poniedziałek, 2 czerwca 2014

Suga ~ You look good

Wasza Sungmi stara się pobudzić do działania i pisać! Naprawdę nie wiem co się dzieje z moją weną ale przez ostatnie dni (tak, chodzi mi o miesiące) nie potrafiłam nic wymyślić. Na szczęście kiedy Linyong wpadła na pomysł z konkursem obudził się we mnie pomysł zaraz po ujrzeniu propozycji jednej z was.

Min Yoon Gi - to dla Ciebie! =^o^=
Mam nadzieję że wyszło w miarę normalnie, czytelnie i... fajnie >.<
To jest przejaw mojej weny więc wybacz za błędy ^_^'''
Miłego czytania!


***
Yoongi i ja poznaliśmy się w bardzo dziwny sposób. Było to jeszcze za czasów szkolnych...
W szkole krążyła legenda o dziewczynie która straszyła w tutaj ponieważ dawniej skoczyła z okna przez to że dręczono ją. Podobno skoczyła przez okno które znajdowało się w męskiej ubikacji. Jeśli ktoś wierzył w takie rzeczy to strasznie bał się tam wchodzić.
- No mówię ci!- V szturchnął Sugę w ramię- To prawda, ta dziewczyna dalej tam straszy. Widziałem ją.
- A jak wygląda?- zaciekawił się Suga.
- Jest ubrana w mundurek szkolny, taki stary. Za czasów kiedy były tu jeszcze czerwone mundurki. Czyli spódnica i te sprawy… Nazywa się Ari.
- Serio ona straszy?
- T-tak. Jeśli ją zobaczysz to będziesz musiał jej przynieść coś w zamian! Będzie za tobą chodzić dopóki nie pokażesz jej 100% punktów na sprawdzianie.
- Co?! 100% punktów?! Przecież ja w życiu tyle nie miałem! A co z tobą?
- No wiesz…- V odgarnął grzywkę na bok- Byłem na tyle przystojny że mnie nie zaczepiła.
Suga spojrzał na niego poirytowany. Przez to strasznie V, bał się iść do ubikacji. To było najgorsze co mogło go spotkać w tym momencie.
Byłaś nową uczennicą w tej szkole. Strasznie uczucie, prawda? Nikogo jeszcze nie znałaś. Jednak pech chciał że już pierwszego dnia wpadłaś na pewnego chłopaka.
- Przepraszam- powiedział od razu i nieco się wystraszył tym że przed chwilą oblał twoją koszulę napojem który niósł ze sobą w puszce- Naprawdę przepraszam!
- Nie szkodzi, tylko…- zacięłaś się patrząc na jego piękną twarz.
- Chodź ze mną, pomogę ci…
Złapał cię za nadgarstek i pociągnął za sobą do ubikacji. Nic dziwnego w tym że wybrał męską, tak? Chciał pomóc ci wyczyścić koszulę. Byłaś nim totalnie zauroczona.
- Czego masz inny mundurek?- spytał w pewnej chwili.
- Dopiero się przeniosłam do tej szkoły i nie mam innego na razie.
- Taki czerwony… Całkiem ładny.
- Dziękuje.
- Zaczekaj tu na mnie, przyniosę ci coś do przebrania się, na przykład koszulę...- chciał wyjść ale go zatrzymałaś.
- Nie trzeba…! Poradzę sobie- powiedziałaś pośpiesznie.
- Przyniosę…- uśmiechnął się przymykając lekko powieki. Był naprawdę przystojny.
I tak zostałaś sama w męskiej ubikacji. Wydawało ci się to dziwne. Chciałaś od razu stamtąd wyjść. Z progu wpadłaś na kolejną osobę. Był nią dość uroczy chłopak. Miał czarne włosy i całkiem ładnie ścięte.
- Mój boże!- krzyknął od razu i poleciał na drzwi.
- Przepraszam, już wychodzę…!- zacięłaś się.
- Nie zabijaj mnie!
Spojrzałaś na niego zdziwiona. Faktycznie, wyglądał tak jakby się bał. Bał się dziewczyn czy co? Chłopak zsunął się na dół pod drzwi i zakrył rękoma.
- Nic mi nie rób! Błagam! Ari, proszę!
- Ari?
- Przyniosę ci te 100% z testu, tylko nic mi nie rób!
- Dobrze ale…
- Oh, dziękuję za ocalenie Ari! – nieznajomy zerwał się z podłogi i z uśmiechem złapał cię za ramiona – Gdzie mam ci przynieść ten test?
- Test?
- Tutaj? Dobrze! OMO!- wybiegł z ubikacji.
W tle słyszałaś jeszcze jego krzyki o tym że „Ari go ocaliła” i „była całkiem miła”. Byłaś tak zdziwiona że nawet nie zauważyłaś kiedy jego poprzednik stał przed tobą z koszulką w rękach.
- Proszę- uśmiechnął się dając ci koszulę.
- Ale… Kto to jest Ari?- spytałaś.
- Ari? Miejscowa legenda. Dziewczyna która skoczyła przez okno tej ubikacji i teraz straszy każdego kto zobaczy.
- Straszy…?
- Chodzi za nim i takie tam…
- A jak się jej pozbywa?
- Trzeba przynieść 100% z testu. Czemu pytasz?
- Wiesz… Przed chwilą ktoś wziął mnie za Ari…
- Ciebie?- chłopak zmarszczył brwi a nagle otworzył szeroko usta i zaczął się śmiać – Ari! Faktycznie, masz ubranie jak ona! No to fakt… A jak ten ktoś wyglądał?
- No trudno określić…
- Pytam bo ostatnio mój kumpel wkręcał kogoś w tą legendę. I ten mu uwierzył… Ari.
- Naprawdę mam na imię _______.
- Jin. Miło mi cię poznać. A teraz się przebierz, bo skończy ci się przerwa.
- Fakt, dziękuje bardzo. Jutro ci ją oddam.
- Więc do zobaczenia!
Jin zniknął za rogiem zostawiając cię z całkowitym zamętem w głowie. Ty jako miejska legenda? Ari? To kompletny obłęd. O ile byłaś podobna do Ari to teraz każdy mógł się zaczynać ciebie bać.
Przyszłam do domu i cały czas rozmyślałam o Jinie i o tym chłopaku którego wystraszyłam. Uprałam koszulkę którą dostałam i zastanawiałam się kiedy w końcu dostanę nowy mundurek. Miał być tamtego dnia ale dyrektor nie dopilnował tego i okazało się że muszę jeszcze trochę czekać.
- No mówię ci! To była Ari, widziałem ją!- Suga strasznie się ekscytował a za razem wyglądał jakby nie spał przez całą noc.
- Wyspałeś się?- spytał Jin.
- … Bałem się spać.
- Eh… A dzisiaj jest sprawdzian.
- Właśnie, wczoraj się uczyłem cały wieczór i jak przyszedłem ze szkoły… Jejku, ja chce to napisać…!- Suga zrobił wielkie oczy i złapał Jina za ramiona- Rozumiesz?!
- Ale uczciwie to ma być. Bo Ari ciągle cię obserwuje- zaśmiał się wiedząc już kogo wczoraj „nawiedziłaś”.
- Aigoo…. A co jeśli nie napiszę?
- Masz nieskończenie wiele prób, ale Ari jest niecierpliwa.
- Była całkiem miła… I ładna.
- Zobaczysz sam jeśli nie oddasz jej tego szybko. Zobaczysz.
Suga już całkiem zwątpił. Wziął swoją tackę z jedzeniem i idąc za Jinem szukali wolnego miejsca. Rozglądając się usłyszał że ktoś z tyłu go woła. Odwrócił się szybko i wpadł na pewną osobę…
- Ari!- wyrzucił w powietrze tackę z jedzeniem które spadło gdzieś za nim.
Wszyscy przyglądali się temu zdarzeniu. A ty stałaś jak wryta z tacką i nie mogłaś nic powiedzieć. Za nim stał Jin. Jego mina wskazywała na to że masz wkręcać jego kumpla dalej.
- Gdzie jest test?- spytałaś zadziornie.
- Ari, wybacz…! Dopiero dzisiaj go piszemy- trzęsły mu się ręce i mówił nieco ciszej- Uczyłem się cały dzień… Ale… Nie wiem jak mi pójdzie.
- Masz szansę ode mnie… 99%.
- Ari, błagam 95!
- 99!- krzyknęłaś nieco i popatrzyłaś się mu w oczy- Ostateczna stawka!
- Aigoo...!
- Jak masz na imię?
- Yoongi. Możesz mi mówić Suga, jak wszyscy- lekko się uśmiechnął ale jego brew nadal lekko drżała.
- Więc dobrze Suga. Przynieś mi swój test jak otrzymasz wyniki. Zobaczymy czy przeżyjesz…
Minęłaś go wolnym krokiem i po drodze do stolika uśmiechnęłaś się lekko do Jina. On za to powstrzymywał się przed tym żeby nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Do Sugi podbiegł V.
- To była Ari?! Myślałem że ona nie istnieje…!- zaczął od razu zdziwiony przyglądając się załamanemu przyjacielowi- W życiu nie pójdę w tej szkole do łazienki…
- Kiedy Ari ma jedną ofiarę, nie zajmuje się drugą… - zapewniał Jin z uśmiechem.
- Masz czelność się jeszcze śmiać…
Chłopcy spojrzeli na Jina a on spoważniał i kiwał głową znacząco. W duchu nadal śmiał się z nich i z powodu tego całego zamieszania z Ari.
Czekałaś pod szkołą na autobus. Byłaś tutaj jedynie z dwiema dziewczynami które i tak rozmawiały na swoje tematy. Nawet ich nie znałaś.
W pewnej chwili podbiegł do ciebie Jin. Był nadal bardzo rozbawiony więc zapewne chodziło o wyniki testu. Od jego napisania minął tydzień a ty w tym czasie wystraszyłaś Sugę już x razy.
-Suga dostał wyniki, poszedł do łazienki! Chodź!- złapał cię za nadgarstek i pociągnął za sobą.
Wbiegliście do szkoły. Na drugim piętrze zobaczyliście tylko jak Suga wchodzi do ubikacji. Jin został na zewnątrz a ty weszłaś do środka zaraz po tym jak usłyszałaś głos Sugi pytający o ciebie.
- Masz test?- spytałaś.
Odskoczył nieco na bok i bardzo powoli i ostrożnie do ciebie podszedł. Trząsł cię cały więc uznałaś że nie poszło mu najlepiej. Wyrwałaś mu kartkę z rąk.
- Co my tu mamy…- grałaś jak najlepiej- Hm…
Zauważyłaś że Suga padł już przed tobą na kolana i ciągnął za spódnicę do dołu.
- Błagam, nie zabijaj mnie!
Spojrzałaś na kartkę. W górnym rogu pisało ile procent otrzymał. Widniało tam piękne 97%.
- W życiu nie dostałem tak wysokiej oceny…! Ale przepraszam że to nie jest 99%!
- Suga…- zaśmiałaś się patrząc na niego- Wstawaj…
- Ale…
- Wstań.
Suga szybko podniósł się do góry. Patrzył na ciebie dość wymęczonym wzrokiem. Wyjrzałaś na zewnątrz i pokazałaś kartkę Jinowi. Suga wyjrzał zaraz za tobą i wszyscy zebraliście się na korytarzu.
- Jin?- zdziwił się Suga- Co tu robisz?
- No pięknie Yoongi. Piękna piąteczka- uśmiechnął się oddając mu kartkę.
- O co chodzi?
- To nie jest Ari – wskazał na ciebie- To ja kazałem jej ciebie trochę pomęczyć żebyś zaczął się uczyć. Widzisz? Potrafisz.
- To nie jest Ari?- Suga przyjrzał się tobie od stóp do głowy – To niepotrzebnie się uczyłem! Zabije was!
- Potrzebnie!- zaprzeczyłaś- Yoongi, patrz jaką masz świetną ocenę! Bądź nam wdzięczny!
- Właśnie- poparł Jin- Nie będziesz tego żałował.
Suga patrzył na nich złowrogo ale po chwili zaczynał się uśmiechać. W końcu sam siebie wyśmiał. W duchu cieszył się z tej oceny. Zauważył też że zyskał nową przyjaciółkę.
Oboje wracaliście tym samym autobusem. Akurat zdążyliście do niego wbiec zaraz po wyjaśnieniu sprawy z Ari. Wcześniej pomachaliście Jinowi.

***
Dzisiaj mogę powiedzieć że po jednym roku szkolnym byliśmy naprawdę zgraną paczką. Ja, Jin i Suga. Świetnie się dogadywaliśmy i pomagaliśmy sobie. Suga o wiele lepiej się uczył po tym wydarzeniu z Ari. Spędzaliśmy czas razem z bibliotece i to naprawdę owocowało dobrymi ocenami. A obecnie nauka pozostała tylko dla mnie i dla Sugi. Jin skończył szkołę rok wcześniej niż my.

                Siedziałam na schodkach i czekałam na niego. To było moje pierwsze spotkanie z kimś takim. Chyba naprawdę się sobie spodobaliśmy. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Był to Suga.
- Masz czas?- spytał z radością w głosie- Może byśmy gdzieś poszli?
- Wychodzę dzisiaj z Jinem…
- A nie mogę z wami? – zdziwił się.
- No wiesz… Tak jakby to jest… Prywatne spotkanie?
- Z Jinem? Rozumiem- jego głos naprawdę spoważniał- W takim razie nie przeszkadzam, cześć.
Zanim mu odpowiedziałam, rozłączył się. Za parę minut dołączył do mnie Jin. Przywitał mnie krótkim przytuleniem. Zauważył od razu że coś jest nie tak ale nie chciałam mu mówić że myślę o tym dlaczego Suga tak dziwnie się zachował. To naprawdę zabrzmiało… Nie tak jakby mówił to Suga.
                Spędziliśmy razem cały wieczór. Byliśmy dosłownie wszędzie gdzie było ciekawie. Jin bardzo dobrze się ze mną dogadywał, cieszyłam się kiedy byliśmy razem…
Już od początku roku. Od tamtej pory mi się podobał. W końcu się udało.
- Więc?- podszedł bliżej mnie i uśmiechnął się lekko- Jutro kolejne spotkanie? – zaśmiał się kładąc ręce na moich ramionach.
- Myślę że tak- czułam jak czerwienię się na policzkach.
- Do zobaczenia, jagi- nachylił się nade mną i pocałował lekko w policzek- Śpij dobrze.
- Do… jutra…
Byłam tak zawstydzona że nie umiałam spojrzeć mu w oczy. Kiedy tylko zniknął za rogiem miałam ochotę skakać jak głupia z radości. Powstrzymując swoje emocje poszłam do domu. Ale wtedy przypomniałam sobie o tonie jakim mówił Suga… Był zły że go nie zaprosiliśmy?
                Następnego dnia w szkole usiadłam obok Yoongiego w ławce. Nawet się nie przywitał. Po prostu patrzył się za okno z miną bez wyrazu.
- Co ci jest? –spytałam.
- Nic- mruknął.
- … Czemu taki jesteś?
- Wydaje ci się- popatrzył na mnie- No opowiadaj… Jak z Jinem?
Dało się wyczuć tą ironię w jego głosie. Chyba naprawdę był o to zły.
- Wiesz… Dobrze ale… Wybacz że nie wzięliśmy cię ze sobą.
- To chyba logiczne, jeśli to była randka.
- No tak…
- Więc o co ci chodzi?
Znowu odwrócił się do okna. Był ewidentnie zły, tylko o co? Wolałam już nie dociekać. W ciągu całego dnia nieco polepszyła się nasza sytuacja. Powoli mu przechodziło.
                Zaraz po lekcjach wyszłam z nim ze szkoły na autobus. Kompletnie się zdziwiłam kiedy zobaczyłam przed bramą Jina. Podbiegłam do niego i od razu przytuliłam.
- Co tu robisz?- spytałam kiedy nadal trzymał mnie w objęciach.
- Postanowiłem cię odwieźć- uśmiechnął się i potem pomachał do Sugi- Witaj Yoongi!
- Cześć – Suga dość niechętnie do nas podszedł, włożył ręce w kieszenie i lekko uniósł podbródek do góry.
- Jak tam? Jedziesz z nami?
- Nie, nie jadę. Poczekam na autobus.
- Czemu? Będziesz szybciej w domu.
- Poczekam.
- W takim razie… Do zobaczenia.
- Cześć, wam.
Pomachałam do Sugi chociaż widziałam że nie zareagował na to. Znowu stał się zły kiedy tylko pojawił się Jin. Pokłócili się? Czy nadal chodziło o to spotkanie?

Minął miesiąc od kiedy byłam z Jinem. Pomimo że się starałam, Suga i tak nie chciał ze mną już przebywać. Nagle wszystko się zepsuło.
Nigdy w życiu bym się tego nie spodziewała…
                Czekałam na Yoongiego pod domem. Siadłam sobie jak zwykle na schodkach. Zdziwiłam się że jeszcze chce mnie poprosić o spotkanie, kiedy sam się ode mnie odcinał. Oczywiste było że się zgodziłam.
Suga usiadł obok mnie. Westchnął cicho i popatrzył w moją stronę.
- Nienawidzę cię wiesz?
To co usłyszałam dotarło do mnie totalnie głęboko. Nie sądziłam że usłyszę to akurat od niego, tak na powitanie. Coś zabolało mnie w środku.
- Dlaczego mi to mówisz?- głos mi się załamał.
- Przez ciebie cierpię… Nie zauważyłaś tego co czułem.
- Czułeś?
- Dobrze ze podkreśliłaś to słowo. Teraz już nie czuję ale… Na początku kiedy zaczęłaś się spotykać z Jinem, byłem zazdrosny. To ja chciałem nim być… Mnie się podobałaś…
- Yoongi… Wybacz…
- Nie twoja wina, tak?- zaśmiał się lekko- Ale wiesz że to jest całkiem zabawne, prawda? Ironia losu… Cieszę się że mi przeszło.
- Wiesz… Trochę mnie to zabolało.
Suga przysunął się do mnie i objął jednym ramieniem. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się. W pewnej chwili przyciągnął mnie do siebie i pocałował w usta przez chwilę.
- To jest nasze ostatnie spotkanie… Dobrze że już cię nie kocham.

Od tamtej chwili minęło już pół roku. Suga przeniósł się do innej szkoły prawdopodobnie ze względu na pracę ojca i zmianę miejsca zamieszkania. A ja zostałam zostawiona z poczuciem winy. Jak mogłam tego nie widzieć?Z Jinem rozstałam cię niedługo po tym. Nie wytrzymałam i powiedziałam mu że ciągle mnie dręczy to co zrobił Suga. A on nie chciał być z kimś kto nie myśli tylko o nim. Nadal się spotykaliśmy ale tylko jako przyjaciele. Ale i to powoli między nami się zacierało.Nawet ja wyprowadziłam się w inny rejon miasta. Rodzice teraz więcej zarabiali więc kupili całkiem nowy dom. A ja kompletnie nie znałam tej dzielnicy. Na szczęście niedawno skończyłam szkołę.

                Kolejny raz zostałam wysłana do sklepu. Tutaj na szczęście już znałam drogę. Czasem potrafiłam skręcić nie w tą uliczkę ale powoli się przyzwyczajałam.
Dzisiejszy dzień był paskudny. Wietrzny i deszczowy. Na moje nieszczęście kiedy tylko wracałam ze sklepu zaczęło padać. A ja oczywiście nie miałam parasolki. Stanęłam pod daszkiem i czekałam aż przestanie padać. Przy okazji zajęłam się czytaniem paragonu. Co miałam lepszego do roboty?
Woda nieco kapała mi na grzywkę. Ten daszek naprawdę nie był aż taki duży. Deszcz i tak zacinał mi na nogi.
W pewnej chwili zauważyłam nad sobą przenikający cień. Podniosłam szybko głowę i zobaczyłam parasolkę. Spojrzałam szybko na właściciela.
- Niepotrzebnie się martwiłem… Wyglądasz dobrze- uśmiechnął się.
Ciepło zawitało w moim sercu. Uśmiech jaki posłał mi on… Yoongi. Nigdy bym tego nie przewidziała. Co on tu robił? Jakim cudem na niego trafiłam?
O mało nie upuściłam torby z zakupami. Postawiłam ją na ziemię. Suga podszedł bliżej mnie i kiedy tylko podniosłam głowę poczułam ciepły pocałunek na swoim czole. Przymknęłam powieki i chciałam się nie rozpłakać.
- Naprawdę cię przepraszam- powiedziałam cicho gdy tylko się odsunął. Niestety łza spłynęła mi po policzku.
- Jagi, o czym ty mówisz…- szybko wytarł moją łzę palcem- Wyglądasz dobrze…
- Ale… Co ty tu robisz?
- Szukałem cię. Zrozumiałem że…
- Yoongi…- zaczęłam bardziej płakać.
- ….jeśli tak wygląda przeznaczenie… To ty jesteś moim, ________.
Przytuliłam się do niego . Naprawdę bardzo się cieszyłam że go widzę. Znowu mogłam go zobaczyć. Tęskniłam, bardzo.
- Kocham cię… Nie mogłem się dalej oszukiwać. To było silniejsze…
Po tych słowach znów pocałował mnie. Ale tym razem w usta… Mogłam poczuć się jak w niebie. Z nikim innym się tak nie czułam.
Ja chyba również zrozumiałam że to właśnie jego kocham.


 ~ Sungmi
Ps. Serio przepraszam za brak weny... Ale postaram się coś z tym zrobić.
No i pomysł z legendą szkolną zaczerpnięty z creppy pasty o Hanako xD

sobota, 12 kwietnia 2014

Kris ~ "Kris, Hwaiting!"




Scenariusz dla Jezusa Zbawiciela (zdechłam XD)


Na początku przepraszam za moją strasznie długą nieobecność. "Trochę" brakowało mi weny. Postaram się to wszystko szybko nadrobić! HWAITING! 
Miłego czytania! 


Leniwie przeciągnęłaś się na łóżku. Trochę zaspałaś, nie wiedziałaś dlaczego budzik wcale cię nie obudził, tak jak zwykle. Okazało się że jest wyłączony.
Poszłaś do kuchni ledwo przytomna. To co zobaczyłaś przeszło twoje oczekiwania.
Na całej podłodze była rozsypana mąka, na blacie leżało rozbite jajko, na desce do krojenia było ok. 6 noży –każdy wysmarowany dżemem.
Twoje nerwy sięgały zenitu.
- Kris!!
Cisza. Zdziwiłaś się że go tu nie ma. Wyruszyłaś ku poszukiwaniu swojego chłopaka. Najpierw zwiedziłaś całe piętro.
- Kris!!! Yifan!
Ktoś musiał ci wyjaśnić co stało się w kuchni. A to bez wątpienia tą osobą musiał być Kris.
Zbiegłaś na dół po schodach. Wchodząc do salonu uderzyłaś się w mały palec u stopy i przez to chwile siadłaś na fotelu.
- Zabije go kiedyś- mruknęłaś pod nosem trzymając się za palec u nogi.
Jeszcze bardziej wkurzona wyszłaś na werandę. Zdziwiłaś się. Była ona przyozdobiona kwiatami, konkretniej różowymi forsycjami. Było ich tak dużo że prawie nie dochodziło tu światło. No i coś w tym momencie przestało ci się zgadzać…
Wtedy zza forsycji wybiegł Kris i postawił nogę na pierwszym schodku. Jednak niefortunnie potknął się. Na całe szczęście utrzymał równowagę i uklęknął na jednym kolanie na ostatnim schodku.
Wyciągnął w twoją stronę ręce z bukietem białych konwalii.
Mimo złości uśmiechnęłaś się. Kris miał coś mówił i kiedy podniósł na ciebie wzrok zaciął się. Jego mina w tamtym momencie była nie do opisania.
- Jagi…?
- Słucham?- zmarszczyłaś brwi.
- Czesałaś się dzisiaj?
- Niee…
- Widać.
Kris wstał i podszedł do ciebie po czym się nachylił w przód przyglądając twojej twarzy.
- Może najpierw się uczesz?
Oburzyłaś się, ale mimo to nieco cie rozśmieszył. Mówił to z niepewnym śmieszkiem i bardzo… „delikatnie”.
Nic nie mówiąc już więcej wziął cię na ręce i pomimo twoich protestów zaniósł do łazienki.
- Musisz przynajmniej się uczesać!- krzyknął- Przyniosę ci ubranie!
Westchnęłaś. Do czego doszło żeby twój chłopak kazał ci się „ogarnąć”. No ale nie spodziewałaś się że przygotuje jakaś niespodziankę.
Kris postawił pod drzwiami łazienki torebkę upominkową. Szybko stamtąd zniknął.
Zdziwiłaś się jeszcze bardziej nowa sukienka i butami. Na dodatek wszystko wyglądało na to że on to dokładnie przemyślał. Chyba za dobrze cię znał…
Teraz już nawet nie mogłaś się na niego złościć, tak się starał.
Ubrana i (przede wszystkim) uczesana wyszłaś na werandę. Kris zrobił powtórkę we wręczeniu ci kwiatów.
-O co tak właściwie chodzi?- uśmiechałaś się niepewnie.
-Nie podoba ci się?- zdziwił się.
-N-nie o to chodzi! Po prostu pierwszy raz tak… Jest.
-Właśnie, kiedyś trzeba zacząć. _______, nie pytaj tyle.
- Oświadczasz mi się?
Kris zrobił się cały czerwony na twarzy i strzelił mi palcem w czoło.
-Pabo!- denerwował się.
Złapał mnie za rękę i zbiegliśmy ze schodów. Zaraz za górą forsycji stał stolik na którym było własnoręcznie wykonane przez niego śniadanie. To było widać, gdyś te same fruwające składniki znajdowały się obecnie w całej kuchni.
- Jejku, Kris…- rozczuliłaś się.
- To nadal nie są oświadczyny…!- krzyknął od razu i szybko posadził ciebie na krześle- Smacznego śniadania.
Usiadł naprzeciwko i oparł się łokciem o stolik. Długo ci się przyglądał. Ty za to podziwiałaś wszystko na około, szczególnie werandę. Już wiedziałaś kto będzie musiał zbierać te wszystkie forsycje kiedy już zwiędną… Nie kto inny jak ty.
- Możesz w końcu zacząć jeść, Pabo?- powiedział unosząc jedną stronę ust i lekko przymykając jedno oko.
Wzięłaś ciastko (???) i ugryzłaś niepewnie. Aż cię zdziwiło to że było jadalne.
- I jak?- spytał podekscytowany.
- Fajne.
- Fajne?- zaśmiał się lekko zdenerwowany.
- Fajne.
Widziałaś jego minę i nie mogłaś się powstrzymać od chichotu. Kris musiał być bardzo komplementowany żeby coś z tego wyszło… Szczególnie kiedy się starał.
- Mmm… Bardzo smaczne- uśmiechnęłaś się jedząc kolejne ciastko.
- Ha! – zerwał się z krzesła po czym znowu usiadł- Kris hwaiting, Kris, Kris…
Był taki zabawny. Kompletnie nie wiedziałaś co planuje. Najpierw rozmawialiście o jego koncepcji.
- Zrezygnowałem z nagrań i zostałem w domu żeby w końcu zająć się nami. Jak ci się podoba?
- Jesteś cudowny.
Kris zaśmiał się zawstydzony i poprawił włosy. Wyglądał tak pięknie że kolejny raz się na niego zapatrzyłaś.
Kiedy skończyło się wam jedzenie, Kris złapał cię za rękę i kazał wstać. Wtedy uklęknął przed tobą na kolanie.
- To nadal nie są oświadczyny…- zaznaczył na początku.
Zaśmiałaś się.
- Więc co to?- twoje policzki zrobiły się całe czerwone.
Kris zaczął wiązać sznurówkę w swoim bucie. Ty musiałaś znowu usiąść na krześle ze śmiechu.
- Wybacz – sam zaczął się śmiać i zrobił się cały czerwony- Nie chciałbym się zabić.
Oznajmił że na cały dzień jedziecie na miasto. Zwiedzaliście wszystko co się da, poszliście na film do kina, nawet do zwyczajnej kawiarenki na gorącą czekoladę, gdzie Kris nie zwracał uwagi na fanki.
- Ignoruj je. Dzisiaj liczymy się tylko my…
Spacerowaliście po molo, a kiedy słońce zaczęło zachodzić usiedliście na plaży i wpatrywaliście w zachód słońca.
-Nigdy nie przyglądałam się temu jak słońce zachodzi…- powiedziałaś - Dużo straciłam.
- Nigdy? Musimy to powtórzyć jeszcze raz i kolejny. Cudownie jest prawda?
- Z tobą wszędzie jest cudownie.
Kris objął cię ramieniem i z uśmiechem pocałował w czoło. Uznał że szkoda jeszcze iść stąd więc leżeliście na piasku i nawet kiedy zrobiło się ciemno nie chcieliście się stąd ruszać. Gwiazdy były równie piękne.
- Spadająca gwiazdka! – krzyknęłaś.
-Wiesz że to nie koniecznie jest spadająca gwiazda…
-Cicho!
Przerwałaś jego filozofie i zamknęłaś oczy. Pomyślałaś o tym żeby zawsze już było tak jak dzisiaj. Żeby zawsze Kris był z tobą.
Jeszcze chwilę posiedzieliście na piasku i postanowiliście wracać do domu.
Zanim doszliście do samochodu Kris znowu padł na jedno kolano.
- Zawiąż sobie te buty raz a dobrze, okej?- zaśmiałaś się i założyłaś ręce na biodra.
Kris podniósł głowę do góry po czym wyciągnął ręce w twoją stronę.
Serce zaczęło ci bić mocnej a on patrzył na ciebie z takim przejęciem.
Lekki podmuch wiatru rozwiał twoje włosy.
- Teraz to są oświadczyny- uśmiechnął się lekko.
Wziął twoją dłoń i włożył na ci na palec pierścionek. Ty nie mogłaś oderwać od niego wzroku.
- Pabo, wyjdź za mnie- ucałował twoją dłoń.
Wpadłaś mu w ramiona mimo że nadal klęczał na piasku.
- Będę twoją gwiazdką, Pabo.
- Yifan…
- Tak?
- Kocham cię.
Kris pocałował cię delikatnie. Zauważył że masz lekko załzawione oczy. Wytarł twoje policzki z łez i mocno cię przytulił. Zaniósł cię do samochodu i po drodze obiecał…
- Pamiętaj że twoja gwiazdka nigdy nie spadnie, Pabo.

~Sungmi

sobota, 15 lutego 2014

Zelo ~ Fall in love




Scenariusz dla Iza Zeluś :3

***

Jeszcze tylko ostatnie pociągnięcie pędzelkiem i będę gotowa. Cholera! Jak zawsze muszę coś zepsuć… Nienawidzę malować eyelinerem!
Zmyłam cały makijaż z lewego oka i od nowa malowałam na nim wszystko. Byłam tego wieczoru cierpliwa. W końcu dzisiaj jest moje pierwsze spotkanie z nim. Tak długo się starałam żeby jakoś się do niego odezwać. Tak długo robiłam wszystko żeby zwrócił na mnie uwagę. W końcu udało mi się umówić z nim na randkę.
Zastanawiało mnie dlaczego akurat tak późno i w jakimś nocnym barze, klubie czy co to tam było. Nie znam się na tego typu imprezach, bo jakoś nigdy nie wychodziłam z przyjaciółmi akurat tam.
Wreszcie pomalowałam oczy. Teraz tylko ubranie i włosy. Nałożyłam na siebie zwyczajną przylegającą do ciała sukienkę z paroma koronkowymi wstawkami. Była dość elegancka i kiedy przyjrzałam się w lustrze dodała mi parę lat albo przynajmniej pełnoletniości. A obecnie miałam 17 lat. Może to trochę dziwne że wybieram się w takie miejsca jak nocne kluby ale chciałam się spotkać z nim.
Nałożyłam moje nowe buty i oznajmiłam rodzicom że wychodzę. Oczywiście nie widziałam na ich twarzy zadowolenia ale pozwolili mi wyjść.
Wsiadłam do samochodu i przywitałam się uśmiechem z nim.
- To co, jedziemy? – spytał ucieszony.
- Pewnie. A gdzie ten klub?
- Niedaleko, zobaczysz.

***

Weszliśmy do klubu. Było tu dość… Dziwnie. Nie podobała mi się panująca tu sztywna atmosfera. Jednak nie chciałam narzekać.
Usiedliśmy przy stoliku. Długo nikt do nas nie podchodził. W końcu zrobiła to jakaś młoda kelnerka. Zauważyłam jak on na nią patrzył… Tak jakby mu się podobał tylko jej wygląd. Ale szybko pozbyłam się tych myśli i chciałam cieszyć jego obecnością tutaj. Co to za czasy kiedy dziewczyna sama musi się starać o chłopaka…
-  Więc co mi powiesz?- spytał opierając się o stolik łokciami.
Czułam jak nogą przejechał po mojej nodze. Przeszedł mnie lekki dreszczyk.
- Chyba nie jestem w stanie nic powiedzieć – powiedziałam nieco zawstydzona.
- Onieśmielam cię?
- Nieco.
- Widzę – zaśmiał się. Litości, czemu on jest taki ładny.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia. Kiedy podawała je tej najpiękniejszej istocie na ziemi ja odwróciłam wzrok w stronę baru. Ku mojemu zdziwieniu spotkałam się prosto z wzrokiem barmana. Wyglądał on dość młodo. Uśmiechnął się lekko ale za chwilę odwrócił głowę i przygryzł dolna wargę. Gdzieś już wcześniej go widziałam. Ciekawe…
Zaczęliśmy jeść nasze przekąski. Przyglądałam mu się co chwila. Nie mogłam uwierzyć że jestem tutaj z takim chłopakiem. Jak to się stało że mnie zauważył?
Nie mogłam przestać się uśmiechać i czułam że mam gorące policzki.
Kiedy zjedliśmy coś on przysiadł się na moją stronę i objął ramieniem.
- Ślicznie dzisiaj wyglądasz- powiedział.
- Dziękuje- powiedziałam odwracając wzrok na chwilę.
Prawda była taka że nie bardzo wiedziałam o czym z nim rozmawiać.
Poczułam jego dłoń na moim udzie. Parę sekund potem zaczął się zbliżać do mnie. Najpierw pocałował mnie delikatnie w usta…
Czy on chce żebym dostała zawału?!
Coś jednak mi się nie spodobało. On ewidentnie wsunął rękę dalej. Złapałam go za nadgarstek.
- Oppa, co robisz?- spytałam.
- Może byśmy przenieśli się do mnie?- uśmiechnął się lekko i zabrał kosmyk moich włosów z twarzy.
Nie chciałam tego tak zaczynać. Myślałam że on jest inny tym czasem już na pierwszej randce dopierał się do mnie. To zdecydowanie nie było w moim guście. O nie.
- Nie chcę jechać do ciebie.
- Dlaczego?
- Bo nie podoba mi się to…
- Chyba po coś się umówiliśmy nie? Ja też chce coś z tego mieć.
- Przepraszam, czy to ma oznaczać że nie jesteś tu tylko po TO? – odsunęłam się od niego.
- Nie, nie to miałem na myśli – znowu chciał się przysunąć i złapał mnie za rękę. Jednak ja się wyrwałam z jego objęć.
Mój ideał legł w gruzach. Nie mogłam uwierzyć że taki miły chłopak nagle tak się zmienia. To w ogóle możliwe?!
- Ale właśnie to powiedziałeś- oznajmiłam.
- Miałem na myśli że bardzo mi się podobasz i nie chcę tylko siedzieć tutaj i rozmawiać – powiedział pośpiesznie- Poszlibyśmy do mnie na film czy coś.
- Nie chcę. Nie dzisiaj.
Wstał i pociągnął mnie za rękę.
- W takim razie nigdy więcej. Albo jedziesz teraz ze mną, albo wcale się już nie zobaczymy.
Postawił mnie przed takim wyborem? Za kogo on się uważa. Pomijając fakt jak bardzo musiałam się w sobie zebrać żeby mu odmówić, przez to że miałam do niego słabość to i tak był zbyt bezpośredni.
Pociągnął mnie za rękę ale ja zapierałam się nogami.
- Puść mnie, nigdzie nie idę!
- Jesteś jakaś głupia!- krzyknął  i szarpnął mnie za ramiona- Nie myślałaś chyba że będziemy parą przez dobre parę lat i że będziemy się kochać?! To dopiero pierwsza randka!
- No właśnie, pierwsza randka a nie spotkanie towarzyskie!
- I tak pewnie lecisz tylko na moją kasę! Niby dlaczego się tak do mnie pchałaś!? A teraz nie chcesz! Nie to nie, zostań sobie tu sama! I zapłać za siebie.
- Mówiłeś żebym nie brała pieniędzy, więc za co zapłacę? Tak czy inaczej jak możesz powiedzieć że chodzi mi o pieniądze?!
- Przepraszam- w naszą rozmowę wtrącił się barman – Można nieco ciszej bo inni goście się denerwują.
- Nie wtrącaj się! – warknął popychając lekko młodego barmana- Nie twój interes, nie nie możemy…!
- Uspokój się…!- zabrałam ręce niegdyś mojego ideału z chłopaka. Za to zostałam lekko popchnięta.
Zaczął się awanturować. Barman wezwał ochronę i za chwilę wyprowadzili go na zewnątrz.
- Noona- barman podszedł do mnie kiedy usiadłam przy stoliku.
Zdziwiłam się. Noona? A po za tym powinnam mu podziękować.
- Wybacz, nie podziękowałam ci – westchnęłam i uśmiechnęłam się a kiedy on usiadł na krzesełku spojrzałam na niego- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co tylko… Noona, nie powinnaś tak się zachowywać…
- Ale…
- Bo wiesz, jeśli byłoby za co go lubić to byś nie musiała mu odmawiać. A jeśli naprawdę by ci się podobał to byś wierzyła że cię nie zostawi… No a miałaś wątpliwości i zostawił cię.
- No wiesz… Nie wiem czemu mi to mówisz ale chyba masz rację. Jednak nie chciałam z nim wychodzić.
- Myślę że dobrze się stało, nie przejmuj się- pogłaskał mnie lekko po ramieniu.
- Często musisz pocieszać tutaj takie ofiary losu jak ja?- zaśmiałam się.
- Noona, nie mów tak o sobie. Nie często zdarzają się kobiety które odmawiają wyjścia z lokalu ze swoim chłopakiem.
- Tak właściwie… Nazywam się _______ - podałam mu dłoń.
- Junhong. Ale możesz mówić mi Zelo, tak jak wszyscy – uścisnął ją lekko po czym wstał- Wiesz Noona musz…
- Myślę że nie jestem „Nooną”.
- A ile masz lat?- zdziwił się lekko.
- Dopiero 17 – zaśmiałam się.
- Przepraszam!- zgiął się lekko po czym wyprostował i podrapał lekko w głowę- Myślałem że jesteś starsza, wyglądasz tak dojrzale. W takim razie jestem twoim Oppa.
- Wypadałoby się najpierw lepiej poznać…
- A masz czas potem?
Byłam lekko zdziwiona. Zelo od razu proponował mi spotkanie? Był miły i nawet mi teraz pomagał. Właściwie zachował się o wiele lepiej niż ON. Niż Minhwa.
- Raczej tak ale mam problem… Nie mam za co zapłacić za obiad.
- Wiesz że to nie jest taki duży problem…?

***

Zelo porozmawiał o tym z szefem i szef był na tyle dobrym człowiekiem że pozwolił mi to odpracować tego wieczoru. Musiałam jedynie pomagać nosić zamówienia i odziać się w jeden z fartuszków. Tutejsza kelnerka, Aiko dała mi jeden swój uniform i z uśmiechem oznajmiła że mogę zaczynać pracę.
Jak się okazało po godzinie 23:00 był tu niezły ruch. A ja nie ukrywając dobrze się bawiłam jako kelnerka. Nawet mi się podobało. Zelo często posyłał mi uśmiechy. A kiedy miałam chwilę wolnego pokazywał mi sztuczki ze szklankami i napojami.
Pomimo tego zajścia niedawno bardzo miło spędziłam ten czas. Wszystko dzięki Aiko i Zelo. A głównie dzięki niemu… Był bardzo przyjacielski. Czułam że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie.
O 24:00 przyszli inni pracownicy na zmianę. Wtedy mogliśmy wyjść z Zelo. Jednak było już bardzo późno. Zelo uznał że jeśli to nie problem to zabierze mnie na nocny spacer po mieście. Powiedziałam mamie że wrócę późno i jeszcze nikt nie zdzwonił więc zrozumiałam że to jest pozwolenie na naprawdę późny powrót.
- Daleko mieszkasz?- spytał Zelo.
- Trochę tak. Przeraża mnie myśl wracania potem.
- Nie martw się, odprowadzę cię. Może lepiej chodźmy już w tym kierunku.
- Naprawdę? Jesteś świetny!
- Nie no, to nic takiego – zaczerwienił się nieco i podrapał w głowę- Tylko martwię się o ciebie, „Noona”.
Zaśmiałam się. On też. Powiedział że ta pomyłka z jego strony jest zabawna i przyznał że naprawdę wyglądam poważnie w takim stroju i makijażu. Dopiero w przebraniu kelnerki zobaczył we mnie licealistkę.

***

W mieście było dużo całodobowych sklepów a że było lato to Zelo zaproponował żebyśmy kupili sobie lody. Nie miałam pieniędzy ale on koniecznie chciał za mnie zapłacić.
Kupiliśmy sobie po drodze sopelki i jeszcze na jakiś czas przysiedliśmy na murku niedaleko sklepu.
- Możesz mi opowiedzieć coś o sobie- oznajmiłam.
- Hm. No więc po za tym że pracuję na nocną zmianę to jeszcze zaczynam pracować jako trainee. Potrafię tańczyć.
- Tak? A możesz coś zaprezentować?
- No nie wiem… Trochę się wstydzę- zaczerwienił się.
- No weź- szturchnęłam go lekko w ramię.
Zgodził się a ja się bardzo ucieszyłam. Kiedy tylko coś zatańczył byłam pod wrażeniem jego umiejętności. Po za tym wyglądał tak pięknie.
Naprawdę dzisiaj poprawił mi humor.

***

- No więc… Nie chciałbym być nachalny czy coś ale moglibyśmy się częściej spotykać – powiedział Zelo kiedy staliśmy u mnie pod domem.
- Bardzo się cieszę że to mówisz.
- Ale nie jestem pewien jednej rzeczy…
- Jakiej?
- Czy nie jestem jedynie pocieszeniem? Tamten chłopak cię zostawił wtedy i… No nie wiem.
- Zelo, nie myśl tak, wiem że to może tak wyglądać ale tak nie jest - przytuliłam go – Znam cię krócej ale wiem że jesteś o wiele lepszą osobą niż tamten prostak. Dziękuje za dzisiejszy wieczór… Noc właściwie.
- Jesteś bardzo ładną i miłą Nooną- oznajmił kładąc dłonie na moich ramionach- _______. Cieszę się że się poznaliśmy.
Zelo nachylił się nade mną i pocałował w czoło delikatnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. To było takie… bajeczne.
Tak, bajeczne uczucie.

***

Jeszcze w niedzielę spotkałam się z Zelo po raz drugi. Spędziliśmy cały dzień razem. Aż żałowałam że następnego dnia było już do szkoły.
Kiedy tylko oderwałam się od wszystkich na długiej przerwie wyszłam na zewnątrz i usiadłam na trawie opierając się o drzewo. Zelo mówił że zadzwonił do mnie na długiej przerwie.
Wreszcie ekran mojego telefonu się zaświecił.
- Yoboseyo?
- Co tam Noona?- zaśmiał się.
- Cieszę się że dzwonisz- powiedziałam uśmiechając się.
- Obiecałem. A gdzie teraz jesteś?
- Siedzę sobie na dworze. A ty?
- Też wyszedłem na boisko. Słyszysz ?- dało się słyszeć dźwięk odbijanej piłki po czym śmieszek Zelo.
- Grasz w kosza?
- Tak rzucam piłką sobie. Masz dzisiaj dla mnie czas?
- Myślę że znajdzie się chwila.
- Tylko chwila? Jak możesz.
- Wiesz ze żartuje…!
- Chyba mam dla ciebie niespodziankę…
- Tak…? Jaką?- po drugiej stronie usłyszałam długą ciszę – Yoboseyo?
Poczułam na moim ramieniu czyjąś rękę przez co aż podskoczyłam i odwróciłam się szybko. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Zelo.
- Co tu robisz?!- zdziwiłam się.
- Nie wiedziałem że chodzimy do tej samej szkoły- przykucnął obok mnie i zaczął bawić się piłką w rękach.
- Naprawdę chodzisz tu do szkoły? Jejku, to jest takie… Nieprawdopodobne.
- Masz rację. Bajkowe?
- Tak!
Zelo nachylił się nade mną i oparł jedną ręką o drzewo po czym delikatnie pocałował mnie w policzek. Było to tak niespodziewanie że nawet nie mogłam zareagować. Kiedy się odsunął widziałam radość w jego pięknych oczach.

- Jesteś bajeczna… Noona.

~ Sungmi

poniedziałek, 10 lutego 2014

Zamówienia ~ Sungmi





Skończyłam ostatnią kolejkę więc otwieram nową. Trochę dłużej zajmie mi zrealizowanie zamówień ale to ze względu że znowu zaczęła się szkoła :<

Dalej działamy na tych zasadach:
Przyjmę pierwsze 5 zamówień.
Jedna osoba może zamówić 1 scenariusz.

Możecie opcjonalnie napisać jaki chcecie scenariusz, czy smutny czy wesoły, happy end czy też nie.

PROŚBA:
Nie zamawiajcie ciągle tych samych biasów bo to się robi monotonne, wprowadźmy nieco więcej zróżnicowania! :3

No i jeszcze w między czasie miałam wenę więc czasem mogą pojawić się scenariusze po za zamówieniami.

Tak więc można zamawiać :3
PAMIĘTAJCIE O PIERWSZYCH 5 ZAMÓWIENIACH 

!LISTA ZAMKNIĘTA!

Zamówienia:
~ Zelo
~ Kris
Junhyung
Gigwang
Kevin
~ B:eta *
~ Sungjae *


*W związku z tym że jest ponad 5 zamówień i nie powinnam w sumie ich przyjmować ale... Na blogu nie było jeszcze scenariusza z B:etą, a scenariusz z Sungjae był bardzo dawno przyjmę je jeszcze :3
Jednak scenariusz z L.Joe nie zostanie przyjęty ponieważ było ich już dwa na blogu i to całkiem niedawno :3 Wpiszę go w następną kolejkę :)
~ Sungmi

niedziela, 9 lutego 2014

Youngjae ~ Don't leave me...


Scenariusz dla Blacky.
Miłego czytania!:3



***

- Mam nadzieję że to wszystko się nam opłaci. Chcę żebyśmy kiedyś wybudowali wspólny dom i kupili samochód…- powiedział Youngjae trzymając mnie za rękę.
- To miłe że o wszystkim myślisz. Jesteś wspaniały.
Pocałowałam go delikatnie w policzek. Właśnie szliśmy do banku żeby wpłacić tam nasze pieniądze i zabezpieczyć się na przyszłość. Byliśmy już parą od ponad dwóch lat i ostatnio Youngjaewyznał mi że chciałby spędzić ze mną resztę swojego życia. Na razie nie planujemy ślubu, jednak wiem, że będziemy ze sobą na zawsze. Na dobre i na złe, jak to mówią.
Weszliśmy do banku i usiedliśmy na krzesełkach przy drzwiach, w kolejce.
- Gdzie chciałabyś mieszkać?- spytał Youngjae.
- W jakimś spokojnym miejscu, ale blisko centrum… A ty?
- Też o tym myślałem. Trochę znudziło mi się to mieszkanie w bloku… Gdzieś trzeba pomieścić małe Yoo…
Zaśmiałam się kiedy Youngjaepogłaskał mnie po brzuchu. Był taki zabawny, idealny, czuły. Dawniej żył chwilą, i nie obchodziło go to co się stanie. Jednak teraz było inaczej, ponieważ chciał wiedzieć czy się na wszystko zgodzę. Bardzo liczył się z moim zdaniem planując nasze życie.
W końcu przyszła nasza kolej. Youngjaeposzedł do okienka a ja jeszcze powiesiłam płaszczyk na wieszaku. 
Pisk kobiety. 
- _________!
Odwróciłam się w prawo i zobaczyłam jak Youngjaebiegnie w moją stronę jednak za chwile padł na ziemię i kazał mi się schylić. Zanim zdążyłam coś zrobić poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu i zakrywa moje usta dłonią.
- Wszyscy na ziemię! – krzyknął mężczyzna który mnie trzymał.
Do okienek podbiegło dwóch innych mężczyzn i z pistoletami w rękach żądali od kasjerek pieniędzy. Włączył się alarm. Nie wiedziałam co robić. Spojrzałam w stronę Youngjae.
- Oddawaj pieniądze bo ona zginie!- krzyknął jeden z facetów.
Zrobiło mi się słabo i gorąco jednak moje serce biło jak szalone, z poczucia strachu i z bólu jaki zadawał mi ten mężczyzna ściskając mnie za szyję i zakrywając usta brudną, czarną rękawiczką.
Nie szarpałam się. To byłoby bez sensu.
Kasjerka nie chciała oddawać pieniędzy. Zaczęła krzyczeć i przez to padł drugi strzał. Zaraz po tym inny ludzie schowani po kątach zakryli sobie oczy i zaczęli panikować.
- Pośpiesz się bo zaraz będzie tu policja! – krzyknął napastnik za moimi plecami.
Popatrzyłam na Youngjae jeszcze raz. Leżał on dosłownie na środku i ciągle patrzył na mnie. Ciężko mu było oddychać. Z daleka widziałam jego zaszklone oczy.
Napastnik przyłożył mi lufę pistoletu do skroni.
- Wszyscy pakować kasę bo ona zginie!
Odblokował magazynek.
Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Zamknęłam oczy do których napłynęły mi łzy. 
Youngjaezerwał się z podłogi. Co ten głupek do cholery robi?!
Zanim zrobił pierwszy krok…
Zanim jego krew nie znalazła się na mojej twarzy i na ubraniach.
Zanim on nie zrobił tej głupoty…
Nie płakałam.
- Youngjae!!!
Wyrwałam się z uścisku mężczyzny. Poczułam wielki ból w mojej nodze. Padłam na podłogę tuż przed nim. Nawet nie liczyłam już strzałów.
Nawet nie liczyłam już czasu.
Do cholery, chcę jeszcze zobaczyć jego twarz!
- Youngjae!- ledwo dotknęłam jego palców swoja dłonią. Podniósł powoli głowę. Uśmiechnął się.
Jego uśmiech był splamiony czerwienią.
- Chciałem cię uratować… Przepraszam…
- Nie…! Youngjae!- zalewałam się łzami.
Nie widziałam już jego twarzy. Jedynie usłyszałam głos z megafonu – „Prosimy opuścić budynek z rękoma za głową!”.
Dźwięk karetki na sygnale.
Ten pusty dźwięk…

***

- Niestety ofiara zmarła na miejscu zdarzenia…
Słowa policjanta dotarły mocno głęboko mnie. Podsłuchałam tylko kawałek rozmowy, gdyż nie byłam w stanie nic więcej usłyszeć. Byłam półprzytomna i ledwo mogłam oddychać. Nie wiedziałam co ze mną będzie…
A Youngjae? To już koniec?
Czy nigdy go już nie zobaczę?
Znowu płakałam. Całą drogę do szpitala płakałam. Ból mojej postrzelonej nogi był niczym w porównaniu do straty Youngjae… Niczym.
Zamknęłam oczy, gdyż mój organizm nie dał rady.

*** 

Otworzyłam powoli powieki. Głowa strasznie mnie bolała. Chyba od tego zapachu. I tej kroplówki… Kroplówki?
Uświadomiłam sobie gdzie jestem. Nie mogłam uwierzyć że aż tutaj dotarłam. Kroplówka? Przecież postrzelono mnie tylko z nogę. Więc dlaczego tak źle się czułam?
- Doktorze, pacjent się obudził- powiedziała pielęgniarka.
Do środka wszedł lekarz i spojrzał na mnie. Poświecił mi małą lampeczką po oczach.
- Ze względu na fatalne miejsce w którym była kula musieliśmy wykonać nieco poważniejszą operację. Ale dzisiaj jest już w porządku. Była pani w całkowitej 24 godzinnej narkozie z powodu osłabienia organizmu. To prawdopodobnie przez stres i strach.
Słuchałam całego wykładu doktora. Zauważyłam że moja noga jest owinięta grubym bandażem. Ból był nieco mniej intensywny ale nadal go czułam.
- Bardzo boli?
- T-tak trochę… Nawet bardzo – przyznałam.
- Zaraz podamy pani środki przeciwbólowe.
- Dziękuje.
Lekarz zawołał pielęgniarkę i opuścił pomieszczenie. Byłam strasznie spokojna. Nawet nie mogłam ruszyć głową. Chyba nie docierało do mnie to co się stało.
Przecież ja go straciłam…
Czułam się winna że dałam się złapać na zakładnika.
Nie musiał tego robić. Nie musiał mnie ratować, przecież to było tak ryzykowne.
Tak bardzo… mnie kochał?
Pielęgniarka dała mi mocne środki przeciwbólowe i powiedziała żebym poszła już spać. Nie chciałam, ale byłam taka senna…

***

Chciałam umrzeć. Jak mogę żyć bez Youngjae?
Dlaczego to musiało się tak potoczyć?
A teraz jedyne czego chciałam to spotkać się z nim. Kocham go, na litość boską. Więc dlaczego akurat nam musiało się to zdarzyć?

Miałam straszny sen który od razu zerwał mnie z łóżka. Otworzyłam szeroko oczy i rozejrzałam się dookoła sali. Coś jednak zatrzymało mój wzrok w jednym punkcie. 
- Yeobo… Spójrz na mnie…
Podniosłam wzrok do góry. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzałam na zegarek. Położyłam się spać godzinę temu… To nadal był sen?
- Youngjae…?
- Nie poznajesz mnie?- zaśmiał się, a jego głos lekko się łamał. Usiadł na brzegu mojego łóżka i złapał mnie za rękę delikatnie- Tęskniłem.
- Myślałam że…
- Co myślałaś?
- Oni powiedzieli że nie żyjesz… Policja…- zaczęłam płakać.
Youngjae pogłaskał mnie po włosach. Jego łzy kapały na pościel. Czułam jakby zatrzymał się czas. Jakby nic się nie wydarzyło. Tak bardzo chciałam żeby on był dalej ze mną, i nic się nie zmieniło.
Spojrzałam na niego znowu. Miał ramię owinięte w bandaż, i kawałek klatki piersiowej.
- Co tak naprawdę ci się stało? -spytałam.
- Postrzelono mnie w ramię ale kula nieco mnie uszkodziła. Nic poważnego. Słyszałem o tobie od lekarza. Będzie dobrze prawda?
Pokiwałam głową i nie ściskałam go już tak bardzo jak przed chwilą. 
- _______, jak mogłaś myśleć że ja nie żyję? – uszczypnął mnie w policzek.
- Bo oni tak mówili… I w ogóle…!- nie mogłam już dalej mówić. Wtuliłam się w niego a on objął mnie mocno rękoma.
- Yeobo…
Youngjaepocałował mnie delikatnie w czoło a potem w policzek. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i powoli przestawałam płakać.
- Wiesz co?
- Co?
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, kocham…! Zawsze cię kochałam i będę kochać.
- Też cię kocham - Youngjae spojrzał mi prosto w oczy i przymknął lekko powieki- Dlatego żeby z tobą być, umierałem już wiele razy… 

~Sungmi