niedziela, 9 lutego 2014

Youngjae ~ Don't leave me...


Scenariusz dla Blacky.
Miłego czytania!:3



***

- Mam nadzieję że to wszystko się nam opłaci. Chcę żebyśmy kiedyś wybudowali wspólny dom i kupili samochód…- powiedział Youngjae trzymając mnie za rękę.
- To miłe że o wszystkim myślisz. Jesteś wspaniały.
Pocałowałam go delikatnie w policzek. Właśnie szliśmy do banku żeby wpłacić tam nasze pieniądze i zabezpieczyć się na przyszłość. Byliśmy już parą od ponad dwóch lat i ostatnio Youngjaewyznał mi że chciałby spędzić ze mną resztę swojego życia. Na razie nie planujemy ślubu, jednak wiem, że będziemy ze sobą na zawsze. Na dobre i na złe, jak to mówią.
Weszliśmy do banku i usiedliśmy na krzesełkach przy drzwiach, w kolejce.
- Gdzie chciałabyś mieszkać?- spytał Youngjae.
- W jakimś spokojnym miejscu, ale blisko centrum… A ty?
- Też o tym myślałem. Trochę znudziło mi się to mieszkanie w bloku… Gdzieś trzeba pomieścić małe Yoo…
Zaśmiałam się kiedy Youngjaepogłaskał mnie po brzuchu. Był taki zabawny, idealny, czuły. Dawniej żył chwilą, i nie obchodziło go to co się stanie. Jednak teraz było inaczej, ponieważ chciał wiedzieć czy się na wszystko zgodzę. Bardzo liczył się z moim zdaniem planując nasze życie.
W końcu przyszła nasza kolej. Youngjaeposzedł do okienka a ja jeszcze powiesiłam płaszczyk na wieszaku. 
Pisk kobiety. 
- _________!
Odwróciłam się w prawo i zobaczyłam jak Youngjaebiegnie w moją stronę jednak za chwile padł na ziemię i kazał mi się schylić. Zanim zdążyłam coś zrobić poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu i zakrywa moje usta dłonią.
- Wszyscy na ziemię! – krzyknął mężczyzna który mnie trzymał.
Do okienek podbiegło dwóch innych mężczyzn i z pistoletami w rękach żądali od kasjerek pieniędzy. Włączył się alarm. Nie wiedziałam co robić. Spojrzałam w stronę Youngjae.
- Oddawaj pieniądze bo ona zginie!- krzyknął jeden z facetów.
Zrobiło mi się słabo i gorąco jednak moje serce biło jak szalone, z poczucia strachu i z bólu jaki zadawał mi ten mężczyzna ściskając mnie za szyję i zakrywając usta brudną, czarną rękawiczką.
Nie szarpałam się. To byłoby bez sensu.
Kasjerka nie chciała oddawać pieniędzy. Zaczęła krzyczeć i przez to padł drugi strzał. Zaraz po tym inny ludzie schowani po kątach zakryli sobie oczy i zaczęli panikować.
- Pośpiesz się bo zaraz będzie tu policja! – krzyknął napastnik za moimi plecami.
Popatrzyłam na Youngjae jeszcze raz. Leżał on dosłownie na środku i ciągle patrzył na mnie. Ciężko mu było oddychać. Z daleka widziałam jego zaszklone oczy.
Napastnik przyłożył mi lufę pistoletu do skroni.
- Wszyscy pakować kasę bo ona zginie!
Odblokował magazynek.
Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Zamknęłam oczy do których napłynęły mi łzy. 
Youngjaezerwał się z podłogi. Co ten głupek do cholery robi?!
Zanim zrobił pierwszy krok…
Zanim jego krew nie znalazła się na mojej twarzy i na ubraniach.
Zanim on nie zrobił tej głupoty…
Nie płakałam.
- Youngjae!!!
Wyrwałam się z uścisku mężczyzny. Poczułam wielki ból w mojej nodze. Padłam na podłogę tuż przed nim. Nawet nie liczyłam już strzałów.
Nawet nie liczyłam już czasu.
Do cholery, chcę jeszcze zobaczyć jego twarz!
- Youngjae!- ledwo dotknęłam jego palców swoja dłonią. Podniósł powoli głowę. Uśmiechnął się.
Jego uśmiech był splamiony czerwienią.
- Chciałem cię uratować… Przepraszam…
- Nie…! Youngjae!- zalewałam się łzami.
Nie widziałam już jego twarzy. Jedynie usłyszałam głos z megafonu – „Prosimy opuścić budynek z rękoma za głową!”.
Dźwięk karetki na sygnale.
Ten pusty dźwięk…

***

- Niestety ofiara zmarła na miejscu zdarzenia…
Słowa policjanta dotarły mocno głęboko mnie. Podsłuchałam tylko kawałek rozmowy, gdyż nie byłam w stanie nic więcej usłyszeć. Byłam półprzytomna i ledwo mogłam oddychać. Nie wiedziałam co ze mną będzie…
A Youngjae? To już koniec?
Czy nigdy go już nie zobaczę?
Znowu płakałam. Całą drogę do szpitala płakałam. Ból mojej postrzelonej nogi był niczym w porównaniu do straty Youngjae… Niczym.
Zamknęłam oczy, gdyż mój organizm nie dał rady.

*** 

Otworzyłam powoli powieki. Głowa strasznie mnie bolała. Chyba od tego zapachu. I tej kroplówki… Kroplówki?
Uświadomiłam sobie gdzie jestem. Nie mogłam uwierzyć że aż tutaj dotarłam. Kroplówka? Przecież postrzelono mnie tylko z nogę. Więc dlaczego tak źle się czułam?
- Doktorze, pacjent się obudził- powiedziała pielęgniarka.
Do środka wszedł lekarz i spojrzał na mnie. Poświecił mi małą lampeczką po oczach.
- Ze względu na fatalne miejsce w którym była kula musieliśmy wykonać nieco poważniejszą operację. Ale dzisiaj jest już w porządku. Była pani w całkowitej 24 godzinnej narkozie z powodu osłabienia organizmu. To prawdopodobnie przez stres i strach.
Słuchałam całego wykładu doktora. Zauważyłam że moja noga jest owinięta grubym bandażem. Ból był nieco mniej intensywny ale nadal go czułam.
- Bardzo boli?
- T-tak trochę… Nawet bardzo – przyznałam.
- Zaraz podamy pani środki przeciwbólowe.
- Dziękuje.
Lekarz zawołał pielęgniarkę i opuścił pomieszczenie. Byłam strasznie spokojna. Nawet nie mogłam ruszyć głową. Chyba nie docierało do mnie to co się stało.
Przecież ja go straciłam…
Czułam się winna że dałam się złapać na zakładnika.
Nie musiał tego robić. Nie musiał mnie ratować, przecież to było tak ryzykowne.
Tak bardzo… mnie kochał?
Pielęgniarka dała mi mocne środki przeciwbólowe i powiedziała żebym poszła już spać. Nie chciałam, ale byłam taka senna…

***

Chciałam umrzeć. Jak mogę żyć bez Youngjae?
Dlaczego to musiało się tak potoczyć?
A teraz jedyne czego chciałam to spotkać się z nim. Kocham go, na litość boską. Więc dlaczego akurat nam musiało się to zdarzyć?

Miałam straszny sen który od razu zerwał mnie z łóżka. Otworzyłam szeroko oczy i rozejrzałam się dookoła sali. Coś jednak zatrzymało mój wzrok w jednym punkcie. 
- Yeobo… Spójrz na mnie…
Podniosłam wzrok do góry. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzałam na zegarek. Położyłam się spać godzinę temu… To nadal był sen?
- Youngjae…?
- Nie poznajesz mnie?- zaśmiał się, a jego głos lekko się łamał. Usiadł na brzegu mojego łóżka i złapał mnie za rękę delikatnie- Tęskniłem.
- Myślałam że…
- Co myślałaś?
- Oni powiedzieli że nie żyjesz… Policja…- zaczęłam płakać.
Youngjae pogłaskał mnie po włosach. Jego łzy kapały na pościel. Czułam jakby zatrzymał się czas. Jakby nic się nie wydarzyło. Tak bardzo chciałam żeby on był dalej ze mną, i nic się nie zmieniło.
Spojrzałam na niego znowu. Miał ramię owinięte w bandaż, i kawałek klatki piersiowej.
- Co tak naprawdę ci się stało? -spytałam.
- Postrzelono mnie w ramię ale kula nieco mnie uszkodziła. Nic poważnego. Słyszałem o tobie od lekarza. Będzie dobrze prawda?
Pokiwałam głową i nie ściskałam go już tak bardzo jak przed chwilą. 
- _______, jak mogłaś myśleć że ja nie żyję? – uszczypnął mnie w policzek.
- Bo oni tak mówili… I w ogóle…!- nie mogłam już dalej mówić. Wtuliłam się w niego a on objął mnie mocno rękoma.
- Yeobo…
Youngjaepocałował mnie delikatnie w czoło a potem w policzek. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i powoli przestawałam płakać.
- Wiesz co?
- Co?
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, kocham…! Zawsze cię kochałam i będę kochać.
- Też cię kocham - Youngjae spojrzał mi prosto w oczy i przymknął lekko powieki- Dlatego żeby z tobą być, umierałem już wiele razy… 

~Sungmi

czwartek, 30 stycznia 2014

Sungkyu ~ Sooner or Later


Scenariusz dla Min Jung.

Długo myślałam nad tym jak połączyć w tym scenariuszu jeszcze Woohyuna (na życzenie Min Jung :3)... Nie wiem czy wyszło dobrze ale mam nadzieję, że tak czy inaczej scenariusz się wam spodoba ^^

Miłego czytania!



***

- ________ ! Wstawaj…
Przyjemny głos szeptał mi do ucha, że dzisiaj jest piękny dzień i trzeba wstać. Przez to wszystko myślałam, że już weekend a tym czasem głosik mnie oszukał.
- Jest czwartek, ale słoneczny! – zawołał radośnie Woohyun.
Zaśmiałam się po chwili i rzuciłam w niego poduszką. Jego wesoła twarzyczka budziła mnie każdego ranka i zachęcała do podniesienia chociażby jednej nogi z łóżka.
Byliśmy przyrodnim rodzeństwem, mieliśmy wspólną mamę, z którą mieszkaliśmy. I tak już od dziecka. Woohyun był rok starszy ode mnie. Razem chodziliśmy do wspólnego liceum.
- _______! Chodź, bo śniadanie wystygnie!
I już wiedziałam, że mama ma dzisiaj na rano do pracy.
- Chwilkę! – krzyknęłam z łazienki i zapięłam ostatnie guziczki koszuli od mundurka.
Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni. Spojrzałam na stół. Woohyun ledwo powstrzymał swój śmieszek.
- Co wystygnie? Kanapki?! – oburzyłam się.
- Wybacz, ale musiałem wprowadzić trochę dramatyzmu, bo mamy mało czasu – zaśmiał się uroczo – Nawet, jeśli nie wystygną to i tak musisz się pośpieszyć.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Potem spokojnie wyszliśmy z domu i szliśmy do szkoły. Dzisiaj rzeczywiście była śliczna pogoda. Słoneczko mocno świeciło, ale przy tym wiał chłodnawy wiaterek.
Idąc zauważyliśmy ślicznego bezpańskiego kotka. Był czarnobiały i na łapkach miał tzw. skarpetki koloru czarnego. Czubek ogona również był czarny tak jak i uszy.
- Jaki słodki!- zachwyciłam się i od razu zaczęłam go głaskać.
Jednak zauważyłam, że on woli łasić się do nogi Woohyuna. Namu zachichotał, kiedy poczuł, że ogon kotka trochę go łaskocze.
- Jak będzie tu, kiedy będziemy wracać to weźmiemy go sobie?- spytałam się robiąc swoją uroczą minkę. Wiedziałam, że wtedy to już na pewno mi nie odmówi.
- Dobrze już weźmiemy go…
Przytuliłam Woohyuna przez chwilę i znowu mogliśmy iść do szkoły. Kot został w tym miejscu i wydawało się, że macha nam ogonem na pożegnanie.
***




- Woohyun-ah! – krzyknęłam i podbiegłam do kota- Czekał na nas!
- Kot na nas czekał…- mruknął pod nosem i zaśmiał się- Bez przesady _____!
- Właśnie, że czekał, czekał na twoją nogę. Lubisz nogi Woohyuna Oppy, prawda?- pogłaskałam kotka po pleckach – Dobra kicia… Jakby cię tu nazwać.
- A to kocur czy kotka?
- Kotka chyba… Nie wiem!
- Nie będę macał kota!- oburzył się Woohyun- Ty zobacz!
- Yah… - byłam zmuszona dowiedzieć się tego sama. Po krótkim rozeznaniu uśmiechnęłam się – Kocur. To świetnie się składa. Ale chyba innej orientacji…
- Dlaczego niby? – Namu przykucnął obok mnie.
- Bo lubi twoje nogi, nie moje.
- No widzisz, ja mam lepsze nogi- pogłaskał kotka- Dobry masz gust, śliczny kotek… No dobra zgarniamy tego kota. Trzeba go nakarmić.
Wzięłam kotka na ręce. Wiedzieliśmy, że jest bezpański, bo ile lat tędy chodzimy nie było tu żadnego kota. A jak już były to u kogoś na podwórkach i były one jeszcze młodziutkie. Ten był nieco starszym kotem, więc na pewno nikt go tutaj nie wziął.
Całą drogę do domu kot siedział spokojnie i przyglądał się nowej okolicy. Woohyun co chwila głaskał go.
Weszliśmy do domu. Mamy jeszcze nie było, ale nawet nie pytaliśmy się jej o zdanie. Nie mieliśmy zwierząt, więc i tak pewnie by mało ją to obchodziło. Cudem było, kiedy ona w ogóle była w domu…
Była to kobieta, która dążyła do zdobycia pieniędzy i karierę przekładała ponad rodzinę. Moje dzieciństwo wyglądało tak, że to Woohyun częściej się mną zajmował niż ona. Kiedy nie mogłam spać to brat czytał mi książki, kiedy była burza to do niego pierwsze przychodziłam. Kiedy ktoś mi dokuczał nie bał się załatwić tego siłą w moim imieniu. I żeby nie wiem co się stało… Zawsze był po mojej stronie.
Zostałam z kotkiem przed domem a Woohyun poszedł po coś do jedzenia. Przyniósł mu trochę kurczaka z wczorajszego obiadu.
- To jak go nazwiemy? – spytał siadając obok mnie na schodach i przyglądając się jak kocur wcina jedzonko.
- Nie mam pojęcia.
- Namu.
- Chciałbyś, może jeszcze Woohyun od razu.
- Całkiem ładnie, podoba mi się- zaśmiał się.
- Eh…
- Nazwijmy go Honey. Tak uroczo.
- To chyba, dlatego że to jedyne słowo, jakie znasz po angielsku.
- Nieprawda! Znam jeszcze STAR!
- No, ale tak go nie nazwiemy!
- No to wymyśl coś…
Chciałam użyć tego, co miałam pomiędzy jednym a drugim uchem, ale nie miałam wcale pomysłu na to imię dla kocura. Westchnęłam głęboko i spojrzałam na brata.
- Może być już Namu.
- Yay! – przytulił mnie na chwilę – Wychowam go na swoje podobieństwo.
Mimowolnie zaczęłam się śmiać. Woohyun naprawdę czasami udawał głupka a czasami po prostu nim był.  Jednak nikt nie był w stanie go zastąpić.
- Namu! Namu!- Woohyun wołał kota do siebie i wskazywał na swoją nogę- Do nogi!
Parsknęłam śmiechem. Przecież żaden normalny kot nie podejdzie do kogoś, kiedy woła się go… jak… psa… Dobra. Ten kot był nienormalny. Podszedł do Woohyuna jak zaczarowany od razu ocierając się o jego nogi. Jednak się myliłam… Woohyun musiał mieć to coś, że koty go po prostu lubiły.
Wziął go na ręce jak dziecko i zaczął się kołysać z nim na boki.
- Słodki kiciuś! – głaskał kota po brzuszku – Yi yi yi, yi yi yi!
Tak. Tak mogłam określić jego aegyo. Typowe zjawisko w jego towarzystwie. Brakowało tylko jego przyjaciela Howona, który uderzyłby go teraz w twarzyczkę.
Woohyun zaniósł kota do swojego pokoju a ja poszłam za nim. Od razu znaleźliśmy mu miejsce na parapecie. Spodobało mu się gdyż mógł stamtąd widzieć cały podwórek.
***
Wieczorem w domu zjawiła się nasza mama. Zdziwiliśmy się gdyż czasami nawet na noc nie wracała, tym bardziej, że był środek tygodnia. Woohyun zbiegł na dół.
- Umma, wzięliśmy kotka, możemy się nim zająć? – spytał uradowany.
- Kotka - mama lekko się zdziwiła, ale po chwili machnęła na to ręką- Tak, tak… Możecie. A gdzie on jest?
- U mnie w pokoju, śpi, chcesz zobaczyć?
- Nie mam teraz czasu, chcę odpocząć. Potem synu – pogłaskała go po głowie i udała się w kierunku swojej sypialni.
Patrzyłam na wszystko stojąc na schodach. Woohyun wydawał się nieco przybity. Nie dziwie się. Nasza mam strasznie była nami „zainteresowana”…
Około godziny 22:00 nasza mama zawołała nas do salonu. Wyglądała już nieco lepiej, niż kiedy przyszła zmęczona z pracy. Usiedliśmy wszyscy w salonie.
- Słuchajcie… - zaczęła- Ostatnio moja firma upada. Znalazłam człowieka, który chce nam pomóc w zamian za małą przysługę. Wiem, że to będzie dla was szok, szczególnie dla ciebie ______…
- No, ale chyba nie wyprowadzamy się czy nie zmieniamy szkoły, co nie?- Woohyun zaśmiał się nerwowo.
- Nie, ale jest inny problem. Ten człowiek ma syna, na którego przepisał swoją firmę. Jedyną możliwością, aby moja firma się utrzymała jest współudział. A to jest możliwe tylko w wypadku małżeństwa. Więc kiedy ______ będzie miała 18 lat… Będzie musiała poślubić syna tego mężczyzny.
Słuchałam tej całej bajeczki z niedowierzaniem. Matka, moja własna matka w ramach pieprzonego interesu chciała zniszczyć mi życie przez ślub zaraz po osiągnięciu pełnoletniości? I ona śmiała się nazywać moją mamą… Straciłam wszelkie nadzieje na to, że kiedyś się nami zainteresuje. Nie mogłam po prostu w to uwierzyć…
Woohyun patrzył z niedowierzaniem. Zerwał się z kanapy.
- I że co, że niby ______ ma wyjść za jakiegoś młodego mężczyznę, czy tam starego, którego wcale nie zna?! Którego nie kocha?!
- Woohyun usiądź i nie krzycz! – kobieta, którą uważałam wcześniej za swoją matkę sama w tej chwili podniosła wzrok- Może to i brzmi nielogicznie i nieludzko, ale takie są realia dzisiejszego świata biznesu! Chcesz żebym się utrzymała w tym świecie to pozwól mi tym kierować! To tylko ślub, nic więcej. Nikt nie zmusza was do późniejszego wspólnego życia.
- Ja wcale nie mam zamiaru nikogo poślubić! Nie zmusisz mnie do tego!- zdenerwowałam się i stanęłam obok Woohyuna – Nie chcę tego robić!
- Nie masz wyboru, papiery są już sporządzone. Twój i jego podpis jest sfałszowany, więc oboje nie macie wyboru. Koniec tematu!
- Ale Umma…!
- Koniec!
Matka zostawiła nas samych w salonie idąc do swojego pokoju. Kiedy Woohyun chciał iść za nią ona wróciła się jeszcze na chwilę i wskazała na mnie palcem.
- Jutro zamiast iść do szkoły zabieram cię na spotkanie z tym chłopakiem. Wiec przygotuj się.
- Umma!- Woohyun zdenerwował się jak nigdy i zacisnął pięści.
- Ty nie masz nic do gadania.
- Tak ci się tylko wydaje!
Jedyne, co po tym usłyszałam to trzaśniecie drzwiami. Woohyun wypuścił powietrze z ust i szybko do mnie podszedł. Położył dłonie na moich policzkach.
- Nie dopuścimy do tego, nie martw się… - powiedział i lekko się uśmiechnął żeby mnie pocieszyć.
Woohyun był jedyną w tym momencie osobą, na którą mogłam liczyć. Ale ciekawa byłam, co na to powiedział ten chłopak…
***
Matka z samego rana kazała iść Woohyunowi do szkoły i pomimo jego protestów zawiozła go tam samochodem i dopilnowała żeby nie uciekł uprzedzając przed tym nauczycieli. Kiedy tylko wróciła od razu wzięła ze sobą mnie i z tego, co widziałam jechaliśmy do jej firmy.
W domu kazała mi się ubrać w sukienkę i nawet poświęciła czas żeby pokręcić mi włosy. Z makijażem czekała do samego końca żebym nie zepsuł ago przez swoje łzy. Nie mogłam znieść tego, że ja z mamą byłyśmy w łazience, ona układała mi włosy, a ja płakałam, bo Woohyun tłukł pięściami w drzwi żebyśmy otworzyły i że nie dopuści do żadnego spotkania. Jeszcze wczoraj przed snem powiedział mi, że jeśli tylko stanie mi się krzywda to sam to wszystko załatwi i nie będzie się bał konsekwencji.
Zaparkowałyśmy samochód na firmowym parkingu i poszłyśmy do budynku. Windą pojechaliśmy na 6 piętro, czyli ostatnie. Tam mieściło się całe biuro mojej matki. Był tu jej ogromny gabinet oraz pomieszczenie dla sekretarki.
Weszliśmy do jej biura. W środku czekała na mnie „niespodzianka”. Jak się okazało chłopak i jego ojciec już tu byli.
- Witam moje mile panie- powiedział mężczyzna z uśmiechem– No nareszcie!
- Przepraszamy za spóźnienie, ale mieliśmy małe kłopoty – tłumaczyła się moja matka.
„Małe kłopoty”… Od razu poczułam, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Ciągle miałam w głowie krzyk Woohyuna. Tak bardzo nie chciałam tego robić…
- Witaj, nazywam się Kim Sungkyu…
Dopiero zdałam sobie sprawę, że chłopak stoi przede mną z uśmiechem i wyciągniętą ręką w moją stronę. Nie mogłam zaprzeczyć… Był przystojny. Nawet, jeśli charakter też miał w porządku i tak byliśmy tu z przymusu. Tylko on widocznie chciał to załagodzić.
- _________ - podałam mu dłoń, którą ucałował. Szybko nachylił się w moją stronę i jego usta znalazły się obok mojego ucha.
- Potraktuj to, jako interes…- szepnął, po czym odsunął się i znowu uśmiechnął.
Była zaskoczona jego postawą. Nie przejmował się chyba tym aż tak jak ja. Ale to było dla mnie ważne. Chciałam kiedyś się związać z kimś, kogo będę kochała i kogo sama wybiorę. A tak? Musiałam powiedzieć swojemu przyszłemu narzeczonemu, że nie mogę wziąć z nim ślubu? To bolało.
- Może żeby nasze dzieci się lepiej poznały zamówiłem dla nich stolik w restauracji. Będzie miło i przyjemnie, prawda? – uśmiechał się ojciec Sungkyu.
- Zapewne tak – przytaknęła matka- Więc może teraz Sungkyu, zabierzesz ______ ze sobą.
- Masz mój samochód – ojciec rzucił do chłopaka kluczyki i zażartował – Tylko nie porysuj.
- Dziękujemy – Sungkyu skinął głową i obejmując mnie jedną ręką wyprowadził z gabinetu.
Wcale nie chciała nigdzie z nim jechać. Bałam się jak nigdy. Nie zdziwiłabym się gdyby się okazało, że matka mnie sprzedała albo, co gorsza „wynajęła”. Dlaczego ja tu w ogóle jestem?
- Ale ja nie chce nigdzie jechać… - powiedziałam i starałam się zatrzymać, odwracałam głowę za siebie szukając pomocy.
- Będzie w porządku, zobaczysz – Sungkyu zapewniał mnie i mocniej mnie objął używając coraz większej siły żeby mnie wyprowadzić.
- Naprawdę nie chce…! – uwolniłam się z jego objęć i zatrzymałam na środku przejścia.
Sungkyu spojrzał na mnie lekko zaskoczony. Za chwile jego twarz nabrała łagodniejszego wyrazu.
- _________ - westchnął podszedł bliżej do mnie- Wiem, że nie chcesz… Ale musisz. Ja też nie chce cię zmuszać… Niestety taką mamy rolę. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale ja obiecuje ci… Nigdy się ze mnie nie zakochasz ani ja w tobie, dobrze? A kiedy będzie trzeba oddam ci wszystko, i weźmiemy rozwód. Nie chcę mieć niczego na sumieniu…
Byłam całkowicie zszokowana. Ten wyglądem przypominający chomika chłopak właśnie powiedział mi tak ważną rzecz. Był gotów wyrzec się tej firmy byleby nie być dla mnie ciężarem. Zrobiło mi się trochę głupio.
- Może i ja trochę dramatyzuje… Wybacz. I dziękuje za te słowa- uśmiechnęłam się lekko.
- Mam nadzieję, że jedynie nie będziemy się kłócić – zaśmiał się – Jeszcze nie jesteśmy nawet małżeństwem.
Weszliśmy do windy. Czułam się w jego towarzystwie lekko zdenerwowana. Mimo wszystko nie byłam przekonana, co do tego żeby jechać gdzieś z nim samochodem. Poznaliśmy się ledwie niecałe 10 minut temu. Moją matkę wcale to nie obchodziło, że wysyła córkę z nieznanym jej chłopakiem? Aż tak ufała tym ludziom?
Razem z Sungkyu wsiedliśmy do samochodu. Czułam, że coraz bardziej chcę stąd uciekać. Jednak on uśmiechnął się przyjaźnie i to mnie nieco uspokoiło. Odpalił silnik auta i ruszyliśmy do tej miłej i przyjemnej restauracji.
***



Usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku. Kelner podał nam menu i mogliśmy zamawiać. Jednak nie ładnie mi było coś zamawiać, kiedy nie miałam ze sobą pieniędzy. Odłożyłam menu.
- Co? – zdziwił się Sungkyu- Nie lubisz nic stąd?
- Nie, po prostu nie mam ze sobą pieniędzy.
- Nie rozśmieszaj mnie ______. Na randce chłopak płaci za dziewczynę.
Sungkyu wcisnął mi menu do rąk i uśmiechnął się.
- No zamawiaj sobie co chcesz- powiedział.
Mimowolnie zaśmiałam się cicho. Był miłym człowiekiem i pogodnym. Chociaż przyznam, że nadal miałam, co do niego wątpliwości.
Kiedy kelner przyjął zamówienia zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam, od czego mam zacząć, po co ja tu w ogóle przyjechałam.
- Więc jakby zaczynając od początku… - Sungkyu oparł się łokciami o stolik – Ile masz lat? – zaśmiał się.
- Siedemnaście. A ty?
- Dwadzieścia. To w sumie różnica wieku nie jest uderzająca…
- Niby tak. Ale jestem ciekawa… Jak zareagowałeś na tą dziwną… Wiadomość?
- Zdenerwowało mnie to, że przekładają interesy nad rodzinę. Ale to nie był dla mnie wielki szok… Ja żyję w rodzinie, w której nawet mój ojciec i moja matka nie kochali się, tylko ich rodzice im kazali się pobrać. Z jednej strony chcę zatrzymać firmę, ale nie mam zamiaru jej utrzymywać. Sprzedałbym to gdybym już mógł.
- Czy nie lepiej będzie, jeśli po ślubie sprzedamy to wszystko?
- Musiałabyś przejąć firmę od swojej matki. Bo po ślubie to będzie jedna wielka korporacja.
- Czyli to niemożliwe.
- Mógłbym wyrzec się majątku, ale to oznacza, że nie zostanie mi nic. Ja nie pracuję, gdyż ojciec wszystko mi zapewnia. Dlatego nawet nie mam żadnych oszczędności. Ale nie masz się co martwić. Wszystko się jeszcze dobrze ustali.
Obiad z Sungkyu przebiegł mi bardzo przyjemnie, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, jak to bywa. Sungkyu naprawdę był wart uwagi, szkoda tylko musieliśmy się poznać w taki sposób.
Kiedy tylko wróciłam do domu Woohyun czekał na nas w salonie.
Podszedł do mnie i trzymał telefon tuż przed moją twarzą.
- To się odbiera!
Jedyne, co zrobiłam by uniknąć jego krzyków to przytulenie się do niego. Słyszałam jak westchnął cicho i cała złość z niego zeszła.
- Nic ci się nie stało?- spytał.
- Synu, przestań. Twoja siostra jest w dobrych rękach- skarciła go matka.
- Jeśli nie w twoich to w to akurat nie wątpię…
- Uważaj na słowa!
- Przestańcie!- krzyknęłam na nich i wzięłam brata za rękę ciągnąc za sobą- Chodźmy na górę.
Zamknęliśmy się u niego w pokoju i usiedliśmy na łóżku. Nabrałam powietrza w płuca żeby wszystko mu wyjaśnić. Zanim jednak to zrobiłam przeszkodził nam kot Namu, który zaczął łasić się do jego nóg i ogonem przejechał po jego twarzy, kiedy wskoczył na łóżko.
- Dobrze… Poznałam tego chłopaka.
- Nic ci nie zrobił?
- Nie! Przestań! On jest normalny i mówił, że jeśli zajdzie potrzeba to da mi rozwód. Ma dopiero 20 lat. Nazywa się Sungkyu.
- Chcesz mi powiedzieć, że nagle ci się spodobało?
- Nie to miałam na myśli głupku! Nie chcę brać ślubu… Ale Sungkyu zapewniał że się wszystko ułoży. Jakby coś da mi ten rozwód. Tylko nie mów ummie.
Woohyun pokiwał znacząco głową. Miał minę jakby się obraził. Jedynie w ciszy pogłaskał Namu.
- Mogę na ciebie liczyć prawda? – oparłam głowę na jego ramieniu.
- Na mnie? _______ … - prychnął śmiechem – Zawsze.
Pogłaskał mnie po włosach i pocałował w czoło. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie…
***
Od mojego spotkania z Sungkyu minął tydzień. Matka postanowiła zaprosić go w końcu na kolację do nas do domu. Nadal ślepo wierzyła, że to w czymś pomoże. Woohyun i tak już go nienawidził.
- Nazywam się Kim Sungkyu – podał dłoń Woohyunowi.
- Nam Woohyun…- z niechęcią ją uścisnął i przyjrzał się Sungkyu od stół do głowy. Wyglądał na zdegustowanego.
Wszyscy usiedliśmy przy stole w kuchni. Matka starała się dwie godziny temu zrobić coś do jedzenia ale jej nie wyszło wiec zamówiła coś drogiego. Chciało mi się śmiać kiedy Sungkyu pochwalił jej kuchnię a ona nie zaprzeczyła.
- Wszyscy wiedzą, że to nie ty robiłaś- wtrącił Woohyun z wrednym uśmieszkiem- To ten kucharz za rogiem – zwrócił się do Sungkyu.
-Nie żartuj sobie synku – matka była lekko podenerwowana i pogłaskała Woohyuna po ramieniu, ale on się tylko zaśmiał.
- Nawet kot by nie zjadł twojego żarcia.
Ich relacje od niedawna strasznie się pogorszyły. Wcześniej było jeszcze stabilnie, rozmawiali bez przeszkód. A teraz brat chciał ją we wszystkim upokorzyć.
Sungkyu spojrzała Woohyuna przez chwilę i podniósł jedną brew do góry. Zauważyłam, że tak jakby miał co do Woohyuna pewne plany.
Zaraz po kolacji doznałam prawdziwego szoku. Woohyun i Sungkyu grali u niego na komputerze w gry. Niczym dzieci. Woohyuna jeszcze zrozumiem, ale Sungkyu?!
Może niech oni wezmą ślub?
***
Mijały kolejne tygodnie aż w końcu całe dwa miesiące. Przez ten czas Sungkyu stał się przyjacielem rodziny. Zaczął przyjaźnić się z Woohyunem i dobrze się dogadywali. Ja z kolei… Ja po prostu dopiero zaczynałam poznawać Sungkyu.
Pewnego razu znowu nas odwiedził. Powiedział, że musi porozmawiać ze mną na dworze. Wyszliśmy za dom na werandę.
- Słuchaj, _______ - zaczął niepewnie – Mam problem…
- Tak…?
- Dotyczy się on dziewczyny. Oświadczyłem się trzy miesiące temu mojej dziewczynie. Ukrywałem to przed wami, bo nie chciałem psuć planów… Ale ona teraz jest na mnie za to zła. Przez to wszystko wyjechała i bawi się ze mną w jakąś gierkę.
- Dziewczyna? Jaką grę?
- Wysyła mi swoje zdjęcia z różnych miejsc Seulu. Dała mi dzień licząc od jutra na znalezienie jej, inaczej wyjedzie. A ja naprawdę ją kocham…
- Sungkyu Oppa… Nie martw się, znajdziesz ją.
- Nie mam pojęcia gdzie to jest – wskazał na ekran swojego telefonu. Było tam zdjęcie z koreańskim napisem na ścianie, typowym ulicznym malowidłem- Pomożesz mi?
- Postaram się – uśmiechnęłam się przyjaźnie.

 Dzisiaj była niedziela. Sungkyu przyjechało mnie rano i razem poszliśmy szukać jego dziewczyny. Czułam się winna temu, że jego miłość dała mu taki warunek przez to, że on będzie brał ślub ze mną. A na początku tylko ja miałam z tym takie problemy.
Wsiedliśmy w metro. Miałam wrażenie ze gdzieś widziałam już ten mur z malowidłami.
- Jak myślisz, znajdę ją? Wybaczy mi? –spytał Sungkyu.
- Na pewno. Mogę ją przeprosić, jeśli chcesz. Dogadamy się.
- Jesteś super, dzięki! – Sungkyu przytulił mnie na chwilę.
W pewnej chwili Sungkyu zerwał się na nieznanym mi peronie i musieliśmy wysiadać. Jednak zrobił dobrze, bo znalazł to miejsce. Staliśmy przed wielkim malowidłem.
Zrobił zdjęcie i zaraz wysłał je swojej dziewczynie. Dostał kolejnego mms’a z kolejnym zdjęciem. Był to napis na kawiarni dość znanej w tym regionie.
- Wiem gdzie to jest!- krzyknął Sungkyu i złapał mnie za rękę- Chodź szybko!
Cały czas chodziliśmy i szukaliśmy przeróżnych miejsc. Sungkyu z każdym zdjęciem był coraz bardziej szczęśliwy i weselszy a ja zaczynałam być… Zazdrosna. Przez cały ten czas naszej znajomości zauważyłam, że bardzo się do niego przywiązałam. I nagle cały czar prysł. Złamałam nasza obietnice, powoli zakochując się w nim.
Na dworze zaczęło się powoli ściemniać. Byliśmy zmęczeni poszukiwaniami wiec zatrzymaliśmy się pomiędzy straganami z żywnością. Usiedliśmy na krzesełkach i kupiliśmy sobie szaszłyki.
- ________, naprawdę myślisz ze starczy nam czasu? –spytał mnie z lekkim uśmiechem.
- T-tak- spuściłam lekko głowę- Mamy czas do północy…
- Naprawdę jestem ci wdzięczny. Myślałem, że nikt mi nie pomoże.
- Możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję.
Poczułam ciepło na sercu mieszane z zazdrością. To dziwne uczucie… Naprawdę nie chciałam się tak czuć. A tym bardziej ukrywać tego wszystkiego… Ale musiałam. Tak dużo rzeczy MUSIAŁAM, prawie nic nie MOGŁAM.
- Jak twoja dziewczyna ma na imię?
- Ah, nie mówiłem ci? Jaemi.
Sungkyu dostał kolejną wiadomość. Zostawiliśmy sprzedawcę ze sporym napiwkiem i pobiegliśmy w to miejsce. Ciągnął mnie za sobą rozglądając się na boki. Nawet nic nie powiedział.
Wyglądał na bardzo przejętego. Chciałam się dowiedzieć, co to za miejsce, ale z drugiej strony… Lepiej nie.
Puścił moją rękę i pobiegł dalej przepychając pomiędzy ludźmi. Zostałam sama na środku przejścia. Wyjęłam telefon. Prawie się rozpłakałam.
- Woohyunnie… Co mam zrobić…?- zaczęłam szlochać, kiedy mój brat odebrał.
- _______, co się stało? Gdzie jesteś?- zaczął rzucać we mnie pytaniami swoim zatroskanym głosem.
- Wszystko jest w porządku, nic mi się nie stało… Ale co mam zrobić?
- O co ci chodzi, powiedz!
- Bo Sungkyu… Bo on…
- _______, spokojnie. Nie płacz.
- Bo ja go bardzo polubiłam…
- Nie mów że ty… Nie mów tego.
- Poczułam to dopiero teraz. Co mam robić?
- _______... Nie wierzę ze to mówisz. Chciałbym żeby to nie była prawda.
- Dlaczego, Woohyunnie?
- Dlatego że… Ja zawsze wszystko dla ciebie robiłem. Zawsze byłem przy tobie, i bardzo cię kocham. Ale już nie jako siostrę… Nie chcę żebyś mnie zostawiła.
- Ale przecież jesteśmy rodzeństwem, zawsze będziemy razem…!
- Właśnie… Rodzeństwem. To stoi na przeszkodzie? Powiedz że on ci się nie podoba… Powiedz to. Ja cię nie oddam!
- Woohyun Oppa! Nie możesz tak mówić, jesteś moim bratem! A ja nigdy cię nie zostawię, rozumiesz?
- _______... Chciałbym żeby tak było. Pytałaś, co masz zrobić?
- T-tak- powoli przestawałam płakać.
- … Powiedz mu to.
Woohyun rozłączył się. Poczułam ucisk w środku, że Woohyun tak bardzo nie chciał żebym wyszła za mąż za Sungkyu a ja na dodatek na początku wprowadziłam go w to przekonanie… A teraz sama chciałam spróbować czegoś więcej z Sungkyu. Dopiero wtedy, kiedy on powiedział, że już kogoś ma.
- Nie znalazłem jej…- powiedział nieco rozczarowany Sungkyu, kiedy podszedł do mnie.
- Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć…- odwróciłam się do niego i przetarłam twarz rękawem bluzy.
- Jaemi!- Sungkyu dosłownie minął mnie. Obejrzałam się za siebie.
Podbiegł do jakiejś dziewczyny. Była ładna… Młoda i na pewno miła.
Dlaczego ja mogłam się tak zapomnieć przy nim?
- Jaemi… Znalazłem cię- powiedział szczęśliwym głosem. Jego oczy wypełniły się łzami szczęścia.
- Sungkyu… Myślałam, że nie zauważysz – powiedziała dziewczyna lekko speszona – Cieszę się.
- Daj mi szansę. Wiesz, że cię kocham.
- Wiem to… - dziewczyna wzięła go za rękę i położyła mu na nią pierścionek – Ale ja ciebie już nie… Nawet cię nie kochałam. Mianhae.
Sungkyu nie mógł odetchnąć. Ze szczęścia jego łzy zamieniły się w ból i rozpacz. Dziewczyna wolnym krokiem odeszła, ale zdążył ją jeszcze przytulić. Jednak zabrała jego ręce i odwróciła się do niego uderzając go prosto w twarz otwartą dłonią.
- Nie kocham cię!- krzyknęła- Naucz się żyć beze mnie!
Sungkyu wyciągnął rękę do przodu zanim dziewczyna całkowicie nie zniknęła pomiędzy tłumem ludzi. Odwrócił się do tyłu i szukał mnie wzrokiem… Ale ja już dawno stamtąd poszłam.
Szłam na przystanek i próbowałam powstrzymać się od tego uczucia do Sungkyu. Pierwsza złamałam zasadę „nie zakocham się w tobie”, jaką sobie złożyliśmy.
Dzwonił do mnie jak jechałam autobusem, jednak ja nie odbierałam.
Weszłam do domu po cichu. Matki znowu nie było. Woohyun zbiegł na dół. Zatrzymał się na chwilę zanim do mnie podszedł. Jednak szybko mnie do siebie przytulił.
- Jestem twoim bratem… Ale nie chcę się tobą dzielić. Nie z Sungkyu. Może i się lubimy… Ale nie na tyle żebym oddał cię w jego ręce.
- Zaczynasz być jak matka… Decydujesz za mnie?
- Przepraszam- Woohyun pocałował mnie czule w czoło i mocniej przytulił- Może i tak mówię, ale wiesz ze nie musisz się mnie słuchać…
- Dziękuje za twoją troskę.
- Dziękuję za to, że jesteś, _______.
***
Po prawie nieprzespanej nocy czułam się fatalnie. Jak dobrze, że była niedziela. Matka wróciła do domu w nocy . Weszła do mojego pokoju żeby mnie zbudzić.
- Masz gościa – powiedziała – Czeka na ciebie w kuchni.
Niezbyt pewna tego, kto to może być, ubrałam się i zeszłam na dół. Niepewnie weszłam do kuchni.
- Sungkyu…
- Muszę ci coś wyjaśnić.
- Nie…
- Usiądź, proszę.
Usiadłam naprzeciwko niego.  Położył przede mną różę. Wzięłam ją do ręki i uśmiechnęłam się.
- Dla mnie, tak?
- To w ramach przeprosin za wczoraj… Przerwałem ci. Niepotrzebnie.
- No tak… Dziękuję.
- Nie musisz. Chcę żebyś wiedziała, że byłem trochę głupi. Złamałem naszą obietnicę… Wybacz. Ale nic nie musisz z tym robić… Zrozumiałem to wczoraj. Zniknęłaś mi z oczu. Wszystko przysłoniła się mi fałszywa i nieszczera miłość Jaemi – Sungkyu złapał mnie za dłoń- Wybacz mi to. Naprawdę cię lubię… Inaczej nie przyjechałbym tutaj, inaczej nie spędzałbym z tobą czasu. Nie wiem czy to widziałaś…
- Też ją złamałam. Przepraszam.
Sungkyu spojrzał na mnie i jego oczy momentalnie się zwiększyły. Za chwilę zaśmiał się lekko speszony. Wstał, a ja zaraz po nim. Podszedł do mnie.
Czułam jak serce bije mi jak szalone. Nie wiedziałam, że on… Czuje to samo do mnie.
- Dajmy sobie szansę – powiedział.
- Też tak uważam.
Uśmiechnęłam się a on mnie przytulił. Za chwilę poczułam smak jego słodkich ust. Moje serce zostało natychmiastowo wyleczone.
Może byliśmy sobie pisani?


~ Sungmi

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Lay ~ Like a candy


Scenariusz dla Rin <3

Przyznam szczerze, że nie miałam pomysłu na ten scenariusz. Postanowiłam oderwać się trochę od tych dramatów, słodyczy i napisać coś... seksownego? XD W każdym bądź razie mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :)


Miłego czytania!





Poranne promyczki słońca nie pozwalały mi spać. Leniwie przekręciłam się na drugi bok szukając ręką kołdry. Musiałam ją zrzucić podczas snu. Ostatnio było bardzo gorąco.
 Wstałam niechętnie z łóżka i przeciągnęłam się. Zauważyłam, że jestem ubrana w białą koszulę. Tylko, do kogo ona należała…
 Wiem, że to głupio brzmi, ale nie pamiętałam, co działo się ostatniej nocy. Byłam w nieswoim mieszkaniu, na nieswoim łóżku, nie czułam się dziwnie a mimo to miałam na sobie męską, białą koszulę. Jedyne, co pamiętam to to, że wczoraj miałam urodziny. Dostałam zaproszenie do Laya i jak się okazało było to przyjęcie niespodzianka gdyż on zaprosił tu jeszcze paru moich znajomych.
Zaciekawiona tym któż to taki może być właścicielem tej koszuli wyszłam z pokoju i rozejrzałam się dookoła. Zaczynałam się bać, że zrobiłam coś głupiego. Oby nie.
 Weszłam niepewnie do kuchni gdyż stamtąd słyszałam odgłos włączającej się kuchenki. Na całe moje szczęście była to osoba, którą chciałam tu zobaczyć, czyli sam właściciel mieszkania.
- O, już wstałaś – zaśmiał się – Jak tam sukienka?
- Wybacz… Nic nie pamiętam.
Lay stał przy kuchence i pichcił coś na patelni. Podeszłam do niego żeby zobaczyć, co to za smakołyki.
- Wczoraj niechcący wylałem na ciebie czerwone wino i ze względu na to, że nie miałaś się, w co przebrać dałem ci swoją koszulę. Potem kupiłem za dużo alkoholu, napiliśmy się i zasnęłaś na kanapie. Zaniosłem cię do mojej sypialni… Dalej chyba nic ciekawego się nie działo.
- Nic ciekawego powiadasz? – zaśmiałam się słuchając tego, co tu się wczoraj wyrabiało- Coś kojarzę z tym winem…
- Myślę, że sukienkę da się uratować… A jeśli nie to mam ją na sumieniu – żartował.
Lay rozłożył jedzenie z patelni na talerze i postawił je na stole. Zaprosił mnie do śniadania. Podczas posiłku opowiadał mi wszystko, co się wczoraj działo.
- Wiesz _______ - zaczął po chwili ciszy – Chyba zostało mi jeszcze trochę alkoholu…
- Jak to się stało, że nie masz kaca? – zdziwiłam się – Mnie boli trochę głowa…
- Wczoraj wypiliśmy tylko wino, więc na ciebie widocznie szybko podziałało. A na dzisiaj mam sake.
- Sake? Jejku…
- Tylko troszeczkę.
- No dobrze.
Lay wyjął szafki kuchennej dwie butelki sake. Nie wiem ile to u niego znaczy „troszeczkę”, ale chyba nie aż dwie butelki…
Ale kto o tym pamiętał?
Alkohol na mnie szybko podziałał, po raz kolejny. Zaczynaliśmy coraz to inne tematy. W końcu Lay postanowił zrobić „małą imprezkę”, którą nazwał poprawinami urodzin.
Włączył piosenki z wieży i zachęcał mnie do tańca. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że Lay będzie przy mnie tańczyć. Zanim dobrze nie wstałam krzesła już porwał mnie na środek pokoju.
- Yixing!- krzyknęłam gdyż trochę zakręciło mi się w głowie, przy okazji alkohol nadal działał. Jednak na niego chyba tym razem bardziej.
- Wybacz Jagi – powiedział szybko i się zatrzymał.
Zauważyłam, że trzyma mnie jedną ręką w pasie. Nigdy wcześniej tego nie robił, wiec czułam się trochę dziwnie… Trochę… Przyjemnie?
Złapał pilot od wieży z ławy i pogłośnił muzykę jeszcze bardziej. Tym razem nieco spokojniej złapał mnie za ręce i obrócił mnie do siebie tyłem tak, że miałam krzyżowane przed sobą ręce. Oparł się brodą o moje ramię i westchnął.
- Jagi… Może coś wolnego? – spytał, po czym przełączył pilotem na kolejne piosenki, aż trafił na jakąś w miarę wolną.
Czułam, że już nie tylko alkohol powoduje u mnie czerwone policzki i nos. Po za tym moje uszy też nie były w najlepszym stanie.
Lay przesunął swoje ręce nieco niżej i zaczął kołysać się na bok nadal opierając brodą o moje ramię. Kiedy na niego spojrzałam bokiem, miał zamknięte oczy i uśmiech na twarzy.
- Yixing – powiedziałam cicho – Nie chcesz się położyć spać?
- Mógłbym się położyć – puścił mnie i odwrócił w swoją stronę – Ale nie chcę spać…
Poczułam jak Lay cofa mnie do tyłu w stronę kanapy. W końcu ja musiałam usiąść a on znalazł się nade mną. Opierał się kolanami o brzegi kanapy a rękoma o oparcie. Czułam na sobie jego ciepły oddech. Wzdrygnęłam się lekko, kiedy nachylił się w moją stronę jeszcze bardziej.
- ________ … Nie będziemy spać prawda? – uśmiechnął się jedną stroną ust.
Dopiero zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę jestem ubrana tylko i wyłącznie w koszulę i swoją bieliznę. Koszula Laya była przesiąknięta jego perfumami… Poczułam na swoim ramieniu jego usta. Składał ciepło pocałunki na mojej szyi i szedł coraz wyżej i wyżej…
W końcu dotarł do ust. Nie mogłam spokojnie oddychać, na dodatek serce biło mi jak szalone. Nigdy nie pomyślałabym, że Lay to zrobi.
Powoli zaczynał rozpinać guziki swojej koszuli, którą ja miałam na sobie nadal nie przerywając pocałunku. Położyłam dłonie na jego ramionach i nie wiedzieć, kiedy i czemu wczułam się w to, co zaczął.
Gdybym nic do niego nie czuła, nie robiłabym tego. Ale, od kiedy pamiętam zawsze coś ciągnęło mnie w jego stronę. Myślałam, że nigdy nie będziemy dla siebie kimś więcej niż tylko przyjaciółmi.
Tym czasem Lay poprowadził swoje zwinne paluszki po moich plecach, przez co przeszedł mnie dreszczyk.
Zmienił pozycję, przez co ja leżałam na kanapie a on był nade mną. Oderwał się od moich ust i przejechał końcem języka po moim brzuchu i niżej. Zamknęłam mocno oczy, ponieważ nie wiedziałam jak się zachować. Nigdy nie robiłam czegoś takiego a po za tym… To był Yixing.
- Jesteś słodka…- zaśmiał się i zabrał kosmyki włosów z mojej twarzy – Jak cukierek.
- Yixing… Nie zawstydzaj mnie – mruknęłam cicho gdyż naprawdę czułam, że jest mi bardzo gorąco – Nie zróbmy czegoś głupiego…
- Jagi… To jest głupie?- wyprostował się i patrzył na mnie z uśmiechem.
- To n-nie ale...
- Nie bój się, zrobię to, na co mi pozwolisz…
Po tych słowach Lay pocałował mnie w usta i znowu schodził coraz niżej…

 W przypływie przyjemności zacisnęłam palce na jego plecach. Jego ciało było takie idealne… A teraz tylko ja mogłam je czuć, i był tu tylko dla mnie. Poczucie mojej wartości przy nim wzrastało.
 Czułam na sobie jego ciężki oddech, który idealnie synchronizował się moim.
- Sprawiasz mi przyjemność, wiesz? – szepnął do mojego ucha.
Nie mogłam nic powiedzieć. Czułam, że temperatura mojego ciała jest za wysoka i to już nie była tylko zasługa alkoholu.

***

Lay ubrał się w spodnie i usiadł na kanapie obok mnie. Akurat zapinałam ostatnie guziki koszulki, kiedy jeszcze zdążył pocałować mnie w ramię i objąć rękoma w pasie.
- Nie masz mi tego za złe?- spytał.
- Mam nadzieję, że to nie jest jednorazowa przygoda…
- _______! Nawet tak nie myśl, ja cię kocham!
Całkowicie zszokowało mnie to, co powiedział. Wcześniej myślałam, że to alkohol tak zadziałał.
- Chciałem ci to wczoraj powiedzieć… Ale nie miałem odwagi. A dzisiaj… Miałem jej za dużo.
- Jest w porządku – zaśmiałam się i przytuliłam do Laya – Cieszę się, że przekroczyliśmy granicę…
- Tak?- ucieszył się i od razu wziął mnie na kolana- Myślałem, że uciekniesz…
- Nie mów tak, głuptasie – przeczesałam jego włosy palcami.
- Cieszę się… Naprawdę, Jagi – położył głowę na moim ramieniu.
Zamknęłam oczy opierając się o jego głowę i powoli zasypiałam…
Czułam, że pomimo działania procentów to nie jest koniec. To był dopiero początek…


~ Sungmi

sobota, 25 stycznia 2014

Xiumin ~ Uroczy Wilczek


Scenariusz dla Lee Mitsu.

Miłego czytania! =^o^=






Wszyscy w klasie czekali na nauczyciela. Spóźniał się on na lekcje, więc w klasie szybko powstał harmider. Siedziałaś pod oknem i przyglądałaś się wszystkim. Przed tobą siedziały twoje dwie przyjaciółki i rozmawiały o czymś całkowicie ci obcym. Ostatnio miałaś z nimi coraz mniej tematów do rozmowy. Miałaś wrażenie, że stanęłaś w rozwoju przez to, że one rozmawiały o typowych „babskich sprawach” a ty nie umiałaś. Nie kręciło cię plotkowanie, rozmawianie o modzie i innych tego typu rzeczach.
 -Proszę o ciszę!- krzyknął nauczyciel.
Nawet nie zauważyłaś, kiedy wszedł do klasy. Ale nie był sam. Obok niego stał chłopak. Uśmiechał się lekko i rozglądał po całej klasie. Jego twarzyczka była okrągła i bardzo urocza.
- To jest wasz nowy kolega, od dzisiaj będzie się z nami uczył- uśmiechnął się nauczyciel.
- Dzień dobry, nazywam się Kim Minseok. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło – zaśmiał się lekko i skinął głową.
Zapatrzyłaś się na niego do tego stopnia ze nawet nie zauważyłaś, kiedy siada w wolnej ławce obok ciebie. U was w szkole były pojedyncze ławki.
Chłopak popatrzył się na ciebie i uśmiechnął ukazując swoje urocze policzki. Pomachał ci lekko ręką. Zrobiłaś to samo.
Naprawdę uroczy.
Lekcja przeminęło dość szybko. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek koledzy i koleżanki z twojej klasy rzucili się w stronę nowego kolegi zanim ty zdążyłaś podać mu rękę. A już stałaś przy jego stoliku. Tym czasem zostałaś wypchnięta przez tłum.
Przez całą przerwę nie mogłaś się tam dostać i przywitać z Minseokiem. Chciałaś już go poznać. Zaczynałaś robić się zazdrosna a nawet on jeszcze nie znał twojego imienia.
Dopiero na drugiej przerwie.
Dopiero wtedy mogłaś tam spokojnie podejść. Kiedy zaraz po dzwonku wstałaś szybko z ławki spotkałaś się twarzą w twarz z Minseokiem. Akurat on stał nad tobą z wyciągniętą ręką do przodu.
- Nazywam się Minseok… Znaczy się, możesz mówić mi Xiumin – zaśmiał się niezręcznie i odsunął na bezpieczną odległość.
- Ja mam na imię ______ - uścisnęłaś delikatnie jego dłoń, po czym założyłaś kosmyk włosów za ucho- Dlaczego się do nas przeniosłeś?
Rozmowa potoczyła się sama. Usiedliście na parapecie w klasie. Całą przerwę rozmawialiście o przeróżnych rzeczach.

***

Od przeniesienia się do twojej klasy Xiumina minął już tydzień. Przez ten czas zauważyłaś, że nie rozmawia on prawie z nikim tylko z tobą. Kiedy chłopcy mieli wychowanie fizyczne on, jako jedyny nie miał pary.
 Xiumin zachowywał się cicho i spokojnie. Do nikogo się nie pchał, mało się odzywał w towarzystwie. Było ci trochę przykro z tego powodu.
W szkole był on bardzo dobrym uczniem i pod względem nauki wyróżniał się zorganizowaniem i systematycznością.  To właśnie jego nauczyciele prosili o pomoc przy papierach i innych tego typu rzeczach.
A ty chciałaś tylko żeby Xiumin się z kimś zaprzyjaźnił. Nie lubiłaś patrzeć jak siedzi sam w klasie. Często chciałaś do niego podejść jednak niemiałaś odwagi.

 Właśnie ty i twoje przyjaciółki jak zwykle zostałyście ostatnie w szatni. Przebierałyście się po lekcji wychowania fizycznego.
- ________ - zaczęła twoja przyjaciółka, Taewon – Nie uważasz, że Minseok jest trochę… Dziwny?
- Dlaczego tak myślisz? Nawet go nie znasz.
- Jedyną osobą, z jaką on rozmawiał na początku roku tak długo byłaś ty – rzuciła Minhyo- To trochę podejrzane.
- Co wy wygadujecie?- zaczynało cię denerwować podejście twoich przyjaciółek do sprawy.
- Widziałaś jak ciągle cię obserwuje?
- Przesadzasz.
- Zauważyłyśmy to razem z Taewon. To jest bardzo dziwne.
Nic już nie odpowiedziałaś. Wziełaś swoje rzeczy i wyszłaś z przebieralni. Zamknęłaś drzwi i prawie dostałaś zawału.
- ________ - powiedział niepewnie Xiumin- Może chciałabyś… Żebyśmy dzisiaj coś razem zjedli na stołówce?
Najpierw zdziwiło cię to pytanie. Nigdy wcześniej nie dostałaś takiej propozycji od chłopaka. Po chwili jednak uśmiechnęłaś się widząc przyjazną twarzyczkę Xiumina. Pokiwałaś głową.
- Z chęcią.
 Teraz faktycznie była przerwa obiadowa. Poszliście razem na stołówkę i siedliście przy stoliku, kiedy już wzięliście tacki ze swoim jedzeniem.
- ________ - zaczął Minseok – Mam pytanie…
- Jakie?
- Dlaczego nikt mnie nie lubi w tej szkole. Przecież nikomu nic nie zrobiłem…
Minseok spuścił głowę i ugryzł kawałek bułeczki. Zrobiło ci się naprawdę przykro. Podeszłaś do niego i od razu go przytuliłaś. Na jego twarzy malowało się lekkie zdziwienie.
- Ja cię lubię – powiedziałaś cicho.
Odsunęłaś się lekko na bok i wtedy poczułaś, że na kogoś wpadłaś. Odwróciłaś się szybko i już wiedziałaś, że to będzie cię sporo kosztować.
Przed tobą stała królowa i król tej szkoły. Jehoon i Jewook Lee. Byli oni rodzeństwem i jednocześnie dziećmi dyrektora.  Wiadomo było, że im wszystko wolno. A jeśli ktoś z nimi zadarł nawet przypadkiem to do końca szkoły nie miał życia.
- Jak chodzisz idiotko !- krzyknęła Jehoon – Zobacz, co zrobiłaś!
- Przepraszam!- skinęłaś głową, ale wiedziałaś, że to cię nie uratuje.
Faktycznie. Całe jedzenie z tacki dziewczyny poleciało na jej ubrania. A to była twoja wina.
Jewook w zamian za to, co się stało wywalił na ciebie jedzenie ze swojej tacki i uśmiechnął się bestialsko. Nienawidziłaś jego twarzy a samo to, że się uśmiechnął przyprawiło cię o obrzydzenie. Nie mogłaś uwierzyć, że tak się odpłacił. Przecież to był zwyczajny wypadek z twojej strony.
- Dlaczego to zrobiłeś?- zaraz przed tobą pojawił się Xiumin – Zgłupiałeś?
- Co taki chłopaczek może mi zrobić ?! - Jewook zaczął się śmiać i popchnął lekko Minseoka.
Odsunęłaś się lekko do tyłu. Wszyscy na stołówce się wam przyglądali. Mogłaś odezwać się szybciej i oszczędzić Xiuminowi tej niepotrzebnej akcji. Wtedy on miałby spokój a tylko ty byś oberwała.
- Jeśli jeszcze nie wiesz to zaraz możemy się przekonać – warknął Minseok – Przeproś ______!
- Chyba nie wiesz z kim rozmawiasz- Jewook popatrzył na niego złowrogo.
- Xiumin, zostaw go – położyłaś rękę na ramieniu kolegi jednak on nie dawała wygraną.
Jewook chciał uderzyć Xiumina prosto w twarz. Nie zdążyłaś nawet zareagować. Jednak wszyscy na stołówce byli totalnie zdziwieni, kiedy to Xiumin zatrzymał rękę napastnika zanim ten coś zrobił.
Na twarzy Jewooka było widać lekkie zdziwienie. Kiedy chciał go znowu uderzyć Xiumin wykręcił mu rękę i zablokowało powalając na podłogę. Oparł się kolanem o jego plecy i wykręcił rękę jeszcze bardziej.
- Przeproś _______!
- Xiumin! – byłaś w totalnym szoku przez to, co właśnie się wydarzyło.
- Jewook, odpuść im. Inaczej to załatwimy – zaśmiała się Jehoon widząc brata leżącego na podłodze.
- Przepraszam!- warknął Jewook i dopiero wtedy został uwolniony.
Xiumin przetarł rękawy od swojego mundurka i czekał aż wkurzone i skompromitowane rodzeństwo odejdzie od was. Nadal nie wiedziałaś, co masz robić.
- Musimy teraz wyczyścić ci mundurek – zaśmiał się.

***

 Od ostatniego incydentu na stołówce nie wydarzyło się nic podejrzanego. Rodzeństwo nawet na nas nie poskarżyło a przecież zarzekali się, że „inaczej to załatwią”. Ty i Minseok tym czasem coraz bardziej się zaprzyjaźniliście. Twoje przyjaciółki nie uznawały tego za bardzo przez to już dawno się ode ciebie odsunęły.

 Właśnie była kolejna lekcja wychowania fizycznego. Tym razem ty zostałaś bez pary, ale jakoś specjalnie cię to nie obchodziło. Bardziej zastanawiałaś się, dlaczego akurat dzisiaj zmieniono plan lekcji tak, że Jehoon miała WF po drugiej stronie sali w tym samym czasie, co ty.
Wreszcie mogliście zacząć grać w siatkówkę. Nie przepadałaś grać w to na inną klasę. Jehoon była po drugiej stronie siatki i nieco cię denerwowała jej obecność. Chłopaki z twojej klasy siedzieli na ławce i przyglądali się wam. To również było nieco niezręczne.
 Gra nap oczątku toczyła się spokojnie. Na początku…
- _________!- krzyknęła Minhyo.
Od razu odwróciłaś głowę w jej stronę. Nawet nie wiedziałaś, o co jej chodzi. Zdałaś sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy ujrzałaś przed swoją głową czyjąś dłoń, która zasłoniła się twarz przed piłką. Okazało się, że Jehoon chciała uderzyć się piłką prosto w twarz.
 Powoli spojrzałaś w stronę swojego „wybawcy”. Nie mogłaś uwierzyć, że to był Xiumin. Siedział wcześniej parę metrów od ciebie i jakimś cudem znalazł się nagle przy tobie.
- Minseok…- chciałaś powiedzieć coś bardziej rozległego, ale nie mogłaś na razie nawet zaczerpnąć powietrza.
- W porządku? –spytał z uśmiechem.
- Dobrze dziewczyny, gramy dalej! Uważajcie na siebie! - krzyknął nauczyciel lecz nikt go nie słuchał.
Jehoon podeszła do was.
- Masz szczęście, że twój wilczek cię pilnuje- poklepała cię po ramieniu i z szyderczym uśmiechem wyszła z sali.
Xiumin zmarszczył brwi i patrzył złowrogo w jej stronę, kiedy wychodziła. A ty nie miałaś pojęcia, dlaczego Jehoon nazwała go w ten sposób…

***

 Na dworze pogoda zmieniła się z wietrznej w deszczową. Nie miałaś ze sobą parasolki. Na samą myśl o moknięciu na przejściu dla pieszych przeszły cię dreszcze.
 Wyszłaś przed szkołę i westchnęłaś głęboko. Kiedy tylko miałaś przystąpić do szybkiego marszu do domu poczułaś coś na swoich ramionach.
- Szkoda że się rozpadało.
Xiumin pojawił się obok ciebie z uśmiechem i przykrył ci ramiona swoją marynarką od mundurka szkolnego.
- Ale przecież ty zmokniesz…- powiedziałaś nieco zawstydzona.
- Ja i tak czekam tutaj na autobus. Możesz sobie ją wziąć i jutro mi przynieść. Radziłbym ci iść, bo zaczyna coraz bardziej padać.
- Ale…
- No już!- zaśmiał się- Biegnij do domu, bo zmokniesz!
Uśmiechnęłaś się przyjaźnie. Pomachałaś do Minseoka i szybkim krokiem wyszłaś za mury szkoły.
Nie chciało ci się wierzyć, że Xiumin tak po prostu oddał ci swoją marynarkę. Schowałaś się w tym celu za murkiem szkoły żeby zobaczyć czy naprawdę tak będzie.
Ku twojemu zdziwieniu Minseok skręcił w drugą stronę niż ty. Wiedziałaś że wcale nie czeka na autobus.
Podbiegłaś do niego, kiedy był już rarogiem i ze śmiechem zarzuciłaś marynarkę na jego ramiona. Przez chwile przestało cię obchodzić to, że pada a włosy powoli ci przemokły.
Minseok był bardzo zdziwiony tym, że tu jesteś. Myślał, że dawno już poszłaś do domu.
- Nie możesz moknąć, zachorujesz! – powiedziałaś idąc tyłem odwrócona w jego stronę.
- Autobus nie przyjedzie dzisiaj i ten…
- Wiem, że nie jedziesz autobusem – powiedziałaś zatrzymując się- To bardzo miłe, że oddałeś mi swoją marynarkę. Ale i tak już zmokniemy…
Minseok zaśmiał się niezręcznie i wtedy zauważyłaś rumieńce na jego policzkach.
Słodki. Taki uroczy…
- Może jak już zmokliśmy to pójdziemy gdzieś?
Przytaknęłaś. Obraliście kierunek – cukiernia. Miałaś ze sobą trochę pieniędzy, Xiumin podobnie, więc postanowiliście wypić ciepłą czekoladę.
Usiedliście przy stoliku i czekaliście na zamówienie. Przypomniałaś sobie dzisiejszą sytuację na sali gimnastycznej.
- Xiumin… Jak to się stało, że tak szybko wtedy się pojawiłeś i z tą piłką… I w ogóle…
- Po prostu wcześniej przewidziałem to, że ona zechce cię uderzyć…- odwrócił wzrok i widziałaś, że nie bardzo chce się tłumaczyć.
Xiumin zabrał ręce ze stolika i zaczął się rozglądać po lokalu. Wreszcie kelnerka przyniosła wam wasze zamówienie i zabraliście się za wypicie tego.

 Kiedy skończyliście pić ciepłą czekoladę akurat na dworze przestało padać. Wyszliście na zewnątrz i przechadzaliście się po parku. Było trochę chłodno. Wzdrygnęłaś się.
 Minseok znowu położył swoją marynarkę na twoje ramiona.
- Mi zimno nie grozi – powiedział z uśmiechem,
- Ale zachorujesz…
- Nie, nie zachoruję – zaśmiał się- Chciałbym coś ci pokazać… Jeszcze nikt o tym nie wie…
Zaciekawiłaś się tym. Nie sądziłaś, że Xiumin pokaże ci coś, czego jeszcze nikt inny nie widział.
Zatrzymaliście się pod drzewem. Xiumin delikatnie złapał twoje dłonie i uśmiechnął się przyjaźnie.
- Jesteś pierwszą osobą, która się ze mną zaprzyjaźniła – zaczął – To, co chciałem ci pokazać to moje uczucia do ciebie… Wiem, że pewnie teraz przestaniesz się do mnie odzywać, ale wiedz, że ja się lubię. Bardzo…
Minseok przysunął się do ciebie i powoli, z czułością złożył ciepły pocałunek na twoim czole. Czułaś jak w środku robi ci się cieplej i nie mogłaś określić swoich odczuć, co do tego. Twoje policzki były całe czerwone z zimna jak i z powodu Xiumina.
Poczułaś jak puszcza on twoje dłonie, ale nie chciałaś żeby to robił. Szybko się do niego przytuliłaś.
- Nigdy nie przestanę cię lubić…- powiedziałaś szybko.
Xiumin był lekko zdziwiony, ale szybko również cię przytulił. Wiedział, że jako jedyna dałaś mu szansę i na dodatek nie uciekłaś od niego.


Wiedzieliście, że właśnie znaleźliście swoje drugie połówki serduszka.

***

Niedługo po tym wszyscy zaczęli rozmawiać właśnie z tobą i z Minseokiem zostawiając fałszywych i raniących innych ludzi takich jak Taewon, Minhyo czy rodzeństwo Lee.
Wszyscy w końcu przejrzeli na oczy i przestali kierować się tym co mówią inni.
Wystarczyło się przecież bliżej poznać...

~ Sungmi

Dopiszę jeszcze krótką notatkę... Ostatnie komentarze pod scenariuszem z Myungsoo sprawiły, że prawie się rozpłakałam XD Bardzo dziękuje za wasze opinie i komentarze bo one naprawdę pomagają w pisaniu!