to jej ojciec. Albo po prostu dopiero mnie do niego zawiozą.

 Dobrze myślałem. Wysiedliśmy na całkowitym odludziu. Był stąd widok na całkiem duże jezioro. A ja byłem tam sam trzymany za ramiona przez dwóch gości. Przede mną stał ojciec _______.
- A wiec, dobrze wiesz, o kogo chodzi. Albo się od niej odczepisz albo inaczej pogadamy.
- Przepraszam za to, ale nie mogę się z panem zgodzić… Nie mam złych zamiarów, co do _______. Tylko się przyjaźnimy.
- Nie chcę tego nawet słuchać, już ja wiem swoje. Nie uśmiecha mi się to, że moja córka „przyjaźni się” z kimś takim jak ty.
- Czy panu uśmiecha się żeby ona w ogóle miała przyjaciół?
Dostałem za to po twarzy. Mogłem się spodziewać.
- Nie twój interes! Masz się do niej nie zbliżać. Ma się jej nie stać żadna krzywda.
- Jakbym miał ją skrzywdzić to już dawno bym to zrobił!- krzyknąłem.
- Nie dyskutuj ze mną tylko po prostu się od niej odczep! Macie się nie spotykać. A ona ma się o tym nie dowiedzieć…
- A co jeśli ona już to wie?
Ojciec ______ widocznie był w lekkim szoku. Chyba nie widział jej jak wybiegła ze szkoły i spodziewał się tego.
W skrócie. Zostałem pobity i zostawiony na takim odludziu, że nawet nie wiedziałem gdzie to jest. Jedynie mogłem złapać za telefon i odebrać go, bo akurat zadzwonił ponownie jak ci ludzie odjechali.
- Halo…?
- Hyunseung Oppa! Gdzie jesteś?
- Nie mam pojęcia – powiedziałem spokojnie.
Wcale nie byłem zły, ani specjalnie tym przejęty. Nikt nie odbierze mi mojej Dongsaeng.
- Oppa, przepraszam cię za to!
- To nie twoja wina. To twój ojciec.
- Obiecałam, że on się nie dowie, ale niestety… Nie chcę żeby coś ci się znowu stało.
- Tylko nie mów, że to koniec naszej znajomości… Na to nie pozwolę.
- Ale Hyunseung…
- Uwierz mi. Wszystko będzie dobrze…

***

 Bałem się, że nie będzie tak kolorowo. ________ kłamała ile mogła żeby się ze mną zobaczyć. Ciągle żyłem w strachu, że mi ją zabiorą. Ale jak na razie wszystko było dobrze. No prawie dobrze…
 Nie licząc tego, że jej ojciec zabraniał jej coraz częściej wychodzić. Jej przyjaciółki całkiem nieźle ją kryły.
 No i pewnego dnia wszystko szlag trafił.
Byliśmy w wesołym miasteczku. Kupiłem ______ watę cukrową a sobie coś do picia. Nawet bawiliśmy się zimnymi ogniami. Oglądaliśmy przedstawienie połykacza ognia. Wszystko było idealnie.
- Hyunseung Oppa, chodź tam…
Słodka. Mogłem iść z nią wszędzie. Kupiliśmy bilety. Była to całkiem ciekawa atrakcja. Parę wolnych okrążeń w dużej kuli. Taka jakby wolna kolejka.
Było stąd widać prawie całe miasto. Naprawdę piękny widok. Miliony światełek z budynków wyglądało jak gwiazdy na ziemi.
A obok mnie moja gwiazdka.
- Oppa, dlaczego tak mi się przyglądasz?
- Chciałabyś żebym cię pocałował?
Zauważyłem, że jest nieśmiała. W tym momencie pierwszy raz widziałem ją taką. Ale naprawdę nie wiem, co mi strzeliło z tym pytaniem.
- Znaczy się, żartowałem!- usiadłem prosto i śmiałem się sztucznie – Nie żeby coś, ale nie jes…
Nawet nie dokończyłem. _______ trzymała swoje delikatnie dłonie na moich ramionach i to ona sama mnie pocałowała. Zamknąłem oczy i przechyliłem głowę w bok. Objąłem ją delikatnie w pasie.
Naprawdę nie czułem się tak przy żadnej innej dziewczynie.
Czy to jest prawdziwe uczucie czy tylko mi się wydaje?

 Miałem zamiar odprowadzić ją kawałeczek do domu, ale nie zgodziła się. Nie chciała nas narażać na to. Oficjalnie była u koleżanki w domu i jej mama o tym wiedziała.
Zwątpiłem, kiedy pojawił się samochód jej ojca. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Widziałem strach w oczach _______.
Tych samych dwóch gości trzymało mnie za ramiona i nie pozwoliło uciekać. Ale nadetnie chciałem. Najbardziej bolało mnie to że inny koleś zaciąga ______ do auta.
- Hyunseung! Przepraszam!
- Nie martw się! – szarpałem się jak mogłem- To nie jest koniec!
- Jeśli tak myślisz to się mylisz…- mruknął jeden z gości.
Mogłem już tylko patrzeć jak odjeżdżają samochodem i zabierają ode mnie _______. Wtedy, kiedy zaczęło się w miarę układać i chcieliśmy poprosić jej ojca o zgodę na naszą znajomość wszystko się zepsuło.

***

Minął miesiąc. Niemiałem kontaktu z ______. Kiedy chciałem wejść do baru zostawałem wyrzucony. Za każdym razem.
Nie wiedziałem, co robić a tak mi jej brakowało. Czułem, że to prawdziwa miłość. A co najśmieszniejsze wszystko stało się tak nagle.

 Skończyłem robotę i przyjechałem do domu. Kiedy tylko spojrzałem w stronę moich drzwi ujrzałem to, czego tak mi brakowało.
______ spała oparta o moje drzwi. Obok niej były torby a w nich jak się domyślałem jej rzeczy i ubrania.
- ________ !- potrząsnąłem nią – Co tu robisz?!
- Hyunseung…!- przytuliła się od razu, kiedy tylko wstała- Uciekałam z domu… Do ciebie.
- Ale przecież jeszcze nie możesz, twój ojciec nas zamorduje!
- Nie musisz się nim przejmować.
Wstała i znowu mnie mocno przytuliła. Czułem, że chce się rozpłakać, ale nie mogła… Takie rzeczy się czuje, tak?
- Dzisiaj są moje urodziny. Mam już 18 lat i mogę robić, co chcę. Więc, proszę zamieszkajmy tu razem. Nadal mnie lubisz?
- _______... Ja cię kocham.
Widziałem w jej oczach zaskoczenie. Jej policzki zostały splamione łzami. Jedyne, co mogłem teraz zrobić to pocałować ją.
Wiem, że to się nie trzyma całości. Wiem to. Ale wiem też, że nic niestanie na drodze prawdziwej miłości.
Myślę, że _______ również mnie kocha. Miałem takie wrażenie, że to ona pierwsza się mną zauroczyła. A może nawet wtedy w barze, dlatego mnie zaczepiła… To wszystko było jej zasługą.

***

Mieszkaliśmy razem już rok. Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Poza jedną kwestią. _______ od tamtej pory wcale nie rozmawiała ze swoim ojcem. Była odcięta od niego. Nie wyglądała jakby jej go brakowało. Ale przy okazji brakowało jej częstego kontaktu z mamą. Ona odwiedzała nas rzadko, ponieważ musiała pracować a my nie mogliśmy do niej iść ze względu na ojca _______.

 Pewnego wieczoru zdecydowałem…
- _______, wyjdziesz za mnie?
Niecierpliwie czekałem na to jedno słowo. Miałem 99% pewność, że się zgodzi. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Tak…! – od razu rzuciła mi się na szyję a ja mogłem ją przytulić tak jak chciałem to zrobić.
Nałożyłem jej pierścionek zaręczynowy na palec i uśmiechem pocałowałem ją w usta.

Wiedziałem, że to ta jedyna. Kiedy tylko się poznaliśmy nie miałem pewności czy to się uda. Była ode mnie młodsza. Wiek i jej ojciec to były jedyne przeszkody. Ale obie udało nam się pokonać.
W dniu naszego ślubu wszystko było już idealne. Jej ojciec zjawił się na ślubie i zaprowadził ją do ołtarza. Wszystko zdarzyło się w ostatnim momencie. Zanim złożyliśmy przysięgę zauważyłem jej łzy szczęścia.
O aż do dzisiaj nic nie potrafiło zbić mi z twarzy uśmiechu.
A _______? Kocham ją.
A ona kocha mnie… Mężczyznę, którego postawiła do pionu zaraz po rozstaniu i któremu wręczyła koc, kiedy leżał w barze przytulony do grzejnika.
I jak to wszystko brzmi?
Co najmniej śmiesznie.

Ale ważne jest to, że wszystko skończyło się dobrze, prawda?


~ Sungmi

niedziela, 19 stycznia 2014

N ~ Nieznajomi

 Scenariusz dla Pri_Marshmallow
Miłego czytania :3




Pracowałam w kwiaciarni oddalonej od mojego domu o dwie uliczki. Zawsze rano wychodziłam z domu i mijałam się z moim sąsiadem z naprzeciwka. On do pracy jechał samochodem a ja szłam piechotą. Chodziliśmy w dwie rożne strony jednak wpadaliśmy na siebie na klatce schodowej. Wychodziliśmy i wracaliśmy o tej samej porze.
Trwaliśmy już tak pół roku. Nigdy się nie poznaliśmy ani nie rozmawialiśmy ze sobą. Nawet nie zwykliśmy na siebie patrzeć.
Chciałam go poznać, nie ukrywam tego. Czułam, że dogadalibyśmy się. Wyglądał dość przyjaźnie i na pewno byłoby fajnie czasem spędzić razem czas, jako przyjaciele.

 Dzisiaj tak samo jak codziennie wracałam do domu z pracy. Powoli zaczynało się robić ciemno o tej porze. Weszłam spokojnie po schodach. Nie zauważyłam jeszcze nieznajomego sąsiada. Zazwyczaj szedł zaraz za mną albo stał już przy drzwiach. Niestety dzisiaj go nie było.
 Przyznam, że się martwiłam. Może to i głupie, ale myślałam o tym, co mogło się stać, że dzisiaj go nie ma.
Zajęłam się robieniem kolacji. Mieszkałam sama i sama zarabiałam na siebie. Miałam część oszczędności od rodziców i to mi starczyło. Moje mieszkanie było malutkie. Jeden pokój, kuchnia połączona z salonem, korytarz i łazienka. Całkiem przytulnie się tu urządziłam.
- Chyba czas wyrzucić śmieci…- spojrzałam na wypełniony po brzegi i wyżej kosz na śmieci. Zebrałam je w worek i zaczęłam nakładać buty żeby iść na dół i je wyrzucić.
Otworzyłam drzwi do mojego mieszkania i od razu upuściłam worek. Podbiegłam do drzwi domu mojego sąsiada.
Leżał pod drzwiami i starał się otworzyć je, ale nie miał sił się podnieść. Jego twarz była zakrwawiona, był zwyczajnie pobity. Miał rozdartą koszulkę i spodnie na kolanie.
Byłam przerażona. Od razu znalazłam się obok niego i złapałam za ramiona.
- Co się stało? Pomóc ci?
Był ledwo przytomny. Pomogłam mu wstać i zaciągnęłam do siebie do mieszkania. Zastanawiałam się, kto i dlaczego mu to zrobił. Bardzo mnie to wystraszyło. Padł od razu na krzesło w kuchni i odchylił się na nim maksymalnie wycierając z twarzy krew rękawem. Szybko wzięłam pierwszą lepszą z brzegu chustkę i zaczęłam mu w tym pomagać. Perfekcyjnie zajęłam się jego ranami i przeczyściłam je wodą utlenioną. Przykleiłam plastry na jego rozciętą wargę. Ręce mi się trzęsły. Ciągle patrzył w podłogę. Widząc, że są to różowe okrągłe plastry w kropki zaśmiał się.
- Podoba mi się ten wzorek – powiedział i spojrzał na mnie.
- Cieszę się – odparłam lekko zawstydzona – Chciałabym o coś spytać…
- Jak to się stało?
- T-tak…
- Zwykła sprzeczka ze znajomym.
- Wiesz… Zwykła sprzeczka, ale nieźle cię urządził. Ledwo stałeś na nogach.
- Bardzo mnie po prostu bolała głowa. Dostałem w tył głowy kijem bejsbolowym.
- C-co?!
- Ale nic mi nie jest! – od razu otworzył szerzej oczy – Tak właściwie ja też mam pytanie.
- Tak?
- Dlaczego mi pomagasz?
Trochę nie wiedziałam jak to ująć w słowa. Dlaczego mu pomagałam? Może, dlatego że pomaga się ludziom, którzy leżą zakrwawieni pod drzwiami.
- Trochę mnie przeraziło to.
- Rozumiem… Nazywam się Hakyeon. A ty?
- ________ . Miło mi.
- Mi również. Dziwię się, że jeszcze się nie znamy… Zawsze widzę cię rano i popołudniu, ale nigdy nie miałem odwagi się odezwać.
Zaśmiałaś się. Skończyłaś doprowadzanie jego twarzy do normalnego stanu. Hakyeon przyjrzał się w lustrze, które było w korytarzu.
- Bardzo ładnie ci to wyszło… No a ja bardzo ci dziękuje. Sam bym sobie nie poradził – powiedział bardzo spokojnie i położył mi ręce na ramionach- Jestem wdzięczny. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Nie no, to było bezinteresownie – zaśmiałam się niezręcznie – Wdzięczność starczy.
- Jeszcze kiedyś się rozliczymy – uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu – Jeszcze raz bardzo dziękuję i do zobaczenia.
Wyszedł z mojego mieszkania i pomachał do mnie. Kiedy tylko zamknęłam za nim drzwi przylgnęłam do nich i zsunęłam się na podłogę. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze będziemy ze sobą rozmawiać. Hakyeon był wdzięczny za to, co dla niego zrobiłam. Myślę, że to dobry początek naszej znajomości.

***

 Wreszcie koniec mojej pracy. Sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu, pozamykałam wszystkie okna. Kiedy zbierałam swoje rzeczy usłyszałam, że wszedł jeszcze jeden klient. Weszłam za ladę i wtedy zobaczyłam Hakyeona. Uśmiechał się lekko i przyglądał mi.
- Chciałbym kupić kwiaty. Może mi coś doradzisz?- spytał rozglądając się dookoła.
- A jakiś konkretny rodzaj?- podeszłam do niego.
- Może jakiś bukiet? Dla dziewczyny…
Starałam się utrzymać uśmiech na twarzy. Nie ukrywałam, że wiadomość, iż on ma dziewczynę bardzo mnie zaskoczyła. Chciałam żeby coś między nami „zaiskrzyło”. Wskazałam na kwiaty z wystawy.
- Myślisz, że się jej spodobają?
- Są bardzo ładne.
- Podobają ci się?- uśmiechnął się szeroko.
- T-tak.
- To chciałbym takie.
Wzięłam kwiaty i zaczęłam je ładnie ozdabiać. Co prawda to prawda… Mogłam już go wyprosić, bo było po czasie, ale podobał mi się. Niestety tak jak mogłam się spodziewać… Miał już kogoś.
Kiedy tylko skończyłam robić bukiecik Hakyeon był pełen podziwu. Zapłacił za kwiaty i był bardzo zadowolony.
- Idziesz już do domu?- spytał.
- Tak, już skończyłam robotę- lekko się uśmiechnęłam.
- To idziemy razem.
Czyli jego dziewczyna przyjedzie do niego? Jeszcze lepiej. Wcale nie chciałam jej poznać a mogliśmy na nią trafić przy wejściu.
Weszliśmy po schodach i nadeszła pora pożegnania.
- To… Dobranoc – powiedziałam i skierowałam się do swoich drzwi.
- _______ - powiedział spokojnym głosem i podszedł do mnie, kiedy się odwróciłam. Wręczył mi kwiaty- To w podziękowaniu za ostatnią pomoc. Dziękuję.
Prawie zaniemówiłam. Kolana lekko mi się ugięły. Wzięłam kwiaty a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Tylko pamiętaj żeby je wstawić do wody bo zwiędną – zaśmiał się- Tak po za tym mogę prosić o twój numer telefonu?
- Oczywiście – wyjęłam telefon.
Wymieniliśmy się numerami. Wszystko było takie piękne. Nie pomyślałabym, że te kwiaty będą dla mnie. Naprawdę.
- Więc, do zobaczenia jutro ______ !
***

Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko było doszczętnie zniszczone. Szyby powybijane, kwiaty rozrzucone przed całą kwiaciarnią. A raczej przed jej szczątkami.
Z całego mojego dwuletniego dorobku i prowadzenia tego miejsca nie zostało mi prawie nic. Policja właśnie rozglądała się i pytała przechodniów oraz szukała kamer. Moje kamerki ze środka były zniszczone. Tak jak wszystko.
Na całe szczęście nigdy nie zostawiałam pieniędzy w kasie. Tylko to było dobrą wiadomością. Zresztą… Kasa była nietknięta.
Zadzwoniłam do Hakyeona. Musiałam się dobrze go wypytać o to czy zamknęłam kwiaciarnię. Kiedy tylko to zrobiłam powiedział, że zaraz przyjedzie i pomimo moich protestów zrobił to.

- Ja naprawdę przepraszam – zaczął od razu i złapał mnie za ręce. Byłam lekko zdziwiona jego zachowaniem.
- Ale za co?
- Bo to moja wina. To przeze mnie oni tutaj przyszli.
- Ale kto? Dlaczego?
- Wczoraj miałem wrażenie ze ktoś mnie śledzi. I że znowu mnie pobiją. A to wszystko, dlatego że mam dług. Ale nie myślałem, że odegrają się na mnie twoim kosztem… Musieli obserwować mnie i widzieć nas razem i dlatego zniszczyli to miejsce!
To, co mówił Hakyeon było dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Nie wiedziałam, dlaczego aż tak mnie przeprasza. Ale był bardzo przejęty…

 Policja ustaliła zdarzenia, ja wynajęłam firmę, która sprzątnęła ten cały bajzel. Hakyeon pomagał mi. Ciągle widziałam, że być podenerwowany i nieco przybity zarazem. Nie chciałam żeby tak było nawet, jeśli to przez niego te osoby zrujnowały mój biznes.
Kiedy tylko to się skończyło pojechaliśmy do mnie do domu. Zastanawiałam się, dlaczego Hakyeon nie jest w pracy. Powiedział, że wziął sobie wolne.
- Powiedz mi jak to jest, że to przez ciebie – zaczęłam rozmowę robią herbatę.
- Bo ci co to zrobili wtedy mnie pobili… Chyba widzieli że wracaliśmy razem wczoraj i postanowili zacząć uderzać na moich przyjaciół. Ale nie martw się. Ja to wszystko naprawię.
- Nie musisz nic robić… Nie wiadomo czy to oni…
- To byli oni!- wstał z krzesła i podszedł do mnie łapiąc za ramiona- Tak naprawdę nie zaczepiałem cię, bo nie chciałem żeby coś ci się stało!
Przytulił mnie do siebie. W życiu bym się tego nie spodziewała. Czułam jak jego serduszko mocno bije i jaki jest zdenerwowany.
- ______ …- odsunął głowę w tył i spojrzał mi w oczy – Wybaczysz mi to? Nie możemy ze sobą rozmawiać… To źle się dla ciebie skończy.
- Ale ja wcale nie chce przestać z tobą rozmawiać – głos zaczynał mi się łamać.
- Tak będzie lepiej dla ciebie… Wyprowadzę się stąd niedługo. Wszystko ci wynagrodzę, zapłacę za to.
Pocałował mnie lekko w czoło i odsunął się. Udał się do wyjścia. Nie mogłam się ruszyć. Jedyne, co dało moim uczuciom wolną drogę to dźwięk zamykanych drzwi. Łzy poleciały mi z oczu i nie mogłam ich powstrzymać.
Hakyeon zostawił mnie z mętlikiem w głowie. Wcale nie chciałam zerwać nim kontaktu…

***

Od tamtej pory minęło już pół roku. Nie mogłam się pogodzić z tym, że rozstaliśmy się w taki sposób. Było mi ciężko, chociaż nie spędziliśmy ze sobą dużo czasu. Zaledwie tydzień rozmów codziennie. Jednak bardzo szybko można się przywiązać do człowieka…
Skończyłam działalność. Zostawiłam wszystko w tamtym miejscu. Tak dla pewności, żeby nic nie przypominało mi o nim.
Lepiej jest zapomnieć prawda?
Ale się nie da. Było trudno, w szczególności, że nie miałam pewności tego, co on do mnie czuł.
BYŁO.
 Zmieniłam pracę. Obecnie pracowałam, jako sprzedawczyni. Byłam bardzo zadowolona z nowej pracy. Chyba bardziej się opłacała niż moja poprzednia działalność. Tutaj przynajmniej nie na mnie będzie leżała odpowiedzialność za zniszczenia sklepu.

 Właśnie weszłam do domu. Byłam bardzo zdziwiona faktem, że drzwi były otwarte. Pomyślałam, że nieźle mi się upiekło, że nikt mnie nie okradł. Weszłam do kuchni.
Upuściłam zakupowy na podłogę i otworzyłam szeroko usta.
Tego w życiu bym się nie spodziewała.
- _______ - uśmiechnął się i niepewnie podszedł do mnie- Cieszę się ze cię widzę… Przepraszam, że mnie nie było…
- Hakyeon…
Przytulił mnie do siebie i pogładził po włosach.
- Nie mogłem przestać o tobie myśleć. Kiedy tylko załatwiłem wszystkie sprawy chciałem wrócić. Przyjmiesz mnie jeszcze?
- Jeszcze pytasz – zaśmiałam się i zaczęłam powstrzymywać łzy szczęścia.
Zauważył to od razu i sam zaczął się śmiać, po czym wytarł rękawem łzę z mojego policzka. Powoli zbliżył się żeby złączyć nasze usta w ciepłym pocałunku.
Naprawdę myślałam że mnie zostawił… Tym czasem miałam dowód na to że miłość przychodzi szybko i nie łatwo się jej pozbyć.
Wiadome było jedno…

Będziemy żyć długo i szczęśliwie. 


~ Sungmi